Urodziłem się w 1995 roku i jest to informacja istotna, bo właśnie wtedy rozgrywa się akcja omawianego tytułu. W dzieciństwie nieraz widywałem niewielkie warsztaty samochodowe, których klimat był, delikatnie mówiąc, bardzo swojski. Niby każdy domyślał się, jak wygląda tam etos pracy, ale było tanio, a to dla wielu klientów było najważniejsze.
Dzięki Auto Fuszerka możemy wcielić się we właściciela właśnie takiego warsztatu. W miejscowości o wdzięcznej nazwie Wypizdów Dolny, niedaleko Rzeszowa, prowadzimy własny biznes zgodnie z zasadą: „gwarancja do bramy, a potem się nie znamy”. Robimy więc wszystko, aby maksymalnie ograniczać koszty. Już na samym początku ciągniemy przedłużacz do sąsiada, żeby kraść od niego prąd. A później jest tylko lepiej. Albo raczej gorzej.
Zobacz również: Project: Aurora – recenzja gry. Trudna przeprawa przez obcą planetę
Fot. Kadr z gryNaprawy mają opłacać się przede wszystkim nam, a nie klientowi. Nie możemy jednak przesadzić z kombinowaniem, bo właściciel pojazdu może zorientować się, iż coś jest nie tak. Z boku ekranu znajduje się specjalny wskaźnik pokazujący, jak bardzo spartaczyliśmy robotę. jeżeli chcemy dostać zapłatę i uniknąć problemów, musimy utrzymywać go na rozsądnym poziomie.
A jak dokładnie wygląda tytułowa fuszerka? Możliwości jest sporo. Zaczynamy od zdzierania lakieru szlifierką kątową i dolewania wody do paliwa. Jak przystało na rasowego cebulaka, nie stronimy również od kradzieży. Regularnie podkradamy lepsze części z samochodów klientów i wykorzystujemy je do własnych celów. Im dalej w rozgrywkę, tym bardziej kreatywne i absurdalne stają się sposoby na nabijanie ludzi w butelkę.
Nie robimy tego jednak wyłącznie dla pieniędzy – choć oczywiście zarobek też jest ważny. Podczas nielegalnego wyścigu na wiejskiej drodze rozbiliśmy naszego prywatnego Fiata 126p, wjeżdżając nim prosto w drzewo. Teraz, w myśl sentencji „u siebie rób jak u siebie”, między kolejnymi zleceniami próbujemy przywrócić Malucha do stanu używalności. Oczywiście przy pomocy części „pożyczonych” z innych pojazdów.
Zobacz również: Yoshi and the Mysterious Book – recenzja gry. Zagubieni między stronami
Fot. Kadr z gryTym, czym Auto Fuszerka najbardziej próbuje się wyróżnić, jest humor. Przerysowany obraz polskiego mechanika to dopiero początek. Większość żartów utrzymano w klimacie podobnym do twórczości Bartosza Walaszka, co bardzo dobrze pasuje do charakteru gry. Piwo marki „Jeb”, będące oczywistą parodią kultowego „EB”, to tylko jeden z wielu podobnych pomysłów. Tego typu dowcipy pojawiają się tutaj na każdym kroku.
Osobiście lubię taki prosty, niewyszukany humor, szczególnie w produkcjach nastawionych przede wszystkim na zabawę. Jednocześnie doskonale rozumiem, iż nie każdemu przypadnie on do gustu. To zdecydowanie jeden z tych elementów, które albo kupujecie od razu, albo równie gwałtownie się od nich odbijacie.
Warto również wspomnieć o muzyce. Na potrzeby gry przygotowano przy użyciu sztucznej inteligencji specjalne utwory disco polo, które możemy odtwarzać w warsztacie dzięki magnetofonu. Samo wykorzystanie AI do tworzenia muzyki może budzić kontrowersje, ale trzeba przyznać, iż piosenki bardzo dobrze wpisują się w prześmiewczy charakter całej produkcji.
Jeśli chodzi o kwestie techniczne, jest poprawnie. Trafiłem na kilka drobnych błędów, takich jak przenikające przez siebie przedmioty czy sporadyczne problemy z doczytywaniem tekstur. Nie są to jednak rzeczy, które realnie przeszkadzają w rozgrywce. Dodatkowo w grze znajduje się przycisk do zgłaszania błędów, więc widać, iż twórcy aktywnie rozwijają swój projekt.
Zobacz również: Magin: The Rat Project Stories – recenzja gry. Tyle lat czekania
Nieco większy problem mam ze sterowaniem. Niektóre rozwiązania wydają się zwyczajnie niespójne. Podniesione narzędzia trzymamy automatycznie do momentu ich odłożenia, ale już przenosząc oponę, musimy cały czas przytrzymywać przycisk myszy. Trudno zrozumieć, skąd taka różnica. Do tego część funkcji rozrzucono po różnych klawiszach, co momentami bywa niewygodne. Nie jest to jednak poważna wada, raczej niewielkie utrapienie.
Ogólnie rzecz biorąc, Auto Fuszerka w żadnym wypadku nie jest arcydziełem polskiego gamedevu. Tyle iż ta gra nigdy nie próbowała nim być. To prosta, solidna produkcja nastawiona na dostarczenie rozrywki i wywołanie uśmiechu na twarzy gracza. Humor pozostaje kwestią bardzo subiektywną. Jednych rozbawi do łez, innych kompletnie nie przekona. Ja, napędzany nostalgią do lat młodości i klimatu polskich warsztatów samochodowych, bawiłem się całkiem dobrze. Warto dać tej produkcji szansę. A nuż Was zaskoczy.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z better. gaming agency. Dziękujemy!
Fot. główna. Kolaż z użyciem materiałów promocyjnych (better. gaming agency)








