Andżelika Wójcik, utalentowana polska łyżwiarka szybka, zamiast świętować start na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolan-Cortina 2026, rozpętała medialną burzę. Jej 11. miejsce na dystansie 500 metrów to tylko preludium do ostrej wymiany zdań z Polskim Związkiem Łyżwiarstwa Szybkiego. Zawodniczka zasugerowała brak wsparcia trenerskiego, co spotkało się z natychmiastową i mocną ripostą władz związku.
Wynik sportowy w cieniu kontrowersji
W niedzielnym biegu na 500 metrów Wójcik uzyskała czas 37,91 sekundy, co dało jej 11. lokatę. Była pierwszą Polką na starcie, rywalizując z Chinką Tian. Najwyżej z naszych reprezentantek uplasowała się Kaja Ziomek-Nogal na 6. miejscu z czasem 37,39 s, a Martyna Baran zajęła 17. pozycję. Złoto wywalczyła Holenderka Femke Kok z rekordem olimpijskim 36,49 s, srebro jej rodaczka Jutta Leerdam, a brąz Japonka Miho Takagi.
Jednak to nie wyniki sportowe zdominowały dyskusje. W wywiadzie dla Eurosportu Wójcik przyznała, iż przygotowywała się do sezonu samodzielnie, bez odpowiedniego wsparcia trenerskiego. Ta wypowiedź gwałtownie obiegła media, prowokując reakcję związku.
Ostra odpowiedź PZŁS
Dyrektor sportowy PZŁS Konrad Niedźwiedzki podkreślił, iż Wójcik miała możliwość trenowania z Rolandem Cieślakiem, z którym wcześniej osiągała dobre wyniki. Jej decyzja o samodzielnych przygotowaniach była ponoć autonomicznym wyborem. Jeszcze mocniej zareagował prezes związku Rafał Tataruch, który w oficjalnym oświadczeniu oskarżył zawodniczkę o kłamstwa i zażądał przeprosin.
Jest to bzdura. Myślę, iż Angelika powinna przeprosić przede wszystkim trenerów, którzy próbowali jej pomóc. To są po prostu kłamstwa, w których nie ma choćby cienia prawdy – oznajmił.
Angelika miała pełną opiekę i to my bardziej staraliśmy się o to, żeby ona miała tę opiekę niż ona sama. Co chwila musieliśmy gasić pożary. Najpierw z trenerem Arturem Wasiem, z którym nie chciała trenować. Później prosiliśmy, żeby pracowała z trenerem Rolandem Cieślakiem i tak było do października, do zawodów Pucharu Świata w Salt Lake City, gdzie stwierdziła, iż ona już dalej nie chce trenować z grupą, bo wszyscy są przeciwko niej. Trenowała sama, a i tak nie chcieliśmy zostawić jej samej. Poprosiliśmy trenerkę Agatę Jabłońską, naszego team lidera, żeby jednak sprawowała nad nią opiekę, choćby w mierzeniu czasów, pomocy w rozgrzewce. Było ustalone, iż Angelika będzie realizowała plany trenera Rolanda Cieślaka, ale choćby tego nie realizowała.
Z jednej strony ogromny talent, z drugiej strony wydaje mi się, iż nie przepracowała tego tak, jak powinna i stąd jakby to miejsce, które tutaj zajęła. A z kolei to spowodowało ogromne rozżalenie, ale powinna to wziąć na swoją klatę, a nie zrzucać to na barki trenera, sztabu szkoleniowego czy związku. Bo absolutnie w tym momencie nie jesteśmy winni. Zapewniam, iż wszystko było przygotowane perfekt i miała całą opiekę taką, jaką powinna mieć.
Kontekst konfliktu
Konflikt narastał już wcześniej. Wójcik odmówiła treningów z Arturem Wasiem, a później zerwała współpracę z grupą Cieślaka po Pucharze Świata w Salt Lake City w październiku. Związek próbował zapewnić opiekę przez Agatę Jabłońską, ale zdaniem Tatarucha zawodniczka nie realizowała planów. Prezes podkreślił, iż mimo talentu, brak dyscypliny mógł wpłynąć na wynik.
Ta sprawa rzuca cień na polski łyżwiarstwo szybkie podczas igrzysk. Czy dojdzie do pojednania, czy konflikt się zaogni? Fani sportów zimowych czekają na dalszy rozwój wydarzeń, a Wójcik może jeszcze zaskoczyć w kolejnych startach.
Źródło: sportowefakty.pl / eurosport.pl / Instagram











