Ashe – The Girl Of Your Dreams – recenzja albumu. Uniwersalne historie w nowej odsłonie

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Już od zeszłego piątku mamy okazję przesłuchać nowego albumu Ashe o tytule The Girl Of Your Dreams. Pierwszy singiel, Stop The Wedding!, podbił serca słuchaczy już kilka tygodni temu. Czy reszta piosenek mu dorównuje?

Myślę, iż Stop The Wedding! nie trzeba nikomu przedstawiać – utwór krąży po social mediach już od tygodni, stanowiąc doskonałe tło do historii o opuszczaniu sytuacji, które nam nie służą. To energiczna piosenka opowiadająca o tym, iż czasami trzeba się wycofać; choćby jeżeli włożyliśmy w coś dużo wysiłku i zaangażowania; choćby jeżeli kupiliśmy sukienkę i zaprosiliśmy gości. Utwór jest wyrazem sprzeciwu wobec czyichś oczekiwań, po to by wybrać własne dobro.

Reszta piosenek jak na razie mnie nie porwała, ale cały album ma przyjemny klimat, zarówno pod kątem muzyki, jak i materiałów wizualnych. Pojawia się kilka motywów, które powtarzają się w utworach. Przykładem są nawiązania do nocnego nieba, zwłaszcza w piosenkach Lasso the Moon i Stardust. Drugi z wymienionych utworów jest bardzo nostalgiczny, opowiada głównie o wspomnieniach dawnej miłości. Teksty są dosyć proste i dosłowne, a jednak za ich pomocą Ashe tworzy wyraziste sceny, które bardzo łatwo można sobie wyobrazić. Lasso the Moon to z kolei historia o wielkich gestach i próbach dokonania niemożliwego dla ukochanej osoby. Ta piosenka także doczekała się teledysku.

Album mówi o różnych emocjach, również o tych trudniejszych. Czasem piękne wspomnienia mieszają się z obrazami, o których niektórzy woleliby zapomnieć. Na przykład w utworze Love Bomb, gdzie Ashe zauważa, iż wielkie gesty nie zawsze są oznaką szczerej miłości. Podobnie Blue Hour opowiada o przemijaniu pięknych chwil. Artystka ponownie posługuje się symbolami – więdnących róż, topniejącego śniegu. Obrazy te są treściwe, ale nie ma w nich nic zaskakującego.

Następna w kolejce jest piosenka Swan Lake. Jak do tej pory, pomijając wypuszczone wcześniej single, to ten utwór trafił na listę moich ulubionych. Dzieje się tu nieco więcej głównie w warstwie muzycznej. Szybsze tempo, zmiana melodii i refren, który łatwo wpada w ucho. Na samym końcu pojawia się choćby motyw z Jeziora Łabędziego Czajkowskiego, do którego nawiązuje piosenka.

Sunburn jest o tym, jak inaczej można patrzeć na tę samą sytuację z dwóch perspektyw. Dobrze pokazuje to na przykład fragment:

I think of the walks
You think of the pace
I remember April
You remember rainy days
Stuck with the very same memories
But what comes to me first
I think of the sun
You think of the burn

Bardzo podoba mi się kontrast przedstawiony w tekście tej piosenki. Obrazy użyte przez Ashe pokazują, jak wiele zależy od podejścia. Niestety czasami mogą z tego wynikać nieporozumienia, które również zdają się być ważnym tematem zarówno tego utworu, jak i całego albumu.

Kolejna piosenka, Always September, jest prawdopodobnie najbardziej nostalgiczną z płyty. Ją również wypełniają proste obrazy, które mają pewną zaletę – łatwo się z nimi utożsamić. Fani Ashe słuchają zatem o wrześniowym deszczu, miętowych lodach oraz trudności z pozwoleniem komuś odejść i być może czują się nieco bardziej zrozumiani.

Miesiące i pory roku to kolejny motyw, który często pojawia się na albumie. Tak jest też w piosence o tym samym tytule, co cała płyta – The Girl Of Your Dreams. W tym utworze Ashe wyraża wątpliwość, czy rzeczywiście jest czyjąś tytułową wymarzoną dziewczyną, ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami.

Sweet Caroline wyróżnia się tym, iż jest to piosenka o przyjaźni, a nie o miłości romantycznej. Niestety – o przyjaźni, która zakończyła się po tym, jak czyjeś zaufanie zostało zawiedzione. Artystka śpiewa o kłamstwach, zdradzie, a jednocześnie ubolewaniu nad tym, iż dawna bliska znajomość musiała się zakończyć.

Na samym końcu nadchodzi czas na Funeral, który również został wypuszczony jako singiel przed opublikowaniem całej płyty. Umiejscowienie go jako ostatniego utworu tworzy przemyślaną klamrę z utworem Stop The Wedding!, który zajmuje pierwsze miejsce na płycie. Wbrew być może niezbyt pozytywnych skojarzeniom, Funeral to jedna z bardziej optymistycznych piosenek na albumie. Odpowiada o miłości tak silnej, iż zostaje ona w pewien sposób przerwana dopiero przez śmierć. Ashe wyobraża sobie różne momenty z ukochaną osobą – zwykłe wtorki, wspólne przejażdżki i ostatecznie przemawianie na czyimś pogrzebie. Artystka liczy na to, iż przemowa o niej będzie pięknie opowiedzianą historią upamiętniającą wspaniałą miłość, która połączyła dwie osoby.

Album niespecjalnie mnie zaskoczył, ale przyjemnie się go słuchało. Stop The Wedding!, Funeral i Swan Lake zdecydowanie zasługują na uwagę. Ashe oparła swoje teksty na prostych symbolach i słownictwie nawiązującym do pogody, natury oraz pór roku, które bardzo łatwo skojarzyć z motywem przemijania czy z konkretnymi emocjami. Niekoniecznie jest to wada, natomiast korzystając ze środków, które zostały użyte już wiele razy wcześniej, trudniej się wyróżnić.

Prawdopodobnie nie jest to płyta, której będę słuchała od początku do końca, ale zdecydowanie nie raz wrócę do niektórych piosenek. Z pewnością zrobią to również osoby lubiące sentymentalne historie i opowieści o różnych obliczach miłości.


Fot. główna: materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału