Zamiast radiowych bangerów – wyciszony, momentami ospały wokal. Zamiast idealizacji – gorzka i bezkompromisowa szczerość wobec samego siebie. Na swojej nowej EPce Kinny Zimmer schodzi do emocjonalnego podziemia, serwując materiał niezwykle spójny, intymny i stosunkowo trudny w odbiorze.
Kwietniowy konflikt z Okim przypomniał szerszej publiczności o istnieniu Kinny’ego Zimmera. Szkoda tylko, iż ROAD TO FURIA EP nie ma z tym beefem nic wspólnego – ale z drugiej strony może to i lepiej? To materiał zupełnie innego kalibru emocjonalnego. 7 utworów trwających łącznie 20 minut, ogniskujących się wokół jednej toksycznej relacji rozkładanej na części pierwsze. Pytanie nie brzmi więc, czy EPka spełnia oczekiwania nakręcone przez internetowy konflikt, ale czy jest uczciwa wobec samej siebie.
Kinny Zimmer nie idealizuje obrazu kobiety i nie przedstawia jej jako obiektu pożądania. Skupia się na jej zachowaniu: sprzecznym, egoistycznym, niedojrzałym, jednocześnie nie oszczędzając podmiotu lirycznego, który mimo wszystko wraca do partnerki, do punktu wyjścia. Już otwierający kawałek, TA SAMA, stawia sprawę jasno:
Łezki kapią Ci do kubka, do lodu, znienawidzisz bez powodu,
Potem i tak wrócisz znowu, drogę znasz już do mojego domu.
Jego opowieść nie ogranicza się jednak do jednostkowego przykładu, a nabiera uniwersalnego charakteru. Kinny nie odkrywa nowego tematu, tylko porusza się po nieznanych obszarach własnej szczerości i wrażliwości. Wers utworu KTÓRA TO KTÓRA: „Nie odpisujesz, ale potem i tak wracasz” zdaje się współcześnie czymś powszechnie doświadczanym, dzięki czemu tekst emanuje ogromnym ładunkiem emocjonalnym, goryczą, szczerością i autentyzmem, a odbiorca dostrzega w opisanej sytuacji cząstkę siebie.
W strukturze ROAD TO FURIA EP rysuje się wyraźna klamra kompozycyjna. Otwierający numer, TA SAMA, opisuje moment, w którym podmiot liryczny staje przed dylematem – czy reagować na wiadomość dziewczyny, mimo iż ta relacja nie ma sensu? Finalnie poddaje się i do niej jedzie. Z kolei ULULAĆ, utwór zamykający EPkę, przedstawia zdarzenie całkowicie odwrotne:
Ona wychodzi z domu w czarnych okularach,
Miałem ją tylko ululać – zdarte gardło i kolana.
Co na to powiedzą, iż przyszłaś tu sama?
To już zaszło za daleko, teraz nic już nie poradzę, że…
Klamra ta, stanowiąca przemyślany element całego konceptu, ujawnia faktyczne przesłanie płyty, zwizualizowane metaforą pętli – ludzie się nie zmieniają, a nadzieja niekoniecznie umiera jako ostatnia. Wszystko zatacza koło, a obietnica poprawy okazuje się jedynie kolejnym obrotem w tym samym, destrukcyjnym cyklu. Nadzieja u Kinny’ego rozpada się na kawałki już od samego początku toksycznej relacji. Równie gwałtownie znikają pozory, a romantyzm zostaje podszyty świadomością o definitywnym zakończeniu relacji, co najlepiej obrazuje fragment utworu DUŚ, będący esencją tej bezsilności: „Bez Ciebie nie umiem, ale na pewno nie chcę tam wracać”.
Muzycznie EPka jest równie klaustrofobiczna jak jej temat. Większość materiału opiera się na wyciszonym, refleksyjnym wokalu i minimalistycznych produkcjach – powolnych, celowo monotonnych, jakby „ospałych”. Wiele z nich przypomina przestrzenne ambienty, które płyną, ale niekoniecznie zapadają w pamięci na dłużej. Ogromny potencjał widzę w kawałku CZUJĘ ŻE CHCĘ ZAB** stanowiącym numer idealny dla fanów wcześniejszej twórczości Kinny’ego – odznacza się wyraźniejszym rytmem i dynamiczniejszym wokalem. Jednak jedynym wyraźnym przełamaniem jest XL, pierwszy singiel promujący wydawnictwo, zbudowany na krótkiej, hipnotycznej sekwencji syntezatorowych dźwięków, które napędzają bardziej agresywny wokal.
ROAD TO FURIA EP na pewno nie jest płytą dla wszystkich, a zdecydowanie nie dla fanów kwietniowego konfliktu. To album nad wyraz intymny, który wymaga od słuchacza własnego emocjonalnego bagażu. Paradoksalnie jego największą wadą jest to samo, co stanowi największą siłę – spójność momentami aż ocierająca się o monotonię. Jednak do mnie, osobiście, taki duszny i intymny klimat trafia (z wyjątkiem PASTELOWEGO RÓŻU, który ostatecznie zaczął mnie nużyć). Ale mimo wszystko trzeba pamiętać, iż to wciąż tylko przystanek na drodze do furii – dopracowana zapowiedź, a nie ostateczny cel, coraz poważniejszej, muzycznej podróży Kinny’ego. I szczerze, jako zapowiedź doskonale działa, zostawiając niedosyt we adekwatnym sensie tego słowa. Furia dopiero nadchodzi!












