Mniej obcy – recenzja filmu. Przeciętniak do niedzielnego obiadku

popkulturowcy.pl 4 godzin temu

Jan Borysewicz to legenda sceny polskiego rocka. Poza bogatym dorobkiem muzycznym, artysta od lat słynie z wielu kontrowersji i skandali. Wydawało się, iż film biograiczny będzie w tym przypadku strzałem w dziesiątkę. Co poszło nie tak?

Mniej obcy to przede wszystkim zmarnowany potencjał. Jan Borysewicz zdecydowanie zasłużył na lepszy film. Za mało tutaj muzyki. Wbrew tytułowi, bohater wciąż jest obcy. Brakuje kjego szczerego przedstawienia. Gdzie legendarne koncerty? Co z emocjami? Podczas oglądania miałam wrażenie, iż wszystkie obowiązkowe punkty typowego biopicu są po prostu po kolei odhaczane. Byle do przodu. Wielka szkoda, bo dostaliśmy miałką i nijaką produkcję, do niedzielnego obiadku, w której jak przegapisz kilkanaście minut fabuły to w sumie kilka stracisz.

Reżyserem filmu Mniej obcy jest Kristoffer Rus, znany przede wszystkim z serii Za duży na bajki. Najwyraźniej kino dla młodszego widza przypadło artyście do gustu, bo opowieść o Janie Borysewiczu można potraktować jako niezbyt udaną produkcję familijną. Brakuje tutaj pazura, co wydaje się wręcz absurdalne, biorąc pod uwagę jak szalona jest biografia założyciela Lady Punk. Perypetie głównego bohatera sprowadzają się adekwatnie do przydługiej opowiastki o walce o spełnienie marzeń. Ot, film jakich wszędzie pełno. Poważniejsze wątki są nieudolnie poprowadzone i potraktowane po łebkach. Ważne, aby odhaczyć kolejny punkt typowego schematu filmu biograficznego.

Mieszanie uczucia mam również względem obsady. O ile dalszy plan wypada całkiem nieźle (mam tu na myśli Kingę Preis czy Ireneusza Czopa, którzy wcielają się w rodziców głównego bohatera), o tyle ten pierwszy też niezbyt mnie przekonał. Widziałam wiele pozytywnych opinii na temat gry Mikołaja Bukrewicza. Przyznaję, iż chłopak coś w sobie ma, ale jednak mojego serca nie skradł. Wydawał mi się za młody. Zwłaszcza w późniejszej części filmu, gdy mimo upływu lat wciąż wyglądał jak nastolatek. Jan Borysewicz w jego wykonaniu jest wiecznie niezadowolonym, zadufanym w sobie bufonem i kupuję tę kreację. Jednak cały czas miałam wrażenie, iż wszyscy naokoło się starzeją, tylko nie główny bohater. Chyba to najbardziej mnie konfundowało w Mikołaju Bukrewiczu i sprawiło, iż ciężko było mi zaakceptować go w tej roli.

Kadr z filmu Mniej obcy

Mniej obcy prowadzi też dość łopatologiczną narrację. Bohater zza kadru opowiada nam o tym, co się dzieje na ekranie. Dosłownie prowadzi nas za rączkę i tłumaczy wszystkie stany emocjonalne, których doświadcza. Jakby tego było mało, narracja to tak naprawdę rozmowa z Bogiem. Ten kiczowaty i tandenty zabieg jeszcze mocniej wybijał mnie z rytmu. Tym bardziej, iż konstrukcja filmu raczej nie należała do skomplikowanych i bez głosu z off’u Mniej obcy wypadłby zdecydowanie lepiej. Mało też w tym wszystkim muzyki. Owszem, najbardziej znane piosenki Lady Punk co jakiś czas wybrzmiewają, ale są to bardzo krótkie sceny. To boli, bo właśnie muzyka powinna być najmocniejszym punktem produkcji.

Filmu Mniej obcy nie uratowały całkiem niezłe zdjęcia, kostiumy czy oddanie realiów epoki. Pod tym względem produkcja wypada naprawdę nieźle, ale nie da się zapomnieć o fatalnym sztampowym scenariuszu niczym z fabryki biopiców. W każdym razie wizualnie film wygląda dobrze. Jest dużo kolorów i zdecydowanie najlepiej wypadają momenty na scenie. Warto tu przy okazji pochwalić casting obsady, bo Marcel Barra jest idealny w roli Janusza Panasewicza. Szkoda, iż jest go dość mało na ekrnaie, ale jakby nie patrzeć, jest to film o Janie Borysewiczu. Gdy wybrzmiewa Mniej niż zero przez chwilę da się złapać koncertowego bakcyla, który jednak dość gwałtownie i brutalnie zostaje zgromiony przez okropny scenariusz.

Kadr z filmu Mniej obcy

Mniej obcy miał być filmem, godnym Jana Borysewicza, pełnym muzyki, kontrowersji i rock’n’rolla. Sam Kristoffer Rus przyznawał w wywiadach, iż podjął się tej produkcji właśnie z miłości do Lady Punk. Finalnie otrzymaliśmy nijaki biopic, taki jakich wielu, do obejrzenia jednym okiem. I do zapomnienia.

Fot. główna: kadr z filmu Mniej obcy

Idź do oryginalnego materiału