Pyrkon od lat przyzwyczaił nas do tego, iż już od pierwszych minut rzuca na kolana swoją skalą, feerią kolorów i niesamowitą energią tysięcy pasjonatów fantastyki. Tegoroczny piątek przyniósł jednak nieco inny, bardziej kameralny początek, w którym potężne upały, nagłe anomalie pogodowe oraz zaskakujące zmiany organizacyjne wymieszały się z tradycyjną, festiwalową magią. Czy brak strefy militarnej i duszna atmosfera wpłynęły na frekwencję, a kuluarowe rozmowy o „dziwnym klimacie” znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości? Zapraszamy na gorące podsumowanie otwarcia festiwalu, w którym bezkompromisowy rzut oka na ogólną organizację spotyka się z osobistymi, pełnymi pasji wrażeniami z hal wystawowych, prelekcji oraz fantastycznych spotkań z cosplayerami i artystami.
Wrażenia Jakuba
Największy festiwal fantastyki rozpoczął się dość spokojnie, co zresztą jest już piątkową tradycją, to zaledwie przystawka przed adekwatną imprezą. Znaczna część uczestników wciąż była w trasie, co wyraźnie dało się odczuć na korytarzach. Potwierdzali to również sami wystawcy, zgodnie przyznając, iż frekwencja na razie nie dopisuje.

Pogoda również nie ułatwiała sprawy, potężny upał i duszna atmosfera mocno dawały się we znaki, a gdy tylko z nieba spadły pierwsze krople deszczu, spora część uczestników ewakuowała się na kwatery. Najbardziej rzucał się jednak w oczy brak tradycyjnej strefy militarnej, wystawców ASG i mundurów. Niewykluczone, iż te cięcia również odbiły się na frekwencji, ale pełen obraz sytuacji poznamy prawdopodobnie dopiero po opublikowaniu oficjalnego podsumowania imprezy.

Wielu uczestników wspominało o specyficznej, „dziwnej” atmosferze, choć nikt nie potrafił określić, skąd dokładnie się bierze. Osobiście uważam, iż Pyrkon to wciąż ten sam festiwal co zawsze, ale z ostatecznymi wyrokami poczekajmy, bo impreza dopiero się rozkręca. Na szczęście ani upały, ani deszcz nie zniechęciły cosplayerów, korytarze znów zaroiły się od fantastycznych i pieczołowicie dopracowanych kostiumów.
Wrażenia Marcina
Pierwszy dzień Pyrkonu za nami, a wejście w ten fantastyczny świat od samego początku potrafiło zwalić z nóg. Choć oczywiste jest, iż to jedna z najważniejszych i największych imprez tego typu w Polsce, widok potężnych, ciągnących się kolejek i tak robił piorunujące wrażenie. Na ogromną pochwałę zasługuje jednak obsługa odpowiedzialna za akredytacje. Ludzie tam pracujący uwijali się jak w ukropie, a ich sprawność i niezwykle miłe podejście od razu budowały świetną atmosferę. To ogromny plus, bo pierwsze minuty na festiwalu zawsze nadają ton całej reszcie dnia.

Po przekroczeniu bram od razu uderzało bogactwo i różnorodność przygotowanych stoisk, ze szczególnym wskazaniem na te oferujące liczne aktywności i konkursy. Świetnie bawiłem się w strefie The Elder Scrolls Online, gdzie można było sprawdzić swoją wytrzymałość w trzymaniu miecza na czas. Mnóstwo działo się także na stanowisku RTV Euro AGD – charyzma prowadzących tamtejsze konkursy dosłownie magnetyzowała i nie pozwalała przejść obok obojętnie. Moja wizyta tam okazała się zresztą wyjątkowo udana, bo udało mi się zgarnąć kilka miłych niespodzianek.

Niezwykle ważnym punktem programu były dla mnie panele dyskusyjne. Bardzo ciekawie wypadła prelekcja poświęcona historii vocaloidów, a dokładniej fenomenowi Hatsune Miku w polskiej kulturze. Ogromną euforia sprawił mi też panel o tworzeniu muzyki w branży indie, który prowadził zespół Percival. Jako wielki fan ich twórczości, po prostu musiałem wykorzystać okazję do rozmowy z Kasią, członkinią grupy. Możliwość spędzenia chwili i wymiany zdań z artystami, którzy są dla mnie absolutnymi ikonami słowiańskiego folk metalu, była po prostu niesamowitym przeżyciem.

Prawdziwym zwieńczeniem dnia okazało się jednak spotkanie poświęcone uniwersum Bionicle. To było absolutne kino. Interakcja z publicznością i energia panująca na sali zasłużyły na mocne dziesięć na dziesięć. Mimo ogromnej sympatii do wcześniejszych tematów i moich muzycznych idoli, to właśnie ten panel osobiście uważam za największego zwycięzcę pierwszego dnia.

Poza prelekcjami i stoiskami, Pyrkon to dla mnie przede wszystkim przestrzeń do zabawy, robienia zdjęć i spotkań z ludźmi. Ogromnym i szalenie pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie ciepły odbiór mojego cosplayu – na ten dzień przygotowałem strój Taro Sakamoto z serii Sakamoto Days. Liczba osób, które mnie zatrzymywały, by zrobić zdjęcie lub po prostu przybić piątkę, przerosła moje oczekiwania i dała mnóstwo energii na kolejne godziny.

Pierwszy dzień pokazał, iż organizacja stoi na najwyższym poziomie, klimat jest nie do podrobienia, a ludzie tworzący tę społeczność są po prostu najlepsi. To był dopiero początek fantastycznego weekendu, pełnego świetnych emocji. Do zobaczenia w relacji z dnia drugiego, a jeżeli miniecie nas gdzieś na terenie festiwalu, śmiało podchodźcie – zawsze chętnie przybijemy z Wami piątkę.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.












