Nie chcę

newsempire24.com 13 godzin temu

Na mnie już wszystko spadło! Ile jeszcze mogę znieść? oburzyła się Aneta.

Marek, jej mąż, tradycyjnie nic nie odpowiedział. Z reguły w takich sytuacjach wolał chować głowę w piasek w nadziei, iż problemy same się jakoś rozwiążą. Najczęściej nie rozwiązywały, a zajmowała się nimi Aneta. Pracowała zdalnie, z domu, jako graficzka. Miała elastyczny grafik. Na początku zarabiała niewiele, ale z czasem skończyła kursy, podniosła kwalifikacje i jej pensja znacznie wzrosła. Zarabiała dużo więcej od Marka. Na jej wypłatę spłacany był kredyt za samochód, opłacali wakacje, sprzęt AGD, ubrania. Potem przyszedł czas na urlop macierzyński. Aneta, nie chcąc tracić dobrej pracy, praktycznie bez zwalniania tempa zaszła w ciążę i urodziła dziecko. Jasne, było jej ciężko, ale zależało jej, żeby nie wypaść z rynku.

Kiedy mały Kuba poszedł do żłobka, Aneta odetchnęła z ulgą i, zadowolona, zaczęła brać więcej zleceń. Żłobek nie był zwyczajny Aneta bardzo go starannie wybrała. Dla swojego synka chciała tylko to, co najlepsze. Marek, jak zawsze, ufał jej we wszystkim, również w takich sprawach.

Mieszkali w mieszkaniu, które Aneta dostała po babci. Marek nie miał własnej nieruchomości zanim się pobrali, mieszkał z mamą i bratanicą córką zmarłej trzy lata wcześniej jego starszej siostry. To był dla jego mamy, Danuty, straszny cios. Jej zdrowie się pogorszyło, ciśnienie zaczęło wariować.

Kiedy Marek ożenił się z Anetą i się wyprowadził, jego bratanica, Ola, studiowała już na uniwersytecie i prowadziła własne życie. Spotykała się z koleżankami, jeździła na wycieczki, randkowała, generalnie w domu bywała gościem.

Danuta ze wszystkimi sprawami zwracała się do rodziny syna, a tak adekwatnie do Anety, bo od reszty i tak nie było pożytku. Ale dla wnuczki, Olki, portfela nie szczędziła sponsorowała jej zachcianki, w końcu była sierotą, a jej mama wychowywała ją samotnie, w ogóle o tej dawnej sprawie Danuta nie chciała mówić. Nic dziwnego co dobrego było w tych wspomnieniach?

Jakoś się wszyscy dotarli. Było z grubsza dobrze, aż do momentu, gdy Danuta trafiła do szpitala po groźnym skoku ciśnienia. Stan był poważny, kobieta została praktycznie unieruchomiona. Lekarze nie dawali żadnych prognoz.

Marek jak zwykle umył ręce od problemu i zrzucił odpowiedzialność na Anetę.

Kobiety lepiej się w tym orientują stwierdził.

W czym konkretnie? nie kryjąc zdziwienia zapytała Aneta.

No wiesz, opieka, rehabilitacja, takie rzeczy… zamyślił się i podrapał się po głowie Marek.

Przepraszam bardzo, ale ja jestem graficzką, a nie pielęgniarką. Wiem tyle, co ty westchnęła Aneta. Dobra, pojadę do szpitala i posłucham, co mówią lekarze.

Za teściową Aneta nie przepadała. Miały między sobą trudny rozejm kiedyś często się kłóciły, potem uznały, iż nie będą eskalować konfliktów, bo i tak mieszkały osobno. Obydwie sobie w środku wiele rzeczy wytykały, ale nie roztrząsały ich na głos. Aneta szanowała teściową z grzeczności, a Danuta ją, bo uznawała, iż taka żona jak Aneta to skarb i długo po podłodze szukać. Marek jako głowa rodziny był, delikatnie mówiąc, słaby, więc cały dom utrzymywała Aneta.

Babcia rzadko widywała wnuka. Wciąż coś jej dolegało, głowa ją bolała, ciśnienie szalało, akurat wtedy, gdy potrzebna była chwila opieki nad Kubą. Liczyć na nią się nie dało.

Ale teraz wszyscy uznali, iż Aneta powinna się zająć Danutą. Odebrała teściową ze szpitala (w końcu pracuje zdalnie, może sobie na to pozwolić, a Mareka z pracy nie puszczają) i zawiozła ją do domu. Postanowiono, iż rodzina zamieszka u Danuty, żeby jej pomagać.

Zamieszkali. Po trzech tygodniach Aneta schudła tak, iż sama bała się na siebie patrzeć wyglądała jak wieszadło na ubrania. Zajmowała się swoją pracą, a przy okazji opiekowała się teściową. Gotowała jej buliony, przecierała warzywa i owoce, karmiła łyżeczką, myła, przekręcała na drugi bok.

Olka, ukochana wnuczka, za każdym razem, zaraz po wejściu do domu, chyłkiem uciekała się do swojego pokoju i nie wychodziła do późna. Rano szła na uczelnię, potem na imprezy. Życie się toczy. Babcia to babcia, a ona niby co ma z tym wspólnego?

Marek także nie pomagał za bardzo. Aneta próbowała uderzać w jego sumienie:

Przecież to twoja matka! Pomóż trochę, samej mi ciężko!

Ja… no nie wiem… To są babskie sprawy jak zwykle bąkał Marek. Byłem w sklepie, zakupy zrobiłem. Co jeszcze trzeba?

Babskie sprawy były naprawdę ciężkie. Danuta nie wracała do zdrowia, marudziła, złościła się na całą rodzinę, kaprysiła i mówiła rzeczy, których wcześniej by nie powiedziała. Aneta dowiedziała się o sobie wielu nowych rzeczy iż (według teściowej) miała niezwykłe szczęście, iż zdobyła wykształcenie i znalazła dobrą pracę. Że siedzi sobie w domu przy komputerze, wyplata herbatkę, a pieniążki lecą. I iż Marek to biedny chłopiec, któremu się w życiu nie powiodło. Już od szkoły miał do nauczycieli pecha, potem nie dostał się na studia, a jak już się dostał, to ledwo je ukończył, bo nie chciało mu się uczyć, wolał chodzić na wagary.

Danuta zaciągnęła choćby kredyt na jego edukację, ale z oporami udało się mu dostać dyplom. Wszystko wina szkoły i złych nauczycieli podkreślała teściowa. No a na domiar złego jeszcze starsza córka długo chorowała, potem zmarła. Obciążyło ją to, szczególnie iż musiała ciągnąć dwoje dzieci. Olka sama dostała się na studia, czym Danuta szczyciła się wszem wobec jako dowód tego, iż “dobry nauczyciel to podstawa”. Olka chodziła do najlepszej szkoły, opłacanej jeszcze przez mamę.

Aneta po raz setny słuchała tych narzekań i czuła, iż dalej już nie da rady. Wszyscy są świetni, wszyscy, tylko nie ona, bo ona miała po prostu szczęście.

No rzeczywiście, szczęście… Szczególnie z Markiem myślami wracała do początku związku. “Co ja w nim widziałam? Czego ja nie widziałam?” Coraz częściej zastanawiała się, czy to ma sens.

W końcu zaproponowała Markowi, by wynająć opiekunkę dla jego mamy, a sami wrócili do swojego mieszkania.

Opiekunkę?! zdziwił się Marek Ale to kosztuje… Ja nie dam rady… Zrób jak chcesz, jeżeli ci zależy, to wynajmij, ale z twoich pieniędzy.

Od lat mieli taki podział: on płacił za czynsz i podstawowe zakupy, cała reszta była na Anetę. Opiekunka, wiadomo, też miałaby być na koszt Anety. Przecież to jasne jak słońce wściekała się kobieta. Ale JAK on to powiedział! Czy ja naprawdę jestem wszystkim winna? Dość! Przecież ja chcę jeszcze pożyć, a nie być tylko własnym cieniem…

W końcu dotarło do niej, iż nie da już rady. Ani nie chce. Pewnego dnia powiedziała teściowej, iż idzie do sklepu, szybciutko zabrała Kubę z przedszkola i wróciła do swojego mieszkania.

Boże, jak dobrze myślała leżąc na szerokim łóżku, patrząc w sufit. W końcu jestem u siebie. Nie chcę już nic, tylko leżeć. Jestem potwornie zmęczona

Zawołała Kubę na kolację. Jedli razem, a Aneta czuła w głowie, iż w mieszkaniu teściowej już pewnie wszyscy zrozumieli, co się stało. Ale nie zostawiła starszej pani na pastwę losu nakarmiła ją, przebrała, a za półtorej godziny Marek wracał z pracy. Napisała mu karteczkę, iż nie chce i nie może już dalej tak żyć, i iż odchodzi. Życzyła Danucie zdrowia i poprosiła, by nie brała tego do siebie.

Telefon od razu wyłączyła.

Marek zjawił się tego wieczoru. Aneta nie wpuściła go, rozmawiali przez uchylone drzwi. Nie było o czym dyskutować. Marek nie przejął się losem Anety, nie pytał czemu odeszła, nie wyznał jej ani synowi żadnych uczuć. Martwił się tylko o to, co zrobi bez niej.

Naprawdę polecam opiekunkę. Profesjonalna opieka to co innego rzuciła Aneta i dodała: Składam papiery rozwodowe. Nie chcę już być koniem pociągowym. Do widzenia.

Marek wyszedł z niczym. Aneta później telefon włączyła musiała być dostępna w razie pilnych spraw z pracy.

Dzwoniła Danuta. Prosiła, by Aneta wróciła, nie zostawiała jej i Marka. Przepraszała za swoje słowa i niewdzięczność, ale w głosie wyraźnie pobrzmiewało, iż liczy, iż Aneta “przemęczy się, wybaczy i wróci do obowiązków”.

Aneta powiedziała jasno, iż nikomu nic nie jest winna. Danuta ma syna i wnuczkę Olę niech oni się zajmą, bo im najwięcej zawdzięcza. Teściowa się rozłączyła.

Rozwód odbył się szybko.

I tak, nieoczekiwanie, Aneta została rozwódką. Ale w sumie w jej codzienności nic się nie zmieniło. przez cały czas wszystko robiła sama, tylko obowiązków miała znacznie mniej. Była wdzięczna losowi, iż otworzył jej oczy na ludzi, których uważała za najbliższych.

Danuta zaczęła dochodzić do zdrowia pomogła jej świetna opiekunka, która zajęła się nią profesjonalnie i prowadziła rehabilitację. Marek, jak się okazało (sama Aneta się zdziwiła, kiedy powiedziała jej o tym przypadkiem spotkana Ola), znalazł dodatkową pracę i stać go było na opiekunkę. Przed tą zmianą to Ola pomagała babci: karmiła, opiekowała się nią. I świetnie sobie radziła.

No i, proszę bardzo, wszystkim na zdrowie wyszło pomyślała Aneta, odbierając kolejne zlecenie, siedząc przy komputerze. Dobrze, iż wyrzuciłam ich wszystkich ze swoich pleców. Mnie też wyszło to na dobre. Teraz będę mądrzejszaZamknęła laptopa i spojrzała na Kubę, który wtulił się w nią na kanapie, przynosząc narysowany przez siebie obrazek dom, drzewo i wielki uśmiechnięty słonecznik. Uśmiechnęła się do niego szeroko, czując lekkość, jakiej nie znała od dawna. Może po raz pierwszy od lat była po prostu spokojna.

Wieczorem usiadła przy kuchennym stole, popijając herbatę, i wsłuchiwała się w ciszę. W tej ciszy nie było już miejsca na cudze pretensje, ciężary ani narzucane role. Czuła się wolna, a przyszłość po raz pierwszy nie budziła w niej strachu.

Spojrzała w okno na rozświetlone bloki. I pomyślała, iż czasem najtrudniej jest się zatrzymać, powiedzieć dość i wyjść ale tylko wtedy można spotkać siebie po drugiej stronie. Tam, gdzie czekają nowe marzenia, a przeszłość puszcza wreszcie jej dłoń.

Uśmiechnęła się więc do swojego odbicia w szybie i wiedziała już, iż nigdy więcej nie pozwoli nikomu, by zepchnął ją do czyjegoś cienia. Była u siebie. I wreszcie była sobą.

Idź do oryginalnego materiału