Najnowszy film Guya Nattiva opowiada historię na wskroś osobistą, o jego własnej babci, która na początku lat 80. porzuciła rodzinę i dołączyła do hermetycznej komuny składającej się z samych z kobiet. Wspólnota ta opierała się na czerpaniu energii z natury, odrzuceniu konwencjonalnej medycyny, wierze w samoregeneracyjne siły organizmu oraz – oczywiście – na kontroli członkiń i ich izolacji od reszty świata. Narrację reżyser ubiera w szaty thrillera trzymającego momentami na krawędzi fotela, pod powierzchnią gatunkowego napięcia buzuje tu natomiast pełnokrwisty dramat.
Rita (Carrie Coon) z pozoru ma wszystko – stabilną pracę zastępczyni kierowniczki banku oraz zdrową, kochającą rodzinę: męża Reubena (Tracy Letts) oraz dwie córki, Ellę (Bella Ramsey) i Jo (Odessa Young). Mimo tego do zaczerpnięcia głębokiego, relaksującego oddechu potrzebuje papierosa, a stałym punktem jej codzienności jest tabletka antydepresantu o poranku (i nie tylko). Kobieta dźwiga ciężar traumy obozowej: jako mała dziewczynka straciła w Holokauście matkę i trzy siostry. Ojciec, który również ocalał, a dziś cierpi na demencję i mieszka z córką, nigdy nie był w stanie rozmawiać z nią o przeżytej tragedii. Jakikolwiek powrót tematu kończy się zatem u naszej bohaterki atakiem paniki i kolejnym zblokowaniem utrudniającym codzienne funkcjonowanie.
Pewnego dnia w banku, w którym pracuje Rita, pojawia się Ricki (Lily James) – młoda dziewczyna z długimi rozwianymi włosami, w sukience w stylu boho kontrastującej ze sztywnym, formalnym uniformem finansistki. Bardziej niż pożyczką wydaje się zainteresowana siedzącą za biurkiem zestresowaną kobietą. Upatrując w jej rozedrganiu potencjału do manipulacji, zaprasza ją na spotkanie w żeńskim kręgu – taneczną imprezę na plaży mającą pomóc w zrelaksowaniu się i nabraniu nowych perspektyw. Absurdalny pomysł klientki nabiera racjonalnych kształtów po zmęczeniu kolejnym atakiem paniki. Niewinne pląsy nad wodą i opowieści o wolności od systemu gwałtownie przeradzają się w regularne spotkania. Ricki konsekwentnie wykorzystuje emocjonalny głód swojej nowej ofiary, oplata ją mackami obietnic, neguje dotychczasowe wartości, kawałek po kawałku zawłaszcza kolejne obszary jej życia, doprowadzając finalnie do odseparowania od bliskich.
Wydarzenia obserwujemy z dwóch perspektyw czasowych: przeszłości – drogi, która doprowadziła do porzucenia przez Ritę jej rodziny i rozpoczęcia nowego życia z dala od całego świata, oraz teraźniejszości – momentu, w którym jej córki lokalizują kryjówkę sekty i odwiedzają matkę, mając nadzieję, iż wróci ona z nimi do domu. Twórca precyzyjnie demaskuje mechanizmy manipulowania jednostką z jakiegoś rodzaju słabościami – niezagojonymi psychicznymi ranami, podatną na wpływy czy wręcz gotową wskoczyć w ogień za swoim "wybawicielem".
Z jednej strony nie dostajemy zatem niczego, o czym byśmy nie wiedzieli – portrety predatorów, narcystycznych przywódców, natura wspólnot wyznaniowych czy duchowych zostały już przerobione przez naukę i sztukę na wszystkie możliwe sposoby. Z drugiej strony retrospektywny charakter produkcji oraz precyzyjne operowanie napięciem powodują, iż historia trzyma uwagę od początku do końcu, w pewnym momencie podwyższając aż za bardzo tętno i oddech. Brakuje jej natomiast autorskiego, mniej konwencjonalnego języka, odwagi do odejścia od klasycznej narracji z rozmieszczonymi po żołniersku elementami struktury; stylu, w jaki swój obraz poświęcony separującym się od świata społecznościom i charyzmatycznym liderom ubrała chociażby hiszpańska reżyserka Irati Gorostidi Agirretxe w swoim pełnometrażowym debiucie "Aro berria" (2025).
"Wyzwolona" jest jednak nie tylko wnikliwym studium zmanipulowanej jednostki i mechanizmów działania sekt. Nattiv droczy się z nami już na poziomie tytułu, pozostawiając nam interpretację, czego tak naprawdę dotyczy jego opowieść: wyzwolenia czy zniewolenia. Bowiem najciekawszą warstwą filmu – która postawiona na pierwszym planie i wnikliwiej eksplorowana kosztem rzemieślniczej perfekcji mogła uczynić film lepszym – jest obszar traumy, której doświadczyła Rita w dzieciństwie, a który przez całe jej życie, również to otoczone bezpieczną, kochającą rodziną, nie został zaopiekowany i przepracowany.
Paradoksalnie kolejny opresyjny system powoduje u kobiety gotowość do zmierzenia się z przeszłością – tym razem bez asysty antydepresantów i nikotyny. Stanowi dla niej bowiem znany schemat, w którym umie się poruszać, mimo jego obiektywnej, toksycznej natury. Zamknięta, pilnie strzeżona osada, której członkinie żywią się mało energetycznymi naparami z roślin, ziół i grzybów kilka w końcu różni się od obozu koncentracyjnego, którego więźniowie byli głodzeni do etapu widoczności wszystkich kości. I choć znaczącą różnicę stanowi tu dobrowolność członkostwa, opuszczenie wspólnoty wydaje się piekłem gorszym niż śmierć – utratą tożsamości, własnego "ja". Ricki jako guru sterujące każdym aspektem życia jest zatem Ricie niezbędna, ponieważ pozwala jej zrzucić z siebie ciężar odpowiedzialności za swoje życie, i zapewnia ucieczkę od wolności, w której nie potrafi żyć. Ten aspekt opowieści – druzgocący na każdym możliwym poziomie – przypomina o bezustannych kosztach prawdziwej traumy, przesterowującej system nerwowy na całe życie. I o tym, jak ważna jest pomoc, terapia, żeby wyzwolenie od bólu miało rzeczywisty, a nie iluzoryczny charakter i nie stało się kolejnym więzieniem.
Rita (Carrie Coon) z pozoru ma wszystko – stabilną pracę zastępczyni kierowniczki banku oraz zdrową, kochającą rodzinę: męża Reubena (Tracy Letts) oraz dwie córki, Ellę (Bella Ramsey) i Jo (Odessa Young). Mimo tego do zaczerpnięcia głębokiego, relaksującego oddechu potrzebuje papierosa, a stałym punktem jej codzienności jest tabletka antydepresantu o poranku (i nie tylko). Kobieta dźwiga ciężar traumy obozowej: jako mała dziewczynka straciła w Holokauście matkę i trzy siostry. Ojciec, który również ocalał, a dziś cierpi na demencję i mieszka z córką, nigdy nie był w stanie rozmawiać z nią o przeżytej tragedii. Jakikolwiek powrót tematu kończy się zatem u naszej bohaterki atakiem paniki i kolejnym zblokowaniem utrudniającym codzienne funkcjonowanie.
Pewnego dnia w banku, w którym pracuje Rita, pojawia się Ricki (Lily James) – młoda dziewczyna z długimi rozwianymi włosami, w sukience w stylu boho kontrastującej ze sztywnym, formalnym uniformem finansistki. Bardziej niż pożyczką wydaje się zainteresowana siedzącą za biurkiem zestresowaną kobietą. Upatrując w jej rozedrganiu potencjału do manipulacji, zaprasza ją na spotkanie w żeńskim kręgu – taneczną imprezę na plaży mającą pomóc w zrelaksowaniu się i nabraniu nowych perspektyw. Absurdalny pomysł klientki nabiera racjonalnych kształtów po zmęczeniu kolejnym atakiem paniki. Niewinne pląsy nad wodą i opowieści o wolności od systemu gwałtownie przeradzają się w regularne spotkania. Ricki konsekwentnie wykorzystuje emocjonalny głód swojej nowej ofiary, oplata ją mackami obietnic, neguje dotychczasowe wartości, kawałek po kawałku zawłaszcza kolejne obszary jej życia, doprowadzając finalnie do odseparowania od bliskich.
Wydarzenia obserwujemy z dwóch perspektyw czasowych: przeszłości – drogi, która doprowadziła do porzucenia przez Ritę jej rodziny i rozpoczęcia nowego życia z dala od całego świata, oraz teraźniejszości – momentu, w którym jej córki lokalizują kryjówkę sekty i odwiedzają matkę, mając nadzieję, iż wróci ona z nimi do domu. Twórca precyzyjnie demaskuje mechanizmy manipulowania jednostką z jakiegoś rodzaju słabościami – niezagojonymi psychicznymi ranami, podatną na wpływy czy wręcz gotową wskoczyć w ogień za swoim "wybawicielem".
Z jednej strony nie dostajemy zatem niczego, o czym byśmy nie wiedzieli – portrety predatorów, narcystycznych przywódców, natura wspólnot wyznaniowych czy duchowych zostały już przerobione przez naukę i sztukę na wszystkie możliwe sposoby. Z drugiej strony retrospektywny charakter produkcji oraz precyzyjne operowanie napięciem powodują, iż historia trzyma uwagę od początku do końcu, w pewnym momencie podwyższając aż za bardzo tętno i oddech. Brakuje jej natomiast autorskiego, mniej konwencjonalnego języka, odwagi do odejścia od klasycznej narracji z rozmieszczonymi po żołniersku elementami struktury; stylu, w jaki swój obraz poświęcony separującym się od świata społecznościom i charyzmatycznym liderom ubrała chociażby hiszpańska reżyserka Irati Gorostidi Agirretxe w swoim pełnometrażowym debiucie "Aro berria" (2025).
"Wyzwolona" jest jednak nie tylko wnikliwym studium zmanipulowanej jednostki i mechanizmów działania sekt. Nattiv droczy się z nami już na poziomie tytułu, pozostawiając nam interpretację, czego tak naprawdę dotyczy jego opowieść: wyzwolenia czy zniewolenia. Bowiem najciekawszą warstwą filmu – która postawiona na pierwszym planie i wnikliwiej eksplorowana kosztem rzemieślniczej perfekcji mogła uczynić film lepszym – jest obszar traumy, której doświadczyła Rita w dzieciństwie, a który przez całe jej życie, również to otoczone bezpieczną, kochającą rodziną, nie został zaopiekowany i przepracowany.
Paradoksalnie kolejny opresyjny system powoduje u kobiety gotowość do zmierzenia się z przeszłością – tym razem bez asysty antydepresantów i nikotyny. Stanowi dla niej bowiem znany schemat, w którym umie się poruszać, mimo jego obiektywnej, toksycznej natury. Zamknięta, pilnie strzeżona osada, której członkinie żywią się mało energetycznymi naparami z roślin, ziół i grzybów kilka w końcu różni się od obozu koncentracyjnego, którego więźniowie byli głodzeni do etapu widoczności wszystkich kości. I choć znaczącą różnicę stanowi tu dobrowolność członkostwa, opuszczenie wspólnoty wydaje się piekłem gorszym niż śmierć – utratą tożsamości, własnego "ja". Ricki jako guru sterujące każdym aspektem życia jest zatem Ricie niezbędna, ponieważ pozwala jej zrzucić z siebie ciężar odpowiedzialności za swoje życie, i zapewnia ucieczkę od wolności, w której nie potrafi żyć. Ten aspekt opowieści – druzgocący na każdym możliwym poziomie – przypomina o bezustannych kosztach prawdziwej traumy, przesterowującej system nerwowy na całe życie. I o tym, jak ważna jest pomoc, terapia, żeby wyzwolenie od bólu miało rzeczywisty, a nie iluzoryczny charakter i nie stało się kolejnym więzieniem.














