Łatwogang dotarł do Gdańska. Na mecie padły słowa, na które czekały tysiące widzów

zycie.news 1 godzina temu
Zdjęcie: Łatwogang, screen Youtube @latwogang8538


Po dziesiątkach godzin jazdy, kryzysach zdrowotnych, zmęczeniu i ogromnych emocjach influencer dojechał do mety, a wraz z nim internetowa akcja, która poruszyła całą Polskę. Na miejscu czekali fani, wiwaty i bohaterowie zbiórek — Maksio oraz Adaś.

To jednak nie był zwykły finał sportowego wyzwania. W trakcie przejazdu udało się zebrać 12 mln zł dla Maksa, później 3,5 mln zł dla Adasia, a następnie ruszyła kolejna zbiórka — dla małego Wojtusia. W momencie zakończenia trasy na jego koncie było już ponad 3,2 mln zł.

Łatwogang dojechał do celu po wyczerpującej trasie

Piotr Hancke, znany w sieci jako Łatwogang, ruszył rowerem z Zakopanego do Gdańska, by nagłośnić zbiórkę dla dzieci chorujących na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Od początku towarzyszyła mu transmisja na żywo, a widzowie śledzili niemal każdy kilometr trasy.

Wyprawa była ogromnym obciążeniem. Po drodze pojawiały się problemy żołądkowe, odwodnienie, zmęczenie i momenty kryzysowe. Najtrudniejsze miały być nocne godziny oraz walka ze snem. Mimo tego Łatwogang kontynuował jazdę i dotarł do Gdańska.

Na mecie nie krył emocji

Finał trasy miał wyjątkowo emocjonalny przebieg. Gdy Łatwogang dojeżdżał do celu, krzyczał: „Mamy to!”. Po zejściu z roweru zwrócił się do zebranych i podkreślił, iż sukces nie jest wyłącznie jego zasługą. Powiedział krótko: „Wszyscy razem to zrobiliśmy!”.

Chwilę później zaczął zbijać piątki z osobami zgromadzonymi na miejscu. Następnie udał się do piętrowego busa, skąd mógł podziękować tłumowi. Dołączyli do niego Maksio i Adaś — chłopcy, dla których w trakcie akcji udało się zebrać ogromne pieniądze.

Maksio i Adaś pojawili się przy Łatwogangu

Obecność chłopców na mecie nadała całemu wydarzeniu jeszcze mocniejszy wymiar. Łatwogang przedstawił ich zebranym i podkreślił, iż to właśnie oni są najważniejsi w tej historii. Nie chodziło więc tylko o przejechane kilometry, ale o realną pomoc dla dzieci, które walczą z ciężką chorobą.

Najpierw internauci zebrali brakujące 12 mln zł dla Maksa. Później akcja została przekierowana na Adasia, dla którego potrzebne było 3,5 mln zł. Gdy ten cel również udało się osiągnąć, Łatwogang nie zatrzymał fali wsparcia.

Teraz pomoc płynie do Wojtusia

Po Maksie i Adasiu ruszyła kolejna zbiórka — tym razem dla Wojtusia. Chłopiec potrzebuje 15 mln zł na leczenie. Według relacji „Faktu” w chwili zakończenia trasy na jego zbiórce było już ponad 3,2 mln zł.

Na mecie Łatwogang chwycił za megafon i zaapelował, by dalej wspierać trzeciego chłopca. Tłum odpowiedział hasłem znanym z poprzedniej transmisji: „Śrubujemy”. To pokazało, iż finał trasy nie oznaczał końca pomagania.

Ostatnie kilometry przejdą do historii tej akcji

Ostatni etap drogi do Gdańska był pełen emocji. Przy trasie pojawiali się ludzie z transparentami, kierowcy pozdrawiali ekipę klaksonami, a Łatwogang starał się odpowiadać na gesty wsparcia. W drodze do mety towarzyszyła mu także eskorta wozu strażackiego.

Po zakończeniu przejazdu zebrani odśpiewali mu „Sto lat” i skandowali podziękowania. Następnie czerwony piętrowy bus z Łatwogangiem, Maksiem i Adasiem odjechał w eskorcie policji oraz wozu strażackiego.

Łącznie zebrano blisko 19 mln zł

Skala całej akcji robi ogromne wrażenie. Według „Faktu” łącznie na kontach zbiórek pojawiło się blisko 19 mln zł. To efekt wielogodzinnej transmisji, ogromnego zaangażowania internautów i decyzji, by po osiągnięciu jednego celu natychmiast kierować pomoc do kolejnego dziecka.

Łatwogang dojechał do Gdańska, ale historia tej zbiórki przez cały czas trwa. Maks i Adaś otrzymali wsparcie, którego potrzebowali, a teraz cała uwaga skupia się na Wojtusiu. Finał trasy stał się więc nie końcem, ale kolejnym początkiem internetowej mobilizacji.

Idź do oryginalnego materiału