Porozmawiać z Bachem

kulturaupodstaw.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: fot. Jacek Mójta, na zdj. Fabian Egger


Piotr Tkacz: Jak rozpoczęła się twoja kooperacja z Amadeusem i jakie były twoje pierwsze wrażenia?

Fabian Egger: Z orkiestrą poznałem się dzięki Stowarzyszeniu Mozartowskiemu. Dzięki otrzymaniu ich stypendium otrzymałem możliwość zagrania w Konzerthaus Dortmund. To dla mnie olbrzymie szczęście, iż miałem możliwość poznać tę orkiestrę. Ich energia i zapał, żeby spróbować czegoś nowego, po prostu tworzyć muzykę, i ich euforia w jej uprawianiu zainspirowały mnie i porwały.

PT: Czy możesz opowiedzieć o utworze, który zagrałeś w Poznaniu? Jakie stawia on wyzwania przed tobą i przed orkiestrą?

FE: Koncert fletowy Carla Philippa Emanuela Bacha to jeden z tych utworów, w których zauważasz: oto ktoś, kto ma ochotę wypuścić się i odkryć coś nowego. Zdecydowanie nie brzmi on jak rygorystyczny barok jego ojca Johanna Sebastiana, ale nie przypomina też eleganckich wiedeńskich klasyków Wolfganga Amadeusa Mozarta, choć pierwsza fraza wskazuje na to przejście między epokami, ale też mieni się jasnością.

Trudność leży w zaskakujących wahaniach nastrojów, dramatycznych pauzach i nieledwie „nerwowej” energii. Zwłaszcza trzecia część jest tym przepojona. Trzy tak różne kreacje zebrane w jednym koncercie, z bardzo swoistym, prawie rewolucyjnym sposobem pisania, to się rzadko zdarza.

fot. Jacek Mójta

PT: Jaką rolę odgrywa orkiestra w tym utworze?

FE: Orkiestra jest równoprawnym partnerem solisty. Utwór jest napisany wedle schematu: orkiestra gra – solista odpowiada, pod tym względem struktura przypomina concerto grosso. Orkiestra ma wielkie zadanie dawania energetycznego brzmienia bez przykrywania fletu. To nie jest łatwe.

PT: Czy flet był twoim pierwszym instrumentem? Dlaczego się na niego zdecydowałeś?

FE: Moja przygoda z muzyką zaczęła się wcześnie. Po flet prosty sięgnąłem w wieku czterech lat, a po poprzeczny rok później. Za moim wyborem stoi prawdopodobnie to, iż moi rodzice grali na fletach i byłem oswojony z tym instrumentem. Rodzice próbowali wszystkiego, żeby przekonać mnie do innego instrumentu, co się na szczęście nie udało, bo dźwięk fletu wciąż mnie fascynuje.

PT: Co jest w nim takiego szczególnego?

FE: To zwiewne, ciepłe i zarazem eleganckie brzmienie, które usłyszałem po raz pierwszy w Sonacie na flet, altówkę i harfę Claude’a Debussy’ego. Dźwięk wychodzący z ciszy i do ciszy powracający.

PT: Czy masz swojego ulubionego kompozytora?

FE: W zasadzie nie mam ulubionych kompozytorów. Bardzo gwałtownie zapalam się do utworu, kiedy tylko dostrzegam, iż dociera on do głębi i dotyka duszy. Ale gdybym musiał wybierać, jako flecista, to byliby to Mozart, Debussy i Carl Reinecke.

PT: Czy interesuje cię muzyka współczesna?

FE: Bardzo! Jestem w trakcie nagrywania płyty dla wytwórni Es-Dur z Hamburga, gdzie współczesne kompozycje Sofii Gubajduliny i Yana Maresza, a także dwie moje własne, zajmą poczesne miejsce. Uważam, iż to absolutnie niezbędne, żeby brać udział w kształtowaniu współczesności, ale też doceniać przeszłość.

PT: To pewnie spora różnica, jeżeli chodzi o muzykę współczesną, iż możesz porozmawiać z kompozytorem, skonsultować pewne rzeczy – czy często korzystasz z tej sposobności?

FE: Muszę przyznać, iż to całkiem ważna kwestia. Są pewni kompozytorzy, z którymi mogłem osobiście porozmawiać.

fot. Jacek Mójta

Jednego z nich, Blaise’a Mettraux ze Szwajcarii, miałem okazję poznać kilka tygodni temu i rozmawialiśmy o jego utworze na harfę i flet, który także znajdzie się na wspominanej płycie. Przedtem skomponował concertino na flet i orkiestrę smyczkową, które mi dedykował. Mieć go koło siebie – to było naprawdę inspirujące!

W sierpniu będzie miał premierę inny nowy utwór mojego znajomego kompozytora, Johannesa Wiedenhofera, bardzo ekscytujące jest bycie częścią procesu kompozycyjnego.

Często się zastanawiam, jakby to było, gdybym znał, dajmy na to, C.P.E. Bacha, co by zasugerował, jeżeli chodzi o ornamentację, artykulację czy tempo…

PT: Nad czym jeszcze w tej chwili pracujesz?

FE: w tej chwili jestem ogromnie zapracowany.

Jako członek akademii Bayerische Staatsoper pracuję nad takimi utworami, jak „Walkiria” Wagnera czy „Turandot” Pucciniego. Na uczelni uczestniczę w projekcie poświęconym muzyce współczesnej z zespołem. Gram też program z płyty na Festspiele Mecklenburg-Vorpommern (a do tego Schuberta i Glucka) i Koncert fletowy Mozarta z Staatsorchester Rheinische Philharmonie w Koblencji, potem recital w duecie z harfą na festiwalu muzycznym Schleswig-Holstein (tutaj z utworami Mettraux, Piazzolli i Roty).

Oprócz tego już przygotowuję się do październikowego tournée po Japonii i Tajwanie z programem łączącym utwory niemieckie i francuskie, jak na przykład Fantazję-Sonatę Meyera-Olberslebena i utwory Poulenca, Joliveta oraz Iberta.

A do tego w sierpniu premiera wspominanego już utworu mojego kolegi w Halberstadt. Tak więc mój kalendarz jest całkiem wypełniony i mam nadzieję, iż wszystko się uda…

Idź do oryginalnego materiału