Książka

„Językowe figle-migle” dla najmłodszych. Promocja książki Sary Więcek – ZDJĘCIA
Polska ma nowego milionera. Gigantyczna wygrana w Lotto, wiemy, gdzie padła "szóstka"
Ferie pełne przygód w mokotowskiej bibliotece!
Jacy tak naprawdę byli Aztekowie? "Nie rozpoznaliby siebie w nakręconych przez nas filmach"
Adaptacja światowego bestsellera powraca. Efekty przygotowała ekipa od "Stranger Things"
Rodzina obraziła się, bo nie zgodziłam się przenocować ich w swoim nowym mieszkaniu – czyli jak odmowa zamiany własnego azylu w rodzinny hostel wywołała burzę: Opowieść Natalii o stawianiu granic, toksycznych krewnych i sile słowa „nie” w sercu polskiej rodziny
Kim jest Sebastian Keller? Oto człowiek, który opowiedział prawdziwą historię sekty „Niebo”
"Wygodnickie egoistki? Wcale nie". Dlaczego Polki nie chcą mieć dzieci?
Kathleen V. Hurley & Theodore E. Dobson : Enneagram w działaniu
Moon Knight, Batman, Kajko i Kokosz, Deadpool i więcej. Poznajcie nowości komiksowe
Ursus zyskał nową bibliotekę: Innowacje i atrakcje na otwarciu!
Ten świetny dokument od Netlfixa powróci na dniach! Drugi sezon ma ogromny potencjał!
Będzie nowa "Dziewczyna z tatuażem". Zamówiono serial
Przyzwyczajenie do rozpaczy
U progu tego lata Pracując w miejskiej bibliotece, Dana uważała swoje życie za nudne – odwiedzających coraz mniej, wszyscy siedzą w internecie. Przekładała książki na półkach, ścierała z nich kurz i czytała niezliczone ilości romansów, filozoficznych czy przygodowych powieści. Po trzydziestce nagle dotarło do niej, iż ta cała romantyka z książek jakoś ją ominęła. Wiek już odpowiedni na założenie rodziny, uroda przeciętna, zarobki – skromne, ale pracy nigdy nie chciała zmieniać. Bibliotekę odwiedzali głównie studenci, czasem uczniowie, najczęściej jednak emeryci. Ostatnio niespodziewanie wygrała główną nagrodę w konkursie bibliotekarskim w województwie – opłacony dwutygodniowy urlop nad Bałtykiem. „Ale szczęście! Pojadę na pewno!” – ucieszyła się Dana w rozmowie z przyjaciółką i mamą. Na swoje zarobki kilka mogłaby pozwolić, a tu los podarował jej taki wyjazd. Lato dobiegało końca. Dana spacerowała samotnie pustą plażą w Ustce; większość wczasowiczów siedziała w knajpkach, bo dziś morze było wyjątkowo niespokojne. Trzeci dzień nad morzem, zapragnęła właśnie w samotności przemyśleć i pomarzyć o czymś miłym. Nagle zobaczyła, jak z pomostu fala zmyła do wody młodego chłopaka. Nie zastanawiając się, rzuciła się na pomoc – na szczęście fala porwała go niedaleko od brzegu, a Dana choć pływaczką wybitną nie była, od dziecka dobrze trzymała się na wodzie. Fale pomagały dociągnąć chłopca na brzeg, czasem odciągały z powrotem, w końcu się udało. W mokrej zwiewnej sukience spojrzała na uratowanego i aż się zdziwiła. „On ledwie czternastoletni, tylko wyrośnięty, choćby wyższy ode mnie!” – pomyślała. „Co ty wyprawiasz, kąpać się w taką pogodę?” – zapytała chłopaka. Ten tylko podziękował i lekko się chwiejąc oddalił. Dana wzruszyła ramionami i patrzyła za nim. Następnego ranka, budząc się w pensjonacie, uśmiechnęła się – słońce świeciło, morze połyskiwało spokojną, błękitną powierzchnią, jakby przepraszało za wczorajsze fale. Po śniadaniu Dana poszła na plażę, potem wybrała się na spacer, weszła do parku rozrywki – do strzelnicy. Kiedyś w liceum i na studiach dobrze strzelała; pierwszy strzał chybiony, drugi celny. „O, synku, patrz jak pięknie pani trafia!” – usłyszała za sobą męski głos. Odwróciła się i aż oniemiała – obok stał chłopak z wczoraj. Mężczyzna, wysoki, sympatyczny, przedstawił się jako Antoni – ojciec chłopca, Janka, i zaproponował, by pokazała im jak się strzela, bo ani Janek, ani on „nie mają wprawy”. Po strzelnicy poszli na lody, przejechali się na diabelskim młynie. Dana myślała, iż zaraz dołączy do nich matka chłopca, ale nic takiego się nie stało. Antoni był świetnym rozmówcą i z każdą chwilą coraz bardziej jej się podobał. Okazało się, iż oni także mieszkają w Warszawie! Zaśmiali się razem: „No popatrz, w Warszawie się nie da spotkać, a tu, nad Bałtykiem, proszę bardzo!” Od tamtej pory codziennie spędzali czas razem – zwiedzali okolicę, spotykali się na plaży, rozmawiali do późna. Dana chciała szczerze pogadać z Jankiem; wydawało jej się, iż chłopak czymś się martwi. W końcu, gdy ojciec przeziębił się i został w pensjonacie, chłopak poprosił ją, by się nim zaopiekowała i przyznał się do tego, jak naprawdę trafił do wody. Opowiedział też o rozpadzie rodziny i odejściu matki. Kiedy Antoni poczuł się lepiej, znowu wszyscy zaczęli razem spędzać czas. Niestety, zbliżał się koniec lata. Dana została nad morzem jeszcze dwa dni, Antoni z Jankiem wracali do Warszawy. Antoni obiecał odebrać ją z lotniska. Dana nie myślała o przyszłości, po prostu czytała urocze SMS-y od Antoniego, w których wyznawał, iż już tęskni i bardzo na nią czeka. Niedługo później Dana wprowadziła się do mieszkania Antoniego i Janka. Najbardziej szczęśliwy wydawał się Janek – cieszył się zarówno z nowej rodziny ojca, jak i ze swojej nowej przyjaciółki Dany.
Nowe wieści o romantycznych losach znanej rodziny. To one będą bohaterkami kolejnej serii
Teściowa na moje 35. urodziny podarowała mi książkę kucharską z aluzją, a ja oddałam jej prezent – czyli jak raz na zawsze zakończyć wojnę o żołądek męża i odzyskać wolność – I ten sałatkę sama kroiłaś, czy znowu z tych plastikowych pudełek, którymi trujesz mojego syna? – skrzywiła się pani Grażyna, dźgając widelcem tartaletkę z serkiem i łososiem. Irena westchnęła głęboko, poprawiając plisę na eleganckiej sukience. To były jej trzydzieste piąte urodziny. Ten jeden dzień w roku, kiedy chciała czuć się jak królowa, przyjmować życzenia i po prostu cieszyć się życiem. Zamiast tego sterczała w swojej własnej salonie, serwując do stołu i mając wrażenie, iż znowu jest nastolatką nieprzygotowaną na lekcję. – Pani Grażyno, to jest dostawa z restauracji, gdzie szefem kuchni jest Włoch. Naprawdę świetne składniki, – odparła z wymuszonym uśmiechem Irena. – Wie pani, ja pracuję do osiemnastej, nie mam czasu stać całymi dniami przy garach, żeby wykarmić piętnaście osób. – No tak, praca, jasne, – teściowa zawiesiła spojrzenie na zdjęciu swojego syna na ścianie, jakby szukała w nim wsparcia. – Myśmy też kiedyś pracowali. I w biurze, i w polu, i dzieci wychowywali. Ale żeby chłop na święto gotowe z marketu jadł… To skandal, kochanieńka. Biedny Michał, zobaczcie tylko te cienie pod oczami. „Biedny Michał”, 38 lat, zdrowy jak byk i z rumieńcami na policzkach, właśnie wszedł do pokoju. – O, mamo, Irenka! Co za stół! Co za zapachy! Kochanie, to te roladki z bakłażana, które uwielbiam? Pani Grażyna spojrzała na syna ze zbolałą miną, ale nic nie powiedziała. Goście mieli zaraz przyjść, Irena poleciała do kuchni po ciepłe dania, czując, jak narasta w niej irytacja. To nie zaczęło się ani wczoraj, ani w zeszłym roku. Przez pięć lat małżeństwa teściowa prowadziła partyzancką wojnę o żołądek syna. W każde weekendy przynosiła słoiki z kotletami, galarety, szarlotki, komentując: „No, chociaż zjecie domowego”, „Irenka zabiegana, prawdziwa bizneswoman”. Irena nie protestowała. Zarządzała działem logistyki, zarabiała więcej od męża i zainwestowała w sprzątaczkę oraz regularną dostawę jedzenia – kupowała sobie za to czas, wolność. To był dla niej wybór, nie lenistwo. Ale w świecie Grażyny kobieta, która nie lepi pierogów, to kobieta wybrakowana. Zadzwonił domofon, w mieszkaniu rozległ się gwar. Przyszli znajomi, rodzina Ireny, koleżanki z pracy – składali życzenia, wręczali koperty i vouchery do spa. Atmosfera się rozluźniła, a Irena choćby zaczęła się cieszyć. Teściowa fukała w kącie, ale życie toczyło się dalej. Wreszcie przy deserze, pani Grażyna, dotąd siedząca z miną męczennicy, wstała, stuknęła widelcem w kieliszek i przemówiła wyniosłym tonem. – Kochani, ja też chcę coś powiedzieć solenizantce. 35 lat – poważny wiek. Kobieta powinna już mieć mądrość, cierpliwość i umiejętność dbania o dom. Sięgnęła po prezent – opasłą księgę w błyszczącym papierze i teatralnie wręczyła ją Irenie. – Pieniądze to tylko papier, uroda przemija; a umiejętność prowadzenia domu i troska o męża to podstawa szczęśliwej rodziny. Długo się zastanawiałam, co ci, Irenko, podarować. Doszłam do wniosku, iż najbardziej brakuje ci… wiedzy. Dlatego daję ci to, co najcenniejsze: wiedzę i doświadczenie! Wszyscy zamilkli. Michał kaszlnął niepewnie. Irena rozwinęła papier. „Wielka encyklopedia kuchni polskiej i domowego ogniska” – ciężki, oprawny tom, na okładce uśmiechnięta pani w fartuszku. – To nie zwykła książka – oznajmiła teściowa przesłodzonym tonem. – Popracowałam nad nią – znajdziesz tam zakładki i moje osobiste notatki. Co Michaś lubi, jak ugotować buraczkowy barszcz, jak krochmalić koszule, by mąż wyglądał jak dyrektor, nie łachmaniarz. Ucz się, Irenko. Nigdy nie jest za późno, by być dobrą żoną. Goście po raz pierwszy szczerze się roześmiali. Mama Ireny już chciała coś odpowiedzieć, ale córka ją powstrzymała pod stołem. Prezent odłożyła na bok. Ale godność już była zdeptana. Reszta wieczoru upłynęła jak we mgle. Książka była nie prezentem, ale publicznym policzkiem w błyszczącej oprawie. Następnego dnia Irena wzięła książkę do ręki. Michał podszedł cicho. – Nie obrażaj się na mamę, ona taka stara szkoła… Przesadziła, ale chciała dobrze… Irena otworzyła książkę. Wszędzie zakreślone uwagi: „Mięso tylko świeżo mielone, sklepowe dla leniwych!”, „Prawdziwa gospodyni nie ma kurzu pod łóżkiem, u was już można sadzić kartofle”, „Spodnie powinny mieć kant, a nie wyglądać jak szmata!”. Każda strona – wyrzut. Irena podjęła decyzję. Sobota, tradycyjny obiad u teściowej. Tym razem Irena pierwsza się zbiera. – Masz jakiś plan? – Michał był wyraźnie spięty. – Spokojnie, kochanie. To już koniec wojny. Przy stole Irena jest serdeczna, chwali ciasta i barszcz. A po obiedzie sięga do torby po encyklopedię. – Pani Grażyno – mówi cicho, zdecydowanie – Przeczytałam wszystko. Doszłam do wniosku, iż to nie ja powinnam być właścicielką tego arcydzieła. Ta książka opisuje panią – perfekcyjną panią domu, której cała euforia to praca w kuchni. Ja taka nie jestem. Za mój godzinowy zarobek kupię tygodniowy zapas jedzenia. jeżeli mam codziennie lepić pierogi, tracę czas, który możemy poświęcić na podróże i rozmowy. To dla nas nielogiczne. Sama pani pisała – najlepsza jest zgodność z powołaniem. Moje powołanie jest inne. Kładzie książkę na stole. Obok – koperta. – Oddaję pani ten skarb. I… mam dla pani prezent ode mnie. Kurs tańca i dziesięć masaży. Czas przypomnieć sobie, iż jest pani kobietą, a nie tylko gospodynią. Zapada cisza. – Taniec? W moim wieku? – Fantastyczny na zdrowie! W grupie są panie w pani wieku. Może tam znajdzie pani własną pasję, nie tylko szukanie kurzu u synowej. Dziękują za obiad i wychodzą. *** Tydzień później Michał odbiera telefon od mamy. – Nie będzie obiadu? Bo ma próbę przed występem tanecznym! Partner – emerytowany wojskowy! „Możecie zamówić sobie pizzę”. Irena uśmiecha się do Michała. – No to zamawiamy największy zestaw sushi! Bo prawdziwe szczęście w domu nie zależy od ilości pierogów, a od szacunku i wolności – i tego nie znajdziecie w żadnej encyklopedii. Czy wy też zdarzyło się Wam dostać prezent „z aluzją”? Jak reagowaliście?
PRL w kryminale: Adieu, SB!
BEZDOMNY: Opowieść o Walce o Przetrwanie w Sercu Warszawy
„Wysokie i niskie tony”: Bracia z różnych światów
Gość „Plusa Minusa” poleca. Dr hab. Monika Błaszczak: Gęste sensy, bolesne tematy
"Zanim zdążyła krzyknąć, silna dłoń brutalnie zasłoniła jej usta" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Jak okiełznać męża – opowieść o Natalii, która po chorobie dzięki wsparciu kotów, psów i pięciu tajemniczym darczyńcom, odzyskuje siłę, by zawalczyć o siebie, swoje pasje i równowagę w małżeństwie z Alkiem.
Bon mot za bon motem. Jim Jarmusch zamienił się w poczciwego mędrca [RECENZJA]
Marnotrawimy inżynierów, a świat i AI nam ucieka. Analizujemy raport MFW „Bridging Skill Gaps for the Future: New Jobs Creation in the AI Age”
Skoki narciarskie w Sapporo o świcie! Sprawdź godziny i nastaw budzik, żeby nie przegapić
Portal Games – Zapowiedzi 2026: rozszerzenia
Elvira zaskakuje w "Akacjowej 38". Jej decyzja zmienia wszystko
RECENZJA: Avatar: Ogień i popiół
Kraków Miasto Literatury UNESCO – podsumowanie 2025 roku
PIECZONY w rękawie FILET z PIERSI Z KACZKI z jabłkiem i żurawiną
U progu tego lata Pracując w miejskiej bibliotece, Danuta uważała swoje życie za nudne – w tej chwili mało kto zaglądał wśród regałów ze starymi książkami, wszyscy przenieśli się do internetu. Raz za razem przekładała tomy, ścierając z nich kurz. Jedynym plusem tej pracy był nieograniczony dostęp do różnorodnej lektury – od romansów po rozważania filozoficzne. I gdy zbliżała się do trzydziestki, nagle uświadomiła sobie, iż cała ta romantyka z książek jakby przeszła obok niej. Wiek odpowiedni, żeby pomyśleć o rodzinie, uroda niewybijająca się, pensja raczej symboliczna. Nigdy nie przychodziło jej do głowy, by zmieniać pracę – wszystko jej odpowiadało. Do biblioteki wpadała garstka studentów, sporadycznie uczniowie i kilka stałych seniorek. Ostatnio wzięła udział w wojewódzkim konkursie bibliotekarskim i ku własnemu zaskoczeniu wygrała główną nagrodę – opłacony, dwutygodniowy pobyt nad polskim morzem. – Niesamowite, pojadę na pewno! – ucieszyła się, informując o tym przyjaciółkę i mamę – za swoją pensję nie zobaczyłabym Bałtyku, a tu taka niespodzianka. Lato zbliżało się ku końcowi. Danuta spacerowała po pustawym brzegu w Sopocie, turyści chronili się w kawiarniach, bo Bałtyk wyjątkowo wzburzony. Trzeci dzień na urlopie – zapragnęła pomarzyć sama, wśród szumu fal. Nagle zobaczyła, jak z falochronu fala zmywa chłopaka. Nie myśląc o sobie, wbiegła w wodę, bo chociaż nie była wybitną pływaczką, od dziecka potrafiła nieźle utrzymać się na powierzchni. Morskie bałwany pomagały jej odholować chłopaka za kołnierz, raz za razem jednak odrzucały z powrotem. Udało się, gdy już po pas stanęła na dnie – wtedy wyciągnęła chłopaka na brzeg. W przemoczonym do cna eleganckim letnim płaszczyku spojrzała na uratowanego i zdziwiła się. – O rany, on ledwie czternastoletni, wysoki, dlatego wydawał się starszy – pomyślała, pytając go: – Co Ty tu robisz w taką pogodę? Chłopak wstał, podziękował i uszedł chwiejnym krokiem. Danuta patrzyła za nim, wzruszając ramionami. Następnego poranka budziła się już z uśmiechem – słońce zalewało pokój, morze lśniło spokojnie. Posiliwszy się, poszła na plażę, korzystając z beztroskiego słońca, a po południu powędrowała do pobliskiego parku. Skusiła się na strzelnicę – w szkole i na studiach radziła sobie celnie, choć pierwszy strzał był nieudany. Na drugi trafiła w sam środek. – No widzisz synku, to się nazywa strzelać! – usłyszała za sobą pogodny głos. Odwróciła się i ku zdziwieniu zobaczyła wczorajszego nastolatka. W oczach chłopaka błysnął niepokój. Mężczyzna, który się przedstawił jako Antoni, serdecznym tonem poprosił ją o lekcję strzelania – jego syn, jak się okazało, dopiero uczy się trafiać do celu. Razem powędrowali potem do kawiarni na lody, przejechali się sopockim kołem widokowym. Danuta była przekonana, iż zaraz dołączy matka chłopca, ale nikt nie przysiadł się do stolika. Antoni okazał się świetnym rozmówcą, coraz bardziej jej się podobał. A największym zaskoczeniem było to, iż oboje z synem również pochodzili z Gdańska – ich domy dzieliły zaledwie kilka przystanków tramwajowych. – Ot, Polskie przypadki. W naszym mieście nie dane nam było się spotkać, a tutaj proszę – uśmiechnął się Antoni. Syn, Kuba, gwałtownie nabrał śmiałości i czuł się swobodnie przy Danucie. Rozstali się późno – panowie odprowadzili ją pod drzwi hotelu, umawiając się na kolejny dzień. Następne dni minęły jak w bajce. Spotykali się na plaży, wieczory spędzali na spacerach i rozmowach, odwiedzali lokalne atrakcje. Danuta czuła, iż z Kubą warto porozmawiać w cztery oczy – chłopak wydawał się przygaszony. Okazja nadarzyła się pewnego ranka, gdy na plaży zjawił się sam. – Dzień dobry, tata chory – powiedział – choćby poprosił, żebym był pod waszą opieką… W domu nie mam ochoty siedzieć. Poprosiła numer do ojca, zadzwoniła i uspokoiła Antoniego, iż zaopiekuje się chłopcem. Kuba po chwilowej rezerwie otworzył się i podziękował jej, iż nie zdradziła ojcu pewnego wydarzenia nad wodą. A potem, zachęcony szczerością Danuty, opowiedział o rozstaniu rodziców. Antoni, architekt, bywał w delegacjach. Gdy kiedyś wyjechał służbowo, żona została z Kubą. Chłopak miał zajmować się koleżanką, bo matka z kolegą opracowywali wspólne projekty. Po trzech tygodniach dzieciństwo Kuby skończyło się – podsłuchany przez przypadek konflikt rodziców uświadomił chłopcu, iż jego rodzina się rozpada. Po rozwodzie został z ojcem. Z matką nie ma ochoty się kontaktować. Podczas pobytu Danuta zaprzyjaźniła się z Kubą, a z Antonim łączyło ją coraz więcej. Ich hotel sąsiadował z jej pensjonatem. Wspólne wyjścia sprawiały, iż stali się sobie bardzo bliscy. Kilka dni później Antoni i Kuba musieli wracać do Trójmiasta, Danuta zostawała jeszcze dwa dni. Żegnali się na końcu tego lata. Antoni obiecał, iż odbierze ją z lotniska; Kuba żartował, iż koniecznie muszą kontynuować znajomość w Gdańsku. Danuta nie snuła planów, tylko z uśmiechem czytała czułe wiadomości od Antoniego. A niedługo potem zamieszkała z nim i Kubą. Największą euforia z tej zmiany miał Kuba – cieszył się z ojca, z siebie i z Danuty. Na progu tego lata – historia o cichych bibliotekarkach, kaszubskim morzu i nowej rodzinie z Trójmiasta, która odnalazła się dzięki wakacyjnej przygodzie.
Maria ze Zdziecchowskich Sapieżyna : Moje życie, mój czas – Wspomnienia
Jak stworzyć profesjonalne portfolio w formie drukowanej? Poznaj propozycję CEWE
Opowieść leksykalna
Antologia „Przestrzenie pomiędzy światami”
Zimowe Odkrycia w Bibliotece Nautilus: Nowe Filmy i Książki Czekają!
Poza rozumieniem
Tu dzieje się akcja nowego kryminału Remigiusza Mroza. "Obietnic wyborczych się dotrzymuje"
Praca, iluzja i obraz świata. Dwie nowe wystawy w Bunkrze Sztuki
"Dzikie łapy" - poruszająca opowieść o wolności, odwadze i przyjaźni
Zaskakujące aukcje polityków na WOŚP. Śniadanie z Senyszyn i Czarzastym to dopiero początek
Brzydkie Kaczątko: Opowieść o Pięknie i Akceptacji
14 opowieści z życia portierów, których uwadze nic nie umknie
105 dni pod niebem Północy
Premiera spektaklu „To jest napad”, w piątek o godzinie 20:00 w Teatrze Komedia w Poznaniu
Serial "Harry Potter" ma nowego kompozytora. Oj, muzyka będzie na pewno świetna
Ławka na dwoje Opowieść o Nadziei i Stepanie w polskim blokowisku: codzienne spacery, lista leków, rozmowy na ławce, samotność i cicha przyjaźń na stare lata.
28 lat później – Część 2: Świątynia kości
Mądra Żona: Opowieść o miłości, sile i mądrości w polskim stylu