Frank Turner przyznał, iż kiedyś „zepsuł” koncert reaktywacyjny jednej ze swoich ulubionych kapel – The Van Pelt.
W rozmowie z „BANG Showbiz” wokalista wspomniał jedną z najbardziej niezręcznych nocy w swojej karierze. The Van Pelt grali wtedy pierwszy koncert po reaktywacji w 2009 roku, a Turner był jednym z fanów pod sceną:
To adekwatnie nie był zwykły koncert, a pokaz. Byłem na festiwalu South by Southwest w 2008 roku. Wszystko układało się świetnie – dawałem dobre występy i podpisałem właśnie kontrakt z wytwórnią Epitaph Records. Następnego dnia miałem wolne i postanowiłem spędzić czas z przyjaciółmi. I pod koniec dnia… zepsułem jedyny koncert reaktywacyjny mojego ulubionego zespołu.
Artysta opowiedział o swoich błędach tamtego dnia:
Stałem w pierwszym rzędzie, krzyczałem złe słowa piosenek i płakałem. Ogoliłem sobie wąsy i zrobiłem tatuaż Teksasu. Następny dzień był naprawdę ciężki. To zdecydowanie nie była moja najlepsza decyzja.
Turner zaznaczył, iż w tej chwili unika picia przed koncertami, ale przypomniał też starszy występ w Manchesterze:
Raz grałem w Manchesterze i przyjechałem za wcześnie. W knajpie mieli promocję – dwa drinki w cenie jednego. Podczas koncertu upuściłem kostkę na dywan na scenie i spędziłem kilka minut, próbując ją podnieść. To trwało dłużej, niż myślałem.
Po koncercie schował się pod stołem z gadżetami i przyznał, iż nie był to jego najlepszy koncert w historii.
Frank Turner w tej chwili przygotowuje się do trasy koncertowej u boku grupy Bowling For Soup. Trasa nosi nazwę „Bowl My Bones Tour” i obejmuje koncerty w Australiach oraz w Wielkiej Brytanii.















