London calling

notatnikemigrantkihome.wordpress.com 1 dzień temu

“Some are born in their place, some find it, some realize after long searching that the place they left is the one they have been searching for.”
—Wallace Stegner, “The Sense of Place”

Wciąż szukam mojego miejsca; czy London mógłby takim być? chyba nie. W przeciwieństwie do S byłam tam tylko raz, 20 lat temu. Miałam na liście pond 30 miejsc do odwiedzenia chociaż wiedziałam, iż nie zdążymy tego zobaczyć. Mieliśmy bilety/rezerwacje do czterech muzeów i dwóch restauracji, na popołudniową herbatę S za nic nie dał się namówić, pewnie dlatego, iż nie oglądał ostatniego filmu Jarmuscha.

Wyprawa zaczęła się bardzo nieforturnie, na podróż z Heathrow straciliśmy cztery godziny. Przejechaliśmy metrem trzy stacje i nagle ogłoszono, iż trzeba wyjść, pociąg dalej nie jedzie. Na stacji okazało się, iż cała linia jest zamknięta i trzeba jechać autobusem zastepczym do jakiejś stacji metra. Zapowiedziano, iż autobus będzie za dwie minuty, czekaliśmy 40 minut. Ze stacji nie było bezpośredniego połączenia do hotelu, więc kolejne czekanie, przechodzenie…

Odwiedzone muzea:

The Imperial War

Tate Modern, mieszkaliśmy blisko więc byliśmy tam trzy razy. Muzeum jest przestrzenne, dwa połączone wieżowce, duże sale. Nie przepadam za sztuką Tracey Emin, ale na żywo odbiera się inaczej.

Tate Britain z dosyć dużą wystawą JMW Turner

Victoria and Albert- ogromne muzeum, po czterech godzinach byliśmy trochę wyczerpani, a trzeba było jeszcze zobaczyć Royal Albert Hall i park.

Inne zaplanowane muzea były zamknięte poniedziałki/wtorki więc byliśmy w South Kensington trzy razy odwiedzić muzeum muzyki

wiktorianski dom Sambourne.

i Science museum

kolejne długie godziny spędziliśmy w galerii narodowej. Wiele lat temu obraz Ambasadorowie wisiał przy schodach więc schodząc widziało się czaszkę. w tej chwili ogrodzony w sali z setką fotografujących turystów nie ma na to szans.

The British muzeum jest imponujące architektonicznie. Przez wieki nagromadzone/skradzione zbiory również.

Katedrę St. Paul obeszliśmy jednego wieczoru w ramach historycznego spaceru. Biletowe wejście było bardzo interesujące, wybraliśmy 90 minutowy tur z przewodnikiem opowiadającym mnóstwo ciekawych historii. Widzieliśmy słynne schody i kryptę.

Royal Observatory i National Maritime Museum w Greenwich

Całodniowa wyprawa warta była dla widoków

Southwark Katedrę z zaadoptowanym kotem.

Używaiśmy metra (the Tube) dwa,trzy razy dziennie, a i tak przeszliśmy dziesiątki kilometrów.

  • Trasę rzymskiego i średniowiecznego muru londyńskiego, od Blackfriars do Tower of London. Mur rzymski Tower Hill to jeden z najwyższych zachowanych fragmentów dawnego muru londyńskiego. Rzymskie fragmenty muru są wyraźnie widoczne na wysokości dolnych czterech metrów. Górna część, sięgająca do około dziesięciu metrów, pochodzi ze średniowiecza. Posąg Trajana został zainstalowany w 1980 roku. Posąg jest odlewem wykonanym z posągu z końca I wieku znalezionego w Minturno we Włoszech. Od pomnika Trajana przejchodzi się tunelem do średniowiecznej Bramy Postern, której celem było pełnienie funkcji obronnego zakończenia murów miejskich.
  • bramę Temple Bar z 1669 r. autorstwa Christophera Wrena jako wejście na plac Paternoster z Monument to the Great Fire of London, najwyższą wolnostojącą kamienną kolumną na świecie. Upamiętnia ona Wielki pożar Londynu, który miał miejsce w 1666 roku.
  • dzielnicę Soho ze sklepem Liberty i sklepem z płytami. Fish and chips w restauracji były niebem w gębie.
  • Bloomsbury – dzielnicę centralnego Londynu z wieloma naukowymi instytucjami oraz nieszczesną dla mnie księgarnią. Wyczytałam w przewodniku, iż jest to słynny antykwariat, więc szukaliśmy go prawie pół godziny. Na miejscu okazało się, iż jest to lokal w piwnicy z kilkoma regałami zużytych/rozpadających się książek w cenie ponad 30 funtów.
  • Trzeba było zobaczyć MI5 budynek
  • i słynną elektrownię z okładki albumu Pink Floyd przekształconą w super kosztowne centrum handlowe, otoczoną jeszcze kosztowniejszymi apartamentowcami. Po drodze mijaliśmy nową ambasadę amerykańską z niewielkim miejscem na protesty.
Idź do oryginalnego materiału