Kot przypadkiem natknął się na telefon…
Kot niespodziewanie natrafia na telefon Przedmiot wyraźnie pachnie człowiekiem i bije od niego przyjemne ciepło. Usadowiwszy się wygodnie, obejmuje go łapkami, kładzie się na nim i wtedy telefon nagle włącza się już od pierwszego delikatnego dotknięcia jego poduszki.
Andżelika nie zdążyła się jeszcze porządnie nacieszyć swoim nowym telefonem. Już po kilku minutach okazało się, iż jest wadliwy grzał się przy każdej czynności. Potem jeszcze udało jej się go zgubić gdzieś na mieście.
Żal Telefon był świetny: duży ekran, mocna bateria właśnie ta, która ostatecznie ją zawiodła. Teraz nie da się choćby zwrócić zakupu urządzenia przecież nie ma.
Andżelika nazwała siebie głupią, sięgnęła po swój drugi, stary telefon z klawiszami i wybrała własny numer. Sygnały szły, ale nikt nie odbierał.
Zakropliła sobie kropelki walerianowe i położyła się, próbując przypomnieć sobie, gdzie dziś była. Może jak raz jeszcze przejdzie tę trasę, telefon się znajdzie. Nagle coś zawibrowało pod ręką ktoś do niej dzwonił. Na ekranie pojawił się jej własny numer.
Halo! Słucham!
W odpowiedzi tylko szmery, krótkie westchnienia a potem:
Miau
Andżelika od razu przerwała połączenie. Ktoś sobie żartuje, pomyślała. Szkoda, iż choćby nie zdążyła ustawić blokady teraz ktoś sobie pogrywa jej telefonem. Złość przerwał kolejny dzwonek.
Znów westchnienia, znów szmery i znowu miauczenie zamiast słów.
Przestańcie do mnie wydzwaniać! krzyknęła.
Ale telefony się nie kończyły. W końcu postanawia, iż gorzej już być nie może. Ubiera się i wychodzi na podwórko. Odgłosy słychać wyraźnie z zewnątrz więc żartowniś musi być tam, gdzie telefon został znaleziony. Trzeba po prostu powtórzyć swoje kroki.
Idzie, co chwila wykręcając swój numer. W pewnym momencie słyszy znajomy dzwonek. Andżelika rusza w stronę dźwięku, już sobie wyobrażając, jak zruga dowcipnisia, który postanowił bawić się cudzym nieszczęściem.
Tymczasem kot, wtulony w ciepły przedmiot, z zaciekawieniem obserwuje, jak ten ożywa i gada. Wącha telefon, a on coś wciąż wypluwa z siebie. Wtedy kot postanawia odpowiedzieć grzecznie po swojemu.
Telefon milknie. Kot dotyka go łapką znowu się odzywa. Staje się coraz cieplejszy. Na zewnątrz zimno, a ten dziwny przedmiot to prawdziwy raj do ogrzania łapek. Kot jeszcze raz trąca go łapą.
Nagle telefon zaczyna grać. Przestraszony kot uderza go mocniej, ale dźwięk nie ustaje. W tej kociej walce z śpiewającą rzeczą, kot choćby nie zauważa, iż nie jest już sam pod drzewem.
Cała złość znika z Andżeliki, gdy widzi prawdziwego sprawcę. Pod drzewem siedzi rudy, nieco sponiewierany kot, który z zacięciem bije łapą w telefona, próbując go uciszyć. Ale gdy tylko zauważa Andżelikę
Od razu rzuca się do niej, jak do starej znajomej. Tak pięknie mruczy i łasi się do rąk nie sposób się oprzeć. Andżelika zaskoczona tym rudym szałem czułości przez dłuższą chwilę nie wie, co zrobić.
Kot ociera się o jej policzki, jakby się jej przymilał do pocałunku. Czuje, iż jest przemarznięty nic dziwnego, iż grzał się na jej gorącym telefonie.
Ze telefonem w kieszeni i kotem na rękach Andżelika wolniutko wraca do domu, rozmyślając o miłości od pierwszego wejrzenia. Tak bardzo przypadła do gustu temu rudemu stworzeniu! Po takiej fali czułości nie byłaby w stanie go zostawić pod drzewem.
A kot, przeszczęśliwy, wywija się jej na rękach, ociera się o usta i podbródek, choć Andżelika próbuje się bronić choć prawda jest taka, iż bardzo jej się to podoba. Niby zwykły dachowiec, a jaki uczuciowy.
Wyjaśnienie tej nagłej kociej namiętności było jednak dość proste
Kot był oszołomiony zapachem waleriany, którą Andżelika godzinę temu zakropiła sobie dla uspokojenia.










