MŁYN wydaje „Cały ten jazz”. „My w pewnym sensie udajemy jazzowy zespół”

strefamusicart.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: unnamed(1156)


Poruszają się między leftfield jazzem, muzyką improwizowaną i eksperymentalną elektroniką, budując utwory na rytmie, teksturze, repetycji i wzajemnym reagowaniu klawiszy, perkusji i elektroniki. Wrocławskie trio prezentuje nowy album.

„Trio Rosiński – Milewski – Wdowikowski ma z jazzem mniej więcej tyle samo wspólnego, co duet Stockton – Malone, czyli jednocześnie bardzo dużo i nie za wiele”.
— Jan Rostek, Radio LUZ

Przez lata wypracowali własny sposób działania, w którym muzyczna precyzja i skomplikowane rozwiązania spokojnie współistnieją z dystansem, wygłupem, pastiszem i niechęcią do nadmiernej powagi. Ważne są intuicja, wspólne doświadczenie i sprawdzanie, jak daleko można coś przesunąć, wykrzywić albo skomplikować, żeby wciąż trzymało się kupy.

Na „Całym tym jazzie” ich relacja z jazzem staje się jednym z głównych punktów odniesienia. „My w pewnym sensie udajemy jazzowy zespół” — mówi Sebastian Milewski. Fascynuje go biegłość muzyków, którzy doskonale znają swój fach i potrafią o nim mówić. Sam polega na intuicji i doświadczeniu wspólnego grania. Tytuł płyty, zaproponowany przez Bobika (Michała Wdowikowskiego), odsyła do „Świata według Kiepskich” — jego przerysowania, absurdu i sarkastycznego spojrzenia na codzienność.

„Muzykiem się jest. Jazzmanem tylko bywa”.

Cezary Rosiński podszedł do sprawy nieco bardziej dosłownie. „Co ja kurwa mogę zrobić, żeby dodać trochę «jazzu» od siebie?” — zastanawiał się, kiedy na próbach usłyszał kolegów skręcających w tę stronę. Zaczął od sterowania wirtualnym saksofonem dzięki śpiewu. Później kupił lepiej brzmiące wirtualne instrumenty i kontroler oddechu przypominający alkomat. Kiedy w niego dmucha, zdarzają się krótkie momenty, w których czuje się prawdziwym jazzmanem.

Muzyka MŁYNU powstaje wspólnie, głównie podczas improwizacji. Motywy krążą między muzykami, zmieniają formę, tempo, funkcję i brzmienie, aż zaczynają nabierać kształtu. Część elektronicznego systemu Czarka działa, jak sam to określa, niczym „organizm pasożytniczy”: pobiera sygnały z gry pozostałych muzyków i wykorzystuje je do tworzenia zależności rytmicznych i harmonicznych. Elektronika „czasem groovi i dostosowuje się do żywej gry chłopaków”, a pracujące algorytmy dają mu dodatkową parę rąk oraz — jak twierdzi — wymówkę, żeby dalej nie kształcić się muzycznie.

„Cały ten jazz” powstawał przez kilka lat, równolegle ze zmianami w życiu całej trójki. Kiedyś mogli zniknąć na tydzień albo dwa, rozstawić sprzęt w szopie i grać między kąpielami w jeziorze. Później wspólne granie trzeba było wciskać między pracę, inne projekty i własne życie. Koncerty regularnie sprowadzały ich z powrotem do jednej sali prób i dawały pretekst, żeby obok starego setu zacząć grać coś nowego.

Na początku 2025 roku MŁYN pojechał do Warszawy z zamiarem nagrania albumu w domu Macia Morettiego. Materiał wrócił z nimi do Wrocławia jako — według Czarka — „solidne demówki”. „Miał być album, a wyszła sprzeczka”. Kilka miesięcy później zespół znów zaczął grać koncerty, a nowe kompozycje zajmowały już większość setu. To wtedy stało się jasne, iż materiał jednak żyje i trzeba doprowadzić go do końca.

Właściwa sesja odbyła się w listopadzie 2025 roku w Impart Centrum we Wrocławiu z producentem i realizatorem Szymonem Szwarcem. Szwarc znał ich brzmienie, wiedział, jak poradzić sobie z nakładającymi się pasmami i pilnował, żeby praca posuwała się naprzód. Czarek porównuje go do „dobrego trenera drużyny orlików”. „Ma też swoje pomysły na nas, które czasami akceptujemy” — dodaje. Po sesji przyszły jeszcze dogrywki i dalsza postprodukcja; w utworze „Dobra Nocka” gościnnie pojawia się Magda Gajdzica.

Dla Sebastiana „Cały ten jazz” jest podsumowaniem pewnego okresu. W przypadku MŁYNU oznacza to kilka lat oddalania się od siebie, powrotów, innych projektów, kolejnych prób i ponownego uczenia się wspólnego grania. Album wyrósł właśnie z tego procesu — oraz z przekonania, iż po tylu latach warto wreszcie zrobić płytę, która naprawdę brzmi tak, jak chcieli.

„Cały ten jazz” ukaże się 23 października 2026 nakładem Coastline Northern Cuts na 180-gramowym winylu, CD oraz w dystrybucji cyfrowej. Album poprzedzają single „Fajastarta”i „Ciumkacz”.

MŁYN to wrocławskie trio Sebastiana Milewskiego — instrumenty klawiszowe, Cezarego Rosińskiego — syntezator modularny oraz Michała Wdowikowskiego — perkusja. Poruszają się między leftfield jazzem, muzyką improwizowaną i eksperymentalną elektroniką, budując utwory na rytmie, teksturze, repetycji i wzajemnym reagowaniu klawiszy, perkusji i elektroniki.

Idź do oryginalnego materiału