Miłość potrafi zaślepić
Poznałam Tomka na studiach, obydwoje byliśmy na prawie. Zawsze mi się podobał, byłam w nim zakochana od pierwszego roku. On mnie lubił, czasami ze mną choćby lekko flirtował, ale tak na poważnie był zainteresowany Ewą. Chodzili ze sobą chyba od trzeciego roku. To był burzliwy związek, raz byli razem, raz ze sobą zrywali. Taka wieczna huśtawka. Czekałam na te rozstania, licząc, iż Tomek może się mną zainteresuje. Kilka razy byliśmy choćby razem gdzieś na spacerze, czasami wymienialiśmy się notatkami. Byliśmy ze sobą blisko, jako koledzy, nie jak para.
Oni pokłócili się znowu przed naszą magisterką. Była huczna impreza po obronie prac. Tomek był sam, Ewa nie przyszła. Oczywiście natychmiast się do niego wręcz przykleiłam. Piliśmy sporo, skończyliśmy razem w łóżku. Byłam szczęśliwa, uważałam, iż zostaniemy parą. Ale na następny dzień Tomek mnie przepraszał, iż jakoś tak wyszło. Chciał wrócić do Ewy, ale ja zadbałam, żeby ona dowiedziała się o wszystkim. A potem okazało się, iż jestem w ciąży.
To były inne czasy. Większość facetów w takiej sytuacji żeniła się widząc w tym jedyne honorowe wyjście. Takich przypadków było sporo. Mówiło się wówczas, iż kobieta „złapała go na dziecko”. Ja też tak „złapałam” Tomka. Mój ojciec wziął sprawy w swoje ręce. Miał swoją kancelarię, był znanym prawnikiem. Tomka samotnie wychowywała matka. Ona też go przekonywała, iż dla niego to szansa na inne życie.
Pobraliśmy się, wesele wyprawili moi rodzice, dostałam mieszkanie w prezencie ślubnym. Ale Tomek nie chciał robić aplikacji w kancelarii mojego ojca. Był wyjątkowo zdolnym prawnikiem, znalazł sobie innego patrona. Aczkolwiek ślub ze mną był dla niego dobra przepustką.
Najszczęśliwszy ojciec na świecie
Jeśli choćby Tomek nie darzył mnie wielką miłością, co niestety dawał mi odczuć, to w synu zakochał się od pierwszego wejrzenia. Jacek był jego oczkiem w głowie, oszalał na jego punkcie. Był fantastycznym ojcem. Między nami jednak było coraz gorzej. Ja cały czas Tomka kochałam, on wraz z upływem czasu stawał się coraz bardziej odległy. Nie sypialiśmy ze sobą, kilka nas łączyło oprócz dziecka. Zdał aplikację adwokacką. Dostał ofertę pracy w dużej, międzynarodowej kancelarii. Postanowił spróbować, specjalizuje się w prawie pracy.
Kiedy Jacek skończył pięć lat, Tomek zapowiedział mi, iż dłużej tak nie może. Zaproponował rozwód. Oczywiście zaoferował dobre alimenty i chęć opieki nad synem. Bardzo mu zależało na kontaktach z Jackiem. Ja też już byłam po aplikacji, pracowałam w kancelarii ojca. Nie zależało mi na pieniądzach. Decyzja Tomka to był cios prosto w moje serce, zostałam upokorzona i głęboko zraniona. Byłam w stanie zrobić wszystko, byle ze mną został. Płakałam, błagałam, obiecywałam, iż będzie żył na swoich warunkach. Powiedział mi jednak, iż nigdy mnie nie kochał, iż taki związek jest tylko fikcją. Wyprowadził się z domu. Wystąpił o rozwód, orzeczono go z jego winy.
Tatuś nas nie kocha
Byłam na dnie rozpaczy, został mi tylko Jacek. I za nic nie chciałam, żeby miał kontakt ze swoim ojcem. Uważałam, iż Tomek nie może odbierać mi syna, bo to była jedyna osoba, która mi na świecie została. Byłam na Tomka wściekła, moja duma ucierpiała, poczułam się bez wartości jako kobieta. Miotały mną różne uczucia. Miłość do Tomka zamieniała się w nienawiść do niego. Nie potrafiłam realnie oceniać sytuacji, nie chciałam. Byłam jedynie przepełniona żądzą zemsty. Wiedziałam, iż najbardziej zaboli go brak kontaktów z synem. Czy myślałam wtedy o Jacku? Tak, uważałam, iż nie powinien spotykać się z człowiekiem, który tak bardzo mnie skrzywdził.
Dziś wiem, iż każda matka jest w stanie tak zmanipulować dziecko, by ono nie chciało znać własnego ojca, szczególnie małe dziecko, które bezkrytycznie wierzy matce. Nie pozwalałam Tomkowi na spotkania, wyrzucałam prezenty od niego. Jackowi mówiłam, iż tatuś nas zostawił, znalazł sobie inną rodzinę, iż nas nie kocha. Mały choćby jak widział Tomka, nie chciał iść do niego choćby się przywitać. Odwracał się i uciekał. Ja miałam wtedy satysfakcję.
Tomek w końcu odpuścił. Do Ewy nie wrócił. Pobrał się z adwokatką z tej samej kancelarii, kilka lat od niego młodszą. Urodziła im się dwójka dzieci. Ja nigdy się z nikim nie związałam. Oddałam się synowi i pracy.
Jednego nie przewidziałam
W osiemnaste urodziny Jacka, Tomek czekał na niego pod szkołą. Wręczył mu elegancki zegarek i paczkę listów, które pisał do niego w każde kolejne urodziny. Poprosił tylko, żeby Jacek je przeczytał i odszedł. Jacek wrócił do domu bardzo wzburzony, zamknął się w swoim pokoju. Po kilku godzinach wyszedł i rzucił mi listy Tomka. Powiedział tylko, iż mnie nienawidzi. Przeczytałam te listy. Tomek pisał o tym, iż zawsze syna kochał, opisywał, jak nie dopuszczałam do wspólnych spotkań, jak ograniczałam kontakty, jak robiłam wszystko, by Jacek nie chciał go widzieć. Pisał o swojej nowej rodzinie, o rodzeństwie Jacka, które bardzo chciało go poznać. O straconych latach, możliwych wspólnych wakacjach, świętach. Przede wszystkim o wielkiej tęsknocie za synem i o swojej miłości do niego. Wtedy i ja zrozumiałam, iż zaślepiona nienawiścią, zabrałam tyle dobra własnemu dziecku. Że myślałam tylko o sobie. Było już jednak za późno.
Próbowałam rozmawiać z Jackiem, próbowałam mu tłumaczyć. Nie chciał mnie słuchać. Kilka dni później wyprowadził się do ojca. Po maturze wyjechał na studia za granicę. Ojciec zafundował mu jedną z lepszych uczelni na świecie. Jacek już do Polski nie wrócił.
Jestem starą, samotną kobietą
Syn do dziś nie utrzymuje ze mną kontaktu. Ożenił się na obczyźnie, mam wnuki, których nigdy nie widziałam na oczy. Oglądam czasami ich zdjęcia tylko dzięki temu, iż córka znajomej ma z Jackiem czasami kontakt, znają się od dziecka. Wiem, iż przylatuje czasami z rodziną do Polski, zawsze zatrzymuje się u Tomka. Wielokrotnie próbowałam syna przerosić, próbować wytłumaczyć, ale on nie chce mnie znać.
Byłam na terapii. Psycholog powiedział mi, iż zrobiłam wtedy to, co uważałam za słuszne, choć było to wielkim błędem. Wyjaśnił, iż wtedy, w tamtych okolicznościach, zwyczajnie nie mogłam postąpić inaczej, choć to, co zrobiłam, było złe dla mojego syna. Wiem, iż ma rację, wiem, iż na tamtym etapie życia byłam tak zraniona, iż nie trafiłyby do mnie żadne argumenty. To oczywiście daje odrobinę ulgi, choć niczego nie załatwia. Bo dzieci nigdy nie wybaczają błędów rodzicom. No chyba, iż kiedyś same w życiu znajdą się w podobnej sytuacji. A ja? Jestem starą, samotną kobietą, która wie, iż nie da się nikogo zmusić to miłości.
Macie podobne doświadczenia? Czekamy na wasze listy [email protected]







