Stach Bukowski powrócił z trzecim już albumem studyjnym. Płyta O mnie i o Tobie dojrzewała powoli, z przekładaną premierą i trasą koncertową. Czy warto było czekać?
Artysta zapowiedział album O mnie i o Tobie jako osobisty pamiętnik doświadczeń i muszę przyznać, iż brzmiało to prosto, ale intrygująco. Po świetnym debiucie płytą Czerwony SUV czekałam na krążek, który powtórzy to wrażenie. Przyznam, iż Kino sercowo-rozrywkowe nie zostało jednak ze mną na dłużej, a najnowszy album znajduje się gdzieś pomiędzy poprzednimi wydaniami.
O mnie i o Tobie to zaskakująco krótki album. Liczy jedynie osiem utworów – a nie pomaga mu fakt, iż aż pięć z nich pojawiło się wcześniej w formie singli. Mamy więc tylko trzy piosenki, które są całkowicie nowe. Przyznam, iż taki manewr już na samym początku zniechęcił mnie do albumu. Wśród singli promujących album już wcześniej zabrakło mi pazura. Nowe utwory – Największe przeboje, Kolega i 2079 – też należą do stosunkowo spokojnych i działa to lekko na ich niekorzyść.
Cały album charakteryzuje się spokojem i refleksyjnością, co wydaje się spójne z zapowiadanym intymnym charakterem. Pierwsza połowa – chociaż aż nie chce mi się dzielić na części tak krótkiej płyty – ma przyjemną dynamikę. Obojętność, która otwiera płytę, przypomina moje ulubione czerwono-suvowe brzmienie. Największe przeboje z kolei wyróżniają się współpracą z Zutą, której głos świetnie pasuje do tonu piosenki. Słychać w nim lekką przekorę i dzięki jej obecności ten utwór wypada chyba najciekawiej na całej płycie. Fragment rozmowy telefonicznej to także dobrze dobrany dodatek i ostatecznie piosenka łatwo wpada w ucho.
Zobacz również: Sonbird: Micro Tour – relacja z koncertu w Warszawie
Bez Ciebie przynosi nagłą zmianę tonu na spokojniejszy i już tak nie porywa, chociaż ma ciekawą warstwę instrumentalną. Moją uwagę zwrócił kolejny utwór, Mój dom, który moim zdaniem ma najwięcej do zaoferowania w tekście. Wspomnienie rodzinnego domu połączone z pragnieniem stworzenia podobnego własnego domu jako osoba dorosła jest bardzo prostym, ale urzekającym przekazem. Tu właśnie wybrzmiewają najbardziej osobiste przeżycia, a sam moment opuszczenia domu mimo wszystko silnie rezonuje z słuchaczem – choćby kiedy już chwilę jest się dorosłym i niezależnym.
Natomiast druga połowa O mnie i o Tobie nie porwała mnie zupełnie. Nietrudno odnieść wrażenie, iż zarówno muzycznie, jak i tekstowo te cztery utwory zbytnio się nie wyróżniają. Z jednej strony jest to próba rozliczenia się z charakterystycznym zagubieniem młodych dorosłych, ale z drugiej wydaje się to płaskie i mało oryginalne. Nie pomagają też częste powtórki refrenów i konkretnych fraz, które gwałtownie zaczynają nużyć. Szczególnie Kolega, piosenka-nowość na płycie pełnej singli, za każdym odsłuchem tak spowalniała tempo, iż nie chciało mi się słuchać dalej.
Jako całość album raczej nie zostanie ze mną na dłużej. Część utworów rzeczywiście przyciąga, ale jak na tak krótki krążek, trzy nowe piosenki to za mało. Szczerze mówiąc, oczekiwałam więcej od trzeciego albumu, z którym powinno iść już inne doświadczenie artysty. Niezmiennie to debiut uważam za najlepszą płytę – chociaż mam nadzieję, iż Stach Bukowski nie mówi jeszcze ostatniego słowa i iż usłyszy jeszcze niejeden album.
Fot. główna: Kadr z teledysku utworu O tobie – live sesja.











