Był moment, kiedy nowojorskie trio FUN LOVIN' CRIMINALS przyjeżdżało do Polski bardzo sporadycznie – na przestrzeni lat muzycy widziani byli w naszym kraju może dwa albo trzy razy. Nagle coś się zmieniło, jakiś worek rozwiązał, wajcha poszła w drugą stronę: po zmianach składu panowie bywają w Polsce częściej niż systematycznie, niemal co rok, dwa wpadając do nas przy okazji festiwali czy samodzielnych koncertów. Z nowo wydaną płytą, 'A Matter Of Time' wiadomo było, iż następna wizyta była… kwestią czasu – i rzeczywiście, w maju 2026 Fun Lovin' Criminals wjechali jak po swoje na Kwadrat w Krakowie i rozruszali Stodołę w Warszawie.
W nastrój wieczoru wprowadziło intro w postaci ikonicznego 'bokserskiego' utworu Billa Conti, po czym trio przedstawiło się wizytówką, „The Fun Lovin' Criminal” zmieniając tym samym Stodołę w swoistą imprezę w klubie Harlemu, Bronxu, Londynu czy bodedze Hawany – po raz pierwszy zobaczyłem w Stodole światła dyskotekowe użyte do koncertu, a pasowały idealnie!!
Tylko oni potrafią połączyć klasę z cwaniactwem, pulsujący groove muzyki funk z łagodnymi „pościelówami” w średnich tempach i żarem tanecznego disco – lawirując między rytmami i nastrojami, przedstawili największe przeboje, nie zabrakło więc „Loco” płynnie i naturalnie przechodzącego w jedną całość z „King of New York„, proszącego się o repertuar Cypress Hill „Smoke 'Em„, klimatycznie bujających „Swashbucklin' in Brooklyn” i „Up on the Hill” czy tanecznie melodyjnego „Korean Bodega„, czujności imprezowiczów ze sceny nie umknęła data w kalendarzu i koncert odbywający się w piątek nadał szczególnego znaczenia piosence „Friday Night„. Okazało się nawet, iż i na najnowszej płycie nie brakuje materiału na gwarantowane hity, bo z 'A Mastter Of Time', oprócz „Full Stop” (wbrew tytułowi rozpoczynający koncert po wizytówce zespołu), wskoczył także kolejny singiel, „Out Of Darkness Comes The Light„. Wszystko łączone łobuzerską konferansjerką, czasami wymagającą słownika polsko-angielsko-nowojorskiego…
Prawdziwy mini-festiwal klasyków nastąpił po krótkiej przerwie spędzonej z muzyką z sampli. Wtedy to na publikę zstąpił obowiązkowy szlagier do skakania i śpiewania, czyli „Scooby Snacks„, odpoczynek po tym szaleństwie przyniosły kojące dźwięki hołdu dla wielkiego Barry’ego White’a – równie nastrojowy co jego własna muzyka „Love Unlimited„, by zamknąć wręcz stadionowym refrenem „Big Night Out„. Jeszcze tylko pożegnanie z nieodzownym „Time of My Life” z taśmy – i pozostaje czekać na kolejną, oby prędką, wizytę Zabawowych Kryminalistów na polskiej ziemi.
















