Straszny film 6 – recenzja filmu. Śmiech przez łzy politowania

popkulturowcy.pl 13 godzin temu

Seria filmów Straszny film od zawsze polegała na głupich żartach, sprytnych nawiązaniach i łamaniu wszelkich zasad. Pierwsza część do teraz wzbudza śmiech, a produkcja żyje internetowym życiem we wszelakich memach. Kolejne odsłony nie wzbudzały już takiego entuzjazmu fanów. Powrót po ponad 20 latach do franczyzy odświeżył wspomnienia. Najnowsza część to jednak tylko mało śmieszny skecz w formie TikTokowych gagów, które udają nowoczesne.

Nigdy fanem serii Straszny film nie byłem. Choć rzeczywiście pierwsza odsłona ma w sobie powiew świeżości i element kultowości, tak kolejne są po prostu gorszą reprodukcją poprzednich. Kampania promocyjna Strasznego filmu 6 napawała jednak optymizmem – kontrowersyjne teksty, mnóstwo nawiązań do najnowszych produkcji (np. Michael czy Grzesznicy) i powrót starej obsady. Fundamenty były – można było stawiać wieżowiec. Reżyser Michael Tiddes i scenarzyści Rick Alvarez oraz Keenen Ivory Wayans niezbyt odnaleźli się na placu budowy.

Humor to sprawa subiektywna, stąd komedia to specyficzny gatunek, który nigdy nie trafia w gusta każdego. Założę się, iż części widowni najnowszy Straszny film naprawdę się spodobał. I chciałbym, żeby mi również się podobał. Byłem nastawiony na głupkowaty odmóżdżacz, a niestety musiałem wysilać głowę, aby śledzić cały chaos na ekranie. Kilka razy się zaśmiałem, ale przy tak ogromnej skali żartów to kropla w oceanie gagów i „zabawnych” sytuacji. Na znacznie lepszym poziomie była sama zapowiedź produkcji. Historia traci potencjał już na poziomie podejścia twórców, które nie ewoluuje względem poprzedników ani grama.

Scenariusz filmu w zasadzie jest tekstem pisanym jak praca domowa tuż przed zajęciami. Z tą różnicą, iż twórcom wcale nie brakuje pomysłów. Żarty są tu serwowane, żeby odhaczyć kolejną parodię Terrifiera, kolejne nawiązanie do rasizmu i kolejne przełamanie czwartej ściany. A jeszcze najlepiej, aby stało się to w ciągu minuty. choćby przy produkcji zakładającej słabą jakość, Tiddesowi udało się wpasować w trend przerostu formy nad treścią. Straszny film 6 po prostu ogląda się… strasznie. To wszystko przypomina dziecięcą zupkę z wody, trawy i piachu – od kreatywności kipi, ale w rzeczywistości patrzymy na to pobłażliwie i śmiejemy się z politowaniem.

fot. materiały prasowe

Przy tym sama forma już dawno się znudziła, a przeniesienie jej do skomplikowanych i absurdalnych współczesnych czasów tylko szkodzi. Do pewnego stopnia przypomina to syndrom serialu The Boys, którego parodie stały się tak realistyczne, iż przestały zaskakiwać. Raz – warto to podkreślić – raz szczerze płakałem ze śmiechu. Uniknę tutaj spoilerów, ale jedna scena twórcom wyjątkowo się udała. Połączyła wszystkie fundamenty, o których wspomniałem na początku. Sala kinowa zdecydowanie wyczekiwała pewnej innowacyjności, gdyż momentalnie wybuchła głośnym rechotem.

Straszny film 6 śpieszy się ze wszystkim. Parodie nie mają wyczucia, skaczemy od sceny do sceny, a aktorzy grają, jakby chcieli już iść do domu. Ostatni punkt nie jest na wyrost – postacie giną w gąszczu dziwności. Tylko Anna Faris jako Cindy Campbell nie marnuje okazji, żeby się wyróżnić. Pozostali, choć mają groteskowe charaktery, tak kompletnie znikają pod maską przebodźcowujących gagów.

fot. materiały prasowe

Od tragicznej treści odstaje jednak warstwa techniczna. Operatorsko, scenograficznie i kostiumowo parodie np. Substancji czy Zniknięć są idealne. Te elementy od razu uzupełniają sceny o wiele smaczków, które wyłapią maniacy horrorów ostatnich lat lub kilku najnowszych produkcji z innych gatunków. Skrupulatność twórców w tej kwestii choćby potrafi zdumiewać. Niestety to w żaden sposób nie rekompensuje popełnionych błędów.

Szósta odsłona Strasznego filmu to produkcja, która nie zrywa z tradycją. Wielu prawdopodobnie ją polubi, jednak pozostanę przy opinii, iż pierwsza część była eksperymentem nie do powtórzenia. Formatu nie ratuje ani nowy materiał do parodiowania, ani stara obsada, a nadmiar żartów tylko szkodzi. Delikatne plusy znajdziemy w jednym kreatywnym gagu, postaci Cindy Campbell i warstwie technicznej. Straszny film 6 bardziej nadaje się na YouTube niż do kina. A najlepiej podsumuje to, ile by zdobył tam wyświetleń. Odpowiedź brzmi: 420 – dlatego, iż to bardzo śmieszna liczba. Decyzję o obejrzeniu produkcji pozostawiam do osobistej oceny. Dla mnie było to zmarnowane półtorej godziny.


fot. główna: materiały prasowe

Idź do oryginalnego materiału