SOULFLY + Węże 25 sierpnia 2026 Progresja, Warszawa
W każdym komiksie o przygodach Asteriksa i Obeliksa musi się pojawić wzmianka o tym, jak to większy z Galów za młodu wpadł do kociołka magicznego wywaru i dlatego jest supersilny; to taki cykliczny dowcip powtarzany w każdym odcinku – tak samo przy każdym koncercie SOULFLY musi się pojawić notka biograficzna, jak to zespół powstał po odejściu MAXA CAVALERY z SEPULTURY i jak to Soulfly kontynuuje muzyczne tradycje Sepultury z płyt ‘Chaos A.D.’ czy ‘Roots’… Porównanie do silnego wojownika jest dodatkowo adekwatne, widząc werwę i aktywność Maxa ostatnimi laty, bo brazylijski muzyk jest aktywny na kilku frontach jakby sam wpadł do magicznego wywaru: ponownie nagrywa wczesne płyty Sepultury, przywrócił do życia projekt NAILBOMB, kontynuuje z bratem Igorem rodzinne dzieło pod szyldem CAVALERA CONSPIRACY, wreszcie wydaje TRZYNASTĄ płytę Soulfly!! I to właśnie z promocją albumu ‘Chama’ zespół przyjechał do Polski na trzy koncerty, w Poznaniu, Warszawie i Krakowie, a opisu rytuałów plemiennych w stolicy naszego kraju podejmuje się Qstosz.
Pochodzący z Brazylii lider musiał poczuć się swojsko, gdyby ktoś przetłumaczył nazwę supportującej grupy – wszak WĘŻE to niemal podstawa fauny amazońskiej dżungli!
Natomiast te Węże wypełzły z dżungli betonowej, wstrzykując słuchaczom porcję ciężkiej i agresywnej muzyki.
Warszawski zespół jest dość młody na scenie – wszak dopiero w marcu 2026 wydali debiutancki album, a i oblicza muzyków niezbyt naruszone wiekiem, choć wokalista przyznał się do większego stażu wiekowego, wspominając z rozrzewnieniem pierwszy koncert SOULFLY w Polsce, ten w 1998 roku. Warto też zauważyć, iż to nie pierwsze rodeo dla Węży w kontaktach z kawalerami z Brazylii, skoro pod koniec czerwca tego roku zespół supportował, również w Progresji, zespół braci CAVALERA w ramach koncertowej prezentacji płyty ‘Chaos A.D.’.
Jak określić, muzykę Węży, jak ją zdefiniować? Odważę się na określenie – hardcore punk przetykany sludge metalem… Koszulka NEUROSIS tłumaczyła obłąkańczy wrzask wokalu, zaś dla kontrastu, jedna z trzech(!) gitar momentami wskakiwała w emocjonalne melodie z arsenału TURNSTILE. Bardzo intensywne granie, eksponujące i drażniące emocje, w pewnym momencie choćby trochę zbyt przygniatające, wymagające odpoczynku. Cieszy obecność nowej nazwy na polskiej scenie i trzymam kciuki za rozwój zespołu Węże i liczę, iż jeszcze dużo i głośno o nim usłyszymy!
Natomiast gwiazda wieczoru… skorzystała z kwadransa akademickiego, spóźniając się na scenę 15 minut, za to jak uderzyli z „Back to the Primitive”, to foch za spóźnienie poszedł w niepamięć, a Progresję ogarnęło wściekłe pogo, trwające już cały wieczór!
Max Cavalera to taki dziwny osobnik, który chyba nie do końca zrozumiał zasady starzenia się – jakby mało było projektów, w które jest zaangażowany, to stają się one jeszcze intensywniejsze i mocniejsze w wydźwięku! I tak oto Soulfly na przestrzeni kilkunastu płyt przeszedł ewolucję od pionierstwa nu metalu do agresji podszytej death metalem i dźwiękami industrialnymi – i to było słychać na koncercie, który, choć promocyjny względem najnowszej płyty, był przekrojowy przez twórczość zespołu. Zabrzmiały więc przeboje z początków SOULFLY, jak „Seek 'n' Strike”, No Hope=No Fear” czy „Prophecy”, przy którym szczególnie docenia się pracę każdego perkusisty Soulfly – od kilkunastu lat syna Maxa, Zyona. Natomiast sam Max, odchudzony prawie 10 kilo i podświetlony spod mikrofonu jak Al Jourgensen z MINISTRY, zarządzał wieczorem jak szaman – powieszone na statywie mikrofonowym logo Soulfly sprawiało wrażenie totemu plemiennych rytuałów. Soulfly dosłownie podjął ścieżkę Sepultury z płyty 'Roots', kontynuując łączenie metalu z ludowymi wstawkami i strefą magiczną, stąd naturalnymi przerywnikami w gitarowo-perkusyjnym szaleństwie były folkowo-reggea’owe wstawki, kiedy publika zamiast skoku góra-dół mogła pokiwać się na boki. Wieczór muzycznie zdominowały niemal po połowie płyty 'Soulfly' i 'Chama', czyli pierwsza i najnowsza, choć skromną reprezentację otrzymały także ’Primitive', 'Prophecy' czy 'Dark Ages'. Aktualną formę zespołu potwierdziły najnowsze utwory z ostatniego wydawnictwa, czyli „No Pain=No Power”, „Chama”, zaśpiewany we fragmencie „Storm the Gates” i „Favela/Dystopia” oraz jeden cover – „Headup” DEFTONES. Miłym akcentem była wizyta na scenie Richiego Cavalery, na co dzień śpiewającego w grupie INCITE pasierba Maxa, z którym razem działają w reaktywowanym NAILBOMB. Razem z zespołem wykonał „Bleed”, a z racji urodzin Richie usłyszał także od publiki „Sto lat” poproszone przez Maxa o polskie wykonanie!
Choć w tej relacji zdarzały się odniesienia do Sepultury, to na samym wydarzeniu już nie dane było tego odczuć: po prawie trzydziestu latach na scenie, z trzynastoma płytami na koncie, SOULFLY pozbył się skojarzenia „side projectu po Sepie” i nie potrzebuje już grania utworów starszej siostry, żeby wypełnić wieczór swoją energią. A energii ma dużo i chętnie jej udziela publice – zespoły Maxa Cavalery zawsze mogły liczyć na gorące przyjęcie w Polsce i tak byłe też tym razem, kiedy publika wcale liczna i zaskakująco odmłodzona, szalała przez cały wieczór.
Oto właśnie przepis na udany koncert SOULFLY: świetna muzyka w doskonałym wykonaniu, do tego najwyższa pozytywna energia między sceną i widownią. Tutaj wszystko zostało wypełnione, potwierdzając metalowe misterium!
'Qstosz' Dawid Odija
Lista Utworów :
- Back to the Primitive
- Seek 'n' Strike
- No Hope = No Fear
- Prophecy
- No Pain = No Power
- Tribe
- Execution Style
- Fire
- Bring It
- I and I
- Downstroy
- Chama
- Bumba
- Bleed (z udziałem Richie Cavalery; publiczność zaśpiewała mu „Sto lat” po polsku)
- Storm the Gates (tylko pierwszy wers i refren)
- Favela/Dystopia
- Headup (cover Deftones, tylko wers i refren)
- Jumpdafuckup (tylko wers i refren)
- Eye for an Eye












