Raye od pewnego czasu szturmuje przemysł muzyczny. Swoim najnowszym albumem udowodniła, iż nie tylko nie zamierza zwolnić tępa – brytyjska piosenkarka jest niepowstrzymana, a każdy kolejny sukces jedynie podsyca ogień bijący od jej muzyki. This Music May Contain Hope. to album, jakiego jeszcze nie słyszeliśmy.
Muzyka towarzyszy jej przez całe życie. Pierwsze utwory próbowała tworzyć już jako kilkulatka – swoją pierwszą prawdziwą piosenkę napisała w wieku 11 lat. Trzy lata później wylądowała w prestiżowej szkole BRIT School. Nie ma więc wątpliwości, iż kariera piosenkarki była Raye pisana. Podpisanie kontraktu z wytwórnią nie przyniosło jej jednak rozgłosu. Wokalistka tworzyła utwory dla innych artystów, podczas gdy jej własna muzyka była ciągle spychana do kąta. Ta frustracja przerodziła się w końcu w album My 21st Century Blues, z którego pochodzi przebój Escapism. Teraz, po trzech latach od długo wyczekiwanego debiutu, światło dzienne ujrzał drugi studyjny album wokalistki. I jest to jedna z najwspanialszych kompozycji, jakie zrodziły się w tym stuleciu.
Raye // fot. Aliyah OtchereWHERE IS MY HUSBAND! momentalnie stało się ogromnym hitem, jednak absolutnie nie przygotował nas na to, z czym będziemy mieli do czynienia po premierze płyty. Pierwszy z singli ma wszystko, czego potrzebuje radiowy przebój. Chwytliwa melodia, porywające tempo i entuzjastyczna nuta R&B – tak charakterystyczna dla tej artystki. Jest to jednak dopiero mały kawałek bardzo złożonej całości, która – według zamysłu wokalistki – podzielona została na cztery pory roku. Tym sposobem na początek przenosimy się do jesieni, którą otwiera Intro: Girl Under The Gray Cloud. Raye nie rozpoczyna jednak od śpiewu. Artystka stawia się w roli narratorki, tłumacząc słuchaczowi kontekst jego położenia. Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, jak świetną dykcją może pochwalić się Raye, mimo szybkiego tempa piosenek. Krótki wstęp płynnie przemienia się w genialne I Will Overcome.
Już przy następnym utworze staje się oczywiste, iż This Music May Contain Hope. To nie jedynie album muzyczny; to filmowa uczta, do której nie trzeba obrazu. Teatralna oprawa wydawnictwa rzeczywiście kreśli w wyobraźni odbiorcy wyrazisty pokaz slajdów. Pierwszą z pór roku zamyka The WhatsApp Shakespeare, który przeplata wprowadzony wcześniej retro nastrój z bardziej nowoczesnym beatem. Winter Woman. Rzeczywiście wprowadza chłodniejszy nastrój. Świetnie oddaje oziębłe uczucie zobojętnienia towarzyszące wykańczającej pogoni za niemożliwym do osiągnięcia idealnym wizerunkiem. Piosenka z powodzeniem mogłaby zostać drugim Escapism.
Kiedy mogłoby się wydawać, iż ta płyta nie może mieć już bardziej filmowego charakteru, Raye wychodzi z kolejnym singlem – Click Clack Symphony. To, iż piosenkę współtworzył Hans Zimmer, mówi samo za siebie. Kolaboracja z legendarnym kompozytorem to nie lada wyróżnienie, którego efekt jest doprawdy magiczny. W sekcji zimowej znajdują się także I Know You’re Hurting. oraz Life Boat. Ostatni z utworów delikatnie zaburza mi kompozycję całego albumu, wpadając w bardziej współczesny, klubowy klimat. Potraktujmy to jednak jako wiosenne przebudzenie się do życia, bo właśnie do tej pory roku teraz zmierzamy.
I Hate The Way I Look Today zdaje się wyczuwać mój zgrzyt z poprzednim utworem; pierwsza wiosenna piosenka przenosi nas kilka dekad wstecz, a Raye bardzo swobodnie bawi się jej formą. Utwór łączy humor z bolączką zmagań z samoakceptacją. Jest to kręta droga – chaos piosenki świetnie to zresztą oddaje – a wokalistka przypomina, iż jest to jak najbardziej w porządku. Trzeba przyznać, iż jak na tak radosną porę roku, jaką jest wiosna, teksty piosenek w tej sekcji są raczej smutne. Przynajmniej melodie są pogodne; z tego względu Goodbye Henry. (feat. Al Green) również staje się bardzo przyjemną pozycją do słuchania.
Nightingale Lane. nie przełamuje tej narracji. Jak w krótkim intrze zapowiada autorka, utwór opowiada o najgorszym uczuciu złamanego serca, jakie kiedykolwiek przeżyła. Z tego przygnębienia wyrywa nas Skin & Bones. Piosenka ma taki groove, iż nie sposób przy niej usiedzieć bez ruchu. Układ tracklisty nie pozostawia jednak miejsca na chwilę oddechu, bo po chwili rozpoczyna się lato, a wraz z nim wspomniany wcześniej utwór WHERE IS MY HUSBAND!.
Ostatnia część płyty jest zdecydowanie rodzinna. Fields. jest niewątpliwie jedną z ciekawszych pozycji, która wzbudziła we mnie niemałe wzruszenie. Odśpiewana jako wiadomość do dziadka, piosenka stanowi refleksję na temat dorosłości i tęsknoty za dziecięcą niewinnością. prawdopodobnie nie miałaby ona aż tak mocnego wydźwięku, gdyby nie fakt, iż w utworze możemy usłyszeć także samego dziadka Rachel. Joy. z kolei odśpiewane jest wraz z Ammą i Absolutely – młodszymi siostrami Raye. Muzyka zdecydowanie płynie we krwi tej rodziny, bo cała trójka brzmi ze sobą genialnie. Kończące już album Happier Times Ahead. to delikatnie melancholijne spojrzenie na cykl życia. Utwór dotyka małych problemów, na które natrafiamy na każdym jego etapie – kwitując je prostym stwierdzeniem, iż pomimo wszelkich przeciwności losu czekają nas lepsze czasy.
Nie mogę oczywiście zapomnieć o ostatnim z utworów. Każda z pór roku to cztery piosenki – na płycie jest ich jednak siedemnaście, a ostatnia z nich stanowi formę podziękowania. Można dosłownie nazwać ją napisami końcowymi; Raye wymienia na niej każdą osobę, która była zaangażowana w proces tworzenia albumu. Mnogość nazwisk robi wrażenie, dzięki czemu potrzeba docenienia tej produkcji staje się jeszcze większa. Rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, ile osób stoi za kilkoma utworami zebranymi w jedną całość – ogromne brawa dla Raye za to, iż nam o tym przypomina.
This Music May Contain Hope. to płyta, która udowadnia, iż muzyka wciąż może zaskakiwać. Schemat albumu muzycznego wydaje się być prosty i znany na wylot: kilkanaście utworów o względnie podobnym charakterze, zamkniętych w jeden tytuł. Raye zrobiła jednak coś więcej. Drugi album wokalistki łączy w sobie piękno muzyki z podniosłością teatru i intymnością kina. Artystka nie tylko śpiewa – jest również narratorem opowieści, która jest tak silnie angażująca, iż ponad godzina odsłuchu ani przez chwilę nie wydaje się być zbyt długa. To album idealnie skrojony. Pełno w nim splendoru, którym słuchacz pragnie się zachłysnąć. This Music May Contain Hope. nie jest raczej typową płytą, którą puszcza się gdzieś w tle ze zwyczajnej potrzeby posłuchania muzyki. To jednak artystyczne przeżycie, które na długo po pierwszym odsłuchu będzie dalej zachwycać. Ta muzyka rzeczywiście zawiera w sobie nadzieję.
Fot. główna: Aliyah Otchere















