„Siewczyni pszczół” Darii Strączyńskiej – szepty ziemi i gniew czarownic [recenzja]

kulturalnemedia.pl 9 godzin temu

Ostatnia strona Siewczyni pszczół. Zamknięta karta. W głowie pustka. W głowie pełno myśli. Wylewają się z niej wodospadem. Nie mogę ich uchwycić, zmaterializować w sens. Podobało mi się? Tak… Czy na pewno? Nie wiem…

Tak właśnie zostawia czytelnika Siewczyni pszczół Darii Strączyńskiej – w stanie dziwnego zawieszenia między zachwytem a… niepokojem. To powieść, którą trudno jednoznacznie ocenić zaraz po zakończeniu lektury. Zamiast prostych wrażeń zostaje raczej echo historii, które długo jeszcze powraca w myślach.

Baśń o kobietach, wolności i naturze

Autorka snuje opowieść o trzech pokoleniach kobiet, których losy splatają się z naturą i dawnymi wierzeniami, a także z ludzką ciemnotą zrodzoną z zabobonów i strachu przed kobiecą siłą. Bohaterki należą do tych, które wiedzą więcej niż inni chcieliby przyznać. Rozumieją znaki przyrody, potrafią używać ziół, czytają pogodę z nieba, rozpoznają znaczenie ptasich krzyków i wiedzą, kiedy natura ostrzega przed nadchodzącym nieszczęściem.

Taka wiedza od wieków budziła nieufność. Kobiety, które nie wpisywały się w społeczny porządek i chciały żyć po swojemu, bardzo łatwo stawały się „innymi”. Tymi podejrzanymi, niepożądanymi, a czasem oskarżanymi o czary. Właśnie wokół tego napięcia zbudowana jest atmosfera powieści. Siewczyni pszczół przypomina, jak cienka była granica między mądrością a oskarżeniem o czarnoksięstwo.

Niezwykła forma opowieści

Jednym z najbardziej intrygujących elementów książki jest sposób prowadzenia narracji. Historię opowiadają nie tylko ludzie. Głos dostają również zwierzęta, przyroda, czyli te elementy świata, które zwykle pozostają nieme: kruk, łąka, ziemia, krowa czy żebraczka.

Ten zabieg sprawia, iż powieść nabiera niemal mistycznego charakteru. Czytelnik zaczyna patrzeć na świat oczami natury, dostrzegać jej rytm i ukryte znaczenia. Język jest gęsty, momentami dziki, ale jednocześnie niezwykle sugestywny. Buduje klimat mrocznej, niepokojącej baśni, która ostatecznie nie daje łatwych odpowiedzi.

Kiedy historia nie chce się zakończyć z ostatnią stroną

Pięknie było. Czy porwał mnie wartki nurt tej historii? Nie… grzęzłam w niej niczym w odmętach bagiennych mokradeł, powoli, ciężko, momentami z wysiłkiem. A jednak właśnie w tym tkwi niezwykłość Siewczyni pszczół. To nie jest opowieść, która porywa i niesie czytelnika z prądem. Raczej wciąga jak ciemna torfowa ziemia. Powoli, niepostrzeżenie, aż w końcu okazuje się, iż jesteśmy w niej zanurzeni po kostki, po kolana, po same myśli. Bolała fragmentami, zadziwiała całością i jeszcze długo po zamknięciu książki nie przestaje mnie intrygować.

To jedna z tych książek, które działają trochę inaczej niż większość powieści. Podczas czytania pojawia się znużenie, chęć dotarcia do końca, jakby chciało się wyjść z gęstego lasu na otwartą przestrzeń. A jednak dopiero po zamknięciu książki zaczyna się prawdziwe echo tej opowieści. Powraca powoli, układa się w głowie niczym stare zaklęcie, którego sens odsłania się dopiero po czasie i zaczyna rezonować. To literatura, która zmusza do zatrzymania się i spojrzenia głębiej. Do refleksji nad ludzką naturą i strachem mężczyzn przed kobietami. Potrafi wzruszyć, czasem przestraszyć, a innym razem wywołać delikatny uśmiech.

Szepty pszczelich skrzydeł

Wracające szepty pszczelich skrzydełek nie pozwalają odłożyć Siewczyni pszczół na półkę przeczytanych i pójść dalej w kolejną historię. Blokują moje czucie, choć w trakcie lektury chciałam ją zakończyć. Taki to paradoks tej powieści. Siewczyni pszczół to nie książka, która wciąga dynamiczną akcją czy spektakularnymi zwrotami fabuły. Jej siła tkwi w atmosferze, w języku i w emocjach, które wzbudza. Tak trudno mi ubrać w słowa tę powieść… a jednak właśnie to poczucie niedopowiedzenia jest jej największą siłą.

Baśń o potrzebie wolności

Siewczyni pszczół to powieść mroczna, poetycka i pełna niepokojącego piękna. Opowiada o kobietach, które chciały być wolne od męskich rozkazów i szyderczych spojrzeń innych niewiast. Mówi o świecie natury, który przemawia własnym językiem, oraz o ludziach, którzy boją się tego, czego nie potrafią zrozumieć.

Nie jest to książka dla wszystkich, ostrzegam – łatwo nie będzie. Wymaga ona cierpliwości i uważnego czytania. Jednak dla tych, którzy pozwolą jej wybrzmieć, może okazać się doświadczeniem wyjątkowym. Bo czasem najciekawsze historie to te, które po zamknięciu książki wciąż szepczą w naszej głowie jak szelest pszczelich skrzydeł.

Idź do oryginalnego materiału