Mroczni łowcy Jedi, wprowadzeni w serialu Star Wars: Rebelianci, w końcu doczekali się własnego tytułu. Star Wars: Inkwizytorzy to możliwość głębszego spojrzenia na tę potężną i tajemniczą grupę. Czy jednak idzie za tym dobra historia?
Opowieść rozpoczyna się od wizyty Wielkiego Inkwizytora na pewnej planecie. Jego cel jest jasny — zdobycie informacji o Tensu Runie, wojowniku jasnej strony Mocy, któremu udało się przetrwać Rozkaz 66. Jego imię i wpływy zaczynają rozchodzić się po całej galaktyce, co przyciąga uwagę Imperium. Zadanie okazuje się być bardziej problematyczne, niż można by było przypuszczać. Tamtejsza ludność nie chce niczego wyjawić. Są w stanie oddać za cenę zachowania tajemnicy oddać życie. niedługo po tym rozpoczyna się wyścig, w którym czwórka Inkwizytorów próbuje dopaść niedobitka, zanim jego działania staną się realnym zagrożeniem dla porządku.
Niestety, komiks okazał się dla mnie sporym rozczarowaniem. Inkwizytorzy byli jednym z najciekawszych elementów Rebeliantów i aż prosili się o rozwinięcie ich historii. Poza Wielkim Inkwizytorem praktycznie nie mieliśmy okazji lepiej poznać reszty tej grupy. Tym bardziej szkoda, iż ten tytuł zupełnie nie wykorzystuje swojego potencjału. Poza jedną krótką sceną z Piątym Bratem jako uczniem zakonu Jedi nie dowiadujemy się o nich nic nowego. Postacie nie są rozwijane, nie dostają własnych wątków i poza samą pogonią za Tensu Runem adekwatnie nie mają nic do zaoferowania. Jak na komiks zatytułowany Star Wars: Inkwizytorzy jest to spory minus.
Fot. EgmontRównie rozczarowująco wypada główny bohater tej historii, czyli Tensu Run. W trakcie fabuły wielokrotnie słyszymy, jak ogromnym zagrożeniem jest dla Sithów i Imperium, ale poza deklaracjami trudno znaleźć na to realne potwierdzenie. Owszem, bohater sprawia wrażenie kompetentnego, jednak nie do końca wiadomo, co czyni go aż tak istotną postacią w oczach mieszkańców galaktyki. Komiks próbuje to podkreślić poprzez starcia, w których bez większego problemu dominuje nad Inkwizytorami. Niestety, działa to na ich niekorzyść. Zamiast budzić respekt, wypadają niekompetentnie. Trudno przez to uwierzyć, iż faktycznie stanowią poważne zagrożenie.
Warstwa wizualna prezentuje się solidnie. Nie jest to nic wybitnego, ale kreska jest przyjemna. Styl wyraźnie nawiązuje do Rebeliantów, wiernie odwzorowując projekty postaci znane z serialu. Wyjątkiem jest Darth Vader, który zamiast stylizowanego wyglądu otrzymał bardziej klasyczny design. Na plus wypadają natomiast sceny akcji. Są dynamiczne i wciągające, dzięki czemu walki ogląda się z dużą przyjemnością.
Star Wars: Inkwizytorzy okazał się być rozczarowującym tytułem. Nie wykorzystał on odpowiednio mrocznej gwardii lorda Sithów, robiąc z nich mało angażujących antagonistów. Potrzebne im miejsce zajął nieszczególnie interesujący bohater, którego narracja próbuje stawiać na piedestale, choć nie ma na to realnych podstaw. Jako wielki fan Inkwizytorów uważam tę pozycję za zmarnowany potencjał.
Fot. główna: materiały prasowe
