JOHNNY HARTMAN „I Just Dropped by to Say Hello”, Esoteric, SACD/CD • 2026 ⸜ RECENZJA

highfidelitynews.pl 1 tydzień temu

„I Just Dropped by to Say Hello” jest jednym z klasyków jazzowej ballady.

Ukazała się w 1964 roku nakładem wydawnictwa Impulse! Records, czyli rok później znany niż jego poprzednik, płyta „John Coltrane and Johnny Hartman”, przynosi znakomite interpretacje standardów, jak i jeden utwór własny wokalisty, „Our Time”. Wśród towarzyszących mu muzyków znajdziemy same sławy, wiodące prym w latach 50. i fetowane w pierwszej połowie lat 60., jak Illinois Jacquet, Kenny Burrell, Jim Hall, Hank Jones, Milt Hinton i Elvin Jones. Teraz płyta jest dostępna w najnowszym remasterze firmy Esoteric, na płycie hybrydowej SACD/CD.

Esoteric jest marką należącą do japońskiej firmy TEAC. Powstała w 1987 roku jako jej „konsumencki” oddział. W jej ramach oferowane są high-endowe produkty, w tym nowatorskie odtwarzacze SACD. 20-lecie powstania marki świętowano płytą SACD „Overtures” Ludwiga Van Beethovena (TDGD-90013), od płyty z numerem katalogowym ESSG-90053 na obi pojawia się nazwa własna MasterSound Works (Brahms, „Sinfonie Nr. 1 c-moll, op. 68”), wydaną w serii Esoteric MasterSound Works. Do dzisiaj ukazało się już kilkaset tytułów.

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”

JOHNNY HARTMAN „I Just Dropped by to Say Hello”, Esoteric, SACD/CD • 2026 ⸜ RECENZJA

Wydawca:

Impulse! Records/Universal Music LLC | Esoteric ESSJ-90329

Format: Super Audio CD/CD

Premiera | reedycja:

09.01.1064 | 09.2026

Słuchał: WOJCIECH PACUŁA

Jakość dźwięku: 7-8/10

→ www.ESOTERIC.jp

GREG AKKERMAN, AUTOR DEFINITYWNEJ, naprawdę obszernej i szczegółowej biografii Johna Hartmana zatytułował ją znacząco: The Last Ballader (Scarecrow Press, 2012). Bo choć pamiętamy przede wszystkim croonerów, jak Franka Sinatrę, Nat „King” Cole’a, Deana Martina itd., to przecież obok nich swoje kariery rozwijali inni, również znakomici muzycy, którzy mieli jednak mniejszą siłę przebicia.

Obok McCoy’a Tynera, Fredy’ego Cole’a czy Franka Miniona Hartman był najbardziej znanym z tych mniej znanych wokalistów. Co ciekawe, był jedynym, z którym John Coltrane nagrał cały album (na którym sekcją rytmiczną dowodził właśnie McCoy Tyner), co świadczy o wysokiej pozycji, jaką zajmował w świecie jazzu. Jak czytamy w opracowaniach, „jego głęboki, aksamitny głos idealnie kontrastował z nowoczesną harmonią pianisty”.

Jak czytamy w poświęconym mu wpisie w Wikipiedii, John Maurice Hartman (3 lipca 1923 – 15 września 1983) był amerykańskim wokalistą jazzowym, znanym z bogatego głosu barytonowego oraz nagrań ballad. Urodzony w rodzinie afroamerykańskiej w Luizjanie i wychowany w Chicago, Hartman zaczął śpiewać i grać na fortepianie w wieku ośmiu lat. Uczęszczał do liceum DuSable, gdzie uczył się muzyki pod kierunkiem Waltera Dyetta, a następnie otrzymał stypendium w Chicago Musical College.

Debiutował w 1946 roku z big bandem Earla Hinesa, wtedy również nagrał swój debiut wydawniczy. W następnych latach śpiewał z zespołem Dizzy’ego Gillespiego, a także z Errollem Garnerem. W 1956 wydaje swój pierwszy solowy album, Songs from the Heart, w wydawnictwie Bethlehem Records. Po dwóch kolejnych płytach dla wytwórni Regent i ponownie Bethlehem, to właśnie John Coltrane and Johnny Hartman, nagrana kilka miesięcy wcześniej niż I Just Dropped…, dała mu rozpoznawalność na którą zasługiwał.

‖ Od lewej: John Coltrane and Johnny Hartman w wydaniu SHM-SACD z 2023 roku w ramach serii „Verve Acoustic Sounds SACD Series 3”, All of Me: The Debonair Mr. Hartman, druga z płyt nagranych dla wydawnictwa Bethlehem Records (1957), oraz Just You, Just Me wydawnictwa Regent z 1956 roku

▓ Wydanie

˻ PERSONEL˺ Johnny Hartman: wokal, Illinois Jacquet: saksofon tenorowy, Kenny Burrell i Jim Hall: gitary, Hank Jones: fortepian, Milt Hinton: kontrabas, Elvin Jones: perkusja

I Just Dropped by to Say Hello była jedną z trzech płyt nagranych przez Hartmana dla Impulse! Druga płyta Johna Hartmana nagrana dla Impulse! pozostaje w cieniu tamtej, Coltrane’owskiej. Być może dlatego, iż tym razem wokalista nieco odsunął się w cień i choć wciąż czaruje swoim głosem, to pozostawił dużo miejsca instrumentalistom.

Płyta została nagrana przez czterdziestoletniego wówczas, a więc dojrzałego muzycznie wokalistę, w ciągu dwóch dni, 9 i 17 października 1963, niemal dokładnie sześćdziesiąt trzy lata temu. Utwory 1 i 6 zarejestrowano 9 października – to tam na gitarze gra Jim Hall, pozostałe – 17. Nagranie miało miejsce w Van Gelder Studio w Englewood Cliffs, New Jersey, a realizacją dźwięku zajął się Rudy Van Gelder; prodcuentem został Bob Thiele, w latach 1961-1969 szef wydawnictwa.

Oryginalnie płyta ukazała się na winylu, zarówno w wersji stereofonicznej, jak i monofonicznej, z numerem katalogowym A-57. Poza USA otrzymała obwolutę typu gatefold (również w Japonii). Tytuł był całkiem często wznawiany, Discogs listuje 52 wersje. Prawie wszystkie są wersjami stereofonicznymi

Pierwsze wydanie na CD pochodzi z 1987 roku, z Japonii. Stamtąd też mamy wersję mini-LP CD z kodowaniem K2 i 20-bitowym cyfrowym remasterem JVC (1996). W 2001 roku ukazał się pierwszy remaster 24/96, a kolejny dopiero w 2007 roku. To z tego masteru pochodzą również pliki FLAC 16/44,1 dostępne w serwisach streamingowych. W 2012 roku powstało najlepsze na winylu, dwupłytowe wydawnictwo z tym materiałem, przygotowane przez Original Recordings Group (ORG, 2 x LP, 45 rpm, Limited Edition). 2016 to krążek SHM-CD, a 2020 UHQCD.

Wydanie Esoteric powstało z plików „flat master” 24/96 i zostało zremasterowane w studiu Esoteric Mastering Center w domenie cyfrowej; więcej → TUTAJ.

▓ Dźwięk

˻ PROGRAM ˺ 1. Charade, 2. In the Wee Small Hours of the Morning, 3. A Sleepin’ Bee, 4. Don’t You Know I Care (Or Don’t You Care to Know), 5. Kiss & Run, 6. If I’m Lucky, 7. I Just Dropped by to Say Hello, 8. Stairway to the Stars, 9. Our Time, 10. Don’t Call It Love, 11. How Sweet It Is to Be in Love

Wspomniałem o wycofaniu się wokalisty na tej płycie w imię większej obecności muzyków. Kto wie, czy to nie była jednak decyzja producencka. Już od pierwszego uderzenia w blachy perkusji w ˻ 1 ˺ Charade, kiedy zaraz potem dołącza do niej gitara Jima Halla, słychać przewagę instrumentów nad wokalem. Ten jest mocny, głęboki, aksamitny, ale mocno oddalony w perspektywie. Słychać, iż Van Gelder mocno korzystał z płyt pogłosowych EMT i iż znacznie mniej kładł jej na instrumentach.

W ˻ 2 ˺ In the Wee Small Hours of the Morning głos Hartmana jest bliżej nas, ale wciąż ma długi pogłos. Nagranie jest jednak przy tym doskonale zbalansowane. To nie jest tak, iż czegoś brakuje lub coś dominuje. Słyszana tutaj w lewym kanale gitara Kenny’ego Barona delikatnie przygrywa, a jest przecież wyraźna i dobrze definiowana.

Balans tonalny tego nagrania, we wszystkich wersjach jakie znam, jest ocieplony i remaster firmy Esoteric zmienia to w znaczący sposób. Blachy perkusji – ta zawsze w prawym kanale – są więc wyraziste i obecne. Mają słodki posmak, nie żelazisty, nie napierają więc zbyt mocno. Podobnie wyraziście brzmi werbel. Aby to zbalansować Esoteric lekko dopalił kontrabas. Ale naprawdę lekko. Dało to ładne wypełnienie, mimo iż trudno mówić o gęstym graniu.

To raczej przestrzenne, może choćby „uduchowione”. Ale też niezwykle selektywne. Kiedy w 1:13 w ˻ 3 ˺ A Sleepin’ Bee wchodzi fortepian, mimo iż na osi, czyli tam gdzie wokal, to jest on czytelny i ma sens muzyczny. Jakby podgrywał w tle, a przecież stanowi część sekcji rytmicznej, co jest doskonale akcentowane wyraźnie zaznaczonymi krawędziami tego instrumentu. Tak przy okazji, utwór kończy się niby-wyciszeniem głosu Hartmana, który po prostu oddalał się od mikrofonu i śpiewał coraz ciszej.

Gęściej i niżej jest w ˻ 4 ˺ Don’t You Know I Care (Or Don’t You Care to Know), głównie dzięki saksofonowi Illinois Jacqueta, który dodał do miksu pełnię i nasycenie. Wciąż pozostajemy jednak w kręgu trochę osobnych dźwięków. Myślę, iż użycie tak mocnych pogłosów miało podkreślić balladowy charakter tego materiału – co się udało. Jednocześnie jednak mniej słychać „przecieki” (ang. leaks) dźwięku między mikrofonami – to była rejestracja stereofoniczna przy otwartych kanałach wszystkich mikrofonów. Przy bardziej suchej realizacji, kiedy instrumenty są niemal „w” głośnikach, są one wyraźniejsze, a przez to „kleją” całość. I dopiero w ˻ 8 ˺ Stairway to the Stars, w mocnym brzmieniu saksofonu w prawym kanale odzywa się też lekko lewy.

Właśnie dlatego warto posłuchać tej płyty dość głośno. Ma ona wysoką dynamikę, ale dynamikę, która nie atakuje. Separacja źródeł jest ponadprzeciętna, o to chodziło producentom, przez co scena dźwiękowa jest mocno separowana i wyraźna. Na wcześniejszych remasterach jest on znacznie bardziej „zbita” w jedną całość. A te lepiej się łączą właśnie przy wyższym poziomie dźwięku, jak w ˻ 5 ˺ Kiss & Run, kiedy to fortepian w lewej, sekcja rytmiczna w prawej kolumnie a wokal pośrodku wypełniają przestrzeń. Mimo iż przecież perkusista gra pałeczkami, więc delikatnie, a pianista podgrywa, jakbyśmy byli w barze. Ale co jakiś czas Elwin Jones uderzy mocniej w werbel, w kocioł, wtedy nagle odzywa się doskonała dynamika.

Najlepsze fragmenty tej płyty usłyszymy tam, gdzie jednak wokal Hartmana jest z przodu, jak w ˻ 6 ˺ If I’m Lucky. Został on umieszczony na osi z fortepianem i jest on blisko nas. Ach, cóż to był za głos! W realizacji słychać czasem „popy”, ale okazjonalnie (Van Gelder był perfekcjonistą), a gitara w prawym kanale jest ciepła i gęsta. Czasem w wokalu słychać coś jak przesterowanie, albo ubytek taśmy, na przykład w 1:13, ale może mi się tylko wydaje. Dodam, iż kontrabas w tym kawałku jest mocny i niski, co fajnie uzupełnia całe pasmo. A sam koniec został wypuszczony mocniej, głośniej, co dało ładne wypełnienie.

I tak właśnie, wolnym, tanecznym krokiem, z kieliszkiem martini w ręku, przejdziemy do końca płyty. Jej stereofonia jest trzyścieżkowa, to jest: lewy – środek – prawy. Mocne są na niej pogłosy, a wokal został przesunięty nieco w tył. Producent wraz z realizatorem zmieniają lokalizację instrumentów, ale w ramach tego trzytaktowego pokrętła. Czasem ustawiają fortepian to na osi, to z lewej strony, z kolei gitary i saksofon – z lewej lub prawej strony. Stałe są tylko – wokal (środek) oraz sekcja rytmiczna (prawa strona). Jakość taśmy „master” wydaje się dobra, choć co jakiś czas słychać defekty w postaci drobnych „dropów” (ang. drop out).

‖ PORÓWNANIA

Pozwolą państwo, iż tym razem zacznę od porównania recenzowanej płyty nie bezpośrednio z innymi wydaniami, a innymi nagraniami Hartmana. W 2023 roku, a więc jeszcze za czasów poprzedniej ekipy remasteringowej i poprzedniego toru audio, wydawnictwo Esoteric przygotowało remaster płyty Coltrane’a i Hartmana zatytułowanej John Coltrane & Johnny Hartman (Esoteric ESSB-90138, SACD/CD ⸜ 1963/2015 w: Impulse! 6 Great Jazz, „MasterSound Works”, Impulse!/Esoteric ESSB-90133/8, 6 x SACD/CD ⸜ 2015). Brzmi on inaczej niż I Just Dropped by to Say Hello i świetnie słychać, co dało zamknięcie przez inżynierów firmy Esoteric remasteru w czysto cyfrowym torze oraz jak ewoluowało myślenie producentów tej japońskiej firmy o dźwięku.

Poprzednie realizacje były cieplejsze i miały balans tonalny położony niżej. To fajne. Ale też były znacznie mniej detaliczne i mniej rozdzielcze. Także i ich dynamika wydaje się – w porównaniu – uśredniona. Nagranie obydwu płyt dzieli zaledwie kilka miesięcy, a jednak różnica między nimi jest znaczna.

Płyta, którą recenzujemy jest znacznie bardziej otwarta, dynamiczna i gęsta znaczeniowo – po prostu więcej się na niej dzieje. Wydaje się, iż złotym środkiem było to, co zaproponował japoński oddział Universal Classics & Jazz w swojej wersji dźwięku na płycie John Coltrane & Johnny Hartman. Ukazała się ona w 2023 roku w ramach serii „Verve Acoustic Sounds SACD Series 3” (Impulse!/Universal Music LCC UCGQ-9042, SACD/CD ⸜ 1963/2023). To wciąż ciepły dźwięk, podobnie jak wersji Esoterika, a jednak głębszy i bardziej dynamiczny.

No ale… jest też tak, iż w porównaniu z reedycją płyty I Just Dropped by to Say Hello wydają się one zgaszone.

Wydaje się, iż właśnie o to chodziło masteringowcom z Japonii – o otwarcie dźwięku, Wersja z 2007 roku, ostatni remaster tej płyty dostępny również na Tidalu, jest o wiele cieplejszy i kremowy. To lubię. Ale jest też mniej selektywny, mniej dynamiczny, a kontrabas raczej się rozlewa niż uderza.

▓ Podsumowanie

Wokal Hartmana został na tej płycie pokazany z różnych stron. Bo poza gęstym i bliskim dźwięku, na przykład w tytułowym ˻ 7 ˺ I Just Dropped by to Say Hello, w większości utworów ma jaśniejszą barwę, podkreślony lekko wyższe partie, jest też nieco dalej. Z kolei perkusja zaskakuje przejrzystością i selektywnością.

Taśma jest dość mocno zaszumiona, co słychać w zakończeniach utworów, kiedy to realizator pogłaśnia instrumenty, otwierając ich kanały niemal na maksa. Normalnie tego nie słychać, bo kiedy rozpoczyna się, dla przykładu, ˻ 10 ˺ Don’t Call It Love szumu nie słychać niemal w ogóle.

Zaskakuje wysoka dynamika tego nagrania, w poprzednich wydaniach, może poza winylowym Original Recordings Group, gaszona. Jest też ładnie wypełniony bas, który – jak w kończącym płytę ˻ 11 ˺ How Sweet It Is to Be in Love – jest też punktowy i bardzo dobrze definiowany. Najpełniej gęstość zaznacza się w utworach, w których mamy saksofon, to on nadaje całości potęgi i namacalności.

Ustawianie Hartmana w długim pogłosie może się nie do końca podobać, ale warto przypomnieć, iż tak właśnie traktowano wokalistów w jazzowych nagraniach. Tak też brzmi jego głos na debiucie, jak i na wysłuchanej przeze mnie All of Me: The Debonair Mr. Hartman z 1957 roku. Jest on mniej wysycony niż w nagraniach Van Geldera, a jednak przypomina go barwowo. I tylko w Just You, Just Me, płycie wydanej zaledwie rok wcześniej, przez wydawnictwo Regent, wokal jest bliżej i jest cieplejszy. Ale jeżeli chodzi o klasę nagrania, to niemal przepaść na korzyść realizacji dla Impulse!

Dlatego też, choć jestem fanem starszych płyt tego wokalisty, I Just Dropped by to Say Hello jest dla mnie ważnym punktem odniesienia i płytą do której wracam. W wersji firmy Esoteric przynosi niesamowitą dynamikę, przejrzystość i uderzenie. Nigdy wcześniej ta płyta nie brzmiała w tak mocny i selektywny sposób, choćby na winylu. Brakuje mi trochę „obecności” wokalu i jego niskiego zejścia, ale, być może, wszystkiego mieć nie można. ‖ WP

» Jakość dźwięku: 7-8/10

»«

JAK SŁUCHALIŚMY • Odsłuch został przeprowadzony w systemie referencyjnym „High Fidelity”. Płyty CD i SACD odtwarzane była na odtwarzaczu SACD Ayon Audio CD35 HF Edition. Gramofon: Rega P6 z wkładką Denon DL-103R. Sygnał przesyłany był do lampowego przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris Evo, a następnie do wzmacniacza mocy Soulution 710 oraz kolumn Harbeth M40.1. Okablowanie – Crystal Cable Absolute Dream, Siltech Triple Crown, z zasilaniem Siltech, Acoustic Revive i Acrolink.

→ www.ESOTERIC.jp

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”
«●»
Idź do oryginalnego materiału