Teatr Telewizji z okazji 100. rocznicy urodzin Andrzeja Wajdy przygotował dla twórcy hołd. Spektakl Wszystko na sprzedaż ma uhonorować zmarłego reżysera tak, jak jego film uhonorował Zbigniewa Cybulskiego. Na tym jednak pomysły się skończyły.
Scenariuszem i reżyserią adaptacji zajęli się Mateusz Atman i Agnieszka Jakimiak. Akcja spektaklu Wszystko na sprzedaż rozgrywa się w 2016 roku na planie ostatniego filmu Wajdy. Reżyser nie pojawia się jednak w pracy, a zaniepokojeni aktorzy i współtwórcy ruszają na jego poszukiwania. W związku z tym przemierzają miasto, gdzie realizowane są masowe strajki i czarne protesty. Ostatecznie dowiadują się, iż Andrzej Wajda nie żyje. Prowokuje to pytania: Jak skończyć film bez reżysera? Kto zajmie jego miejsce? Czy wszystko jest na sprzedaż?
fot. kadr ze spektakluAtman i Jakimiak zdecydowanie podjęli niezwykłe ryzyko, adaptując już specyficzny film Wajdy w celu oddania hołdu samemu twórcy dzieła. Choć pomysł jest bardzo błyskotliwy, to wyszła z tego klapa. Scenariusz sprawnie odnosi się do produkcji z 1968 roku — te same miejsca, podobne sceny, rekwizyty, a choćby identyczne dialogi. W tym miejscu przeniesienie kontekstu z opowieści o Cybulskim na opowieść o Andrzeju Wajdzie całkiem nieźle działa. Pozwala nam odkrywać twórcę z bezpośredniej perspektywy na jego filmowe życie. Kluczowym elementem są tu anegdoty reżysera jak słynne słowa „trzeba w życiu bardzo dużo rzeczy zrobić, żeby po śmierci ze dwie, trzy zostały”. Różne aluzje do życia artysty i jego otoczenia rzeczywiście pięknie go wspominają.
Podobnie również jak pierwowzór, sztuka ma kilka nawarstwiających się tematów. Niemniej zdecydowanie są mało spójne, a czasem zbyt subtelne, aby zadziałały tak dobrze, jak w filmie.
Problem pojawia się przy konstrukcji narracji w spektaklu. W oryginalnym Wszystko na sprzedaż klimat budowały niedopowiedzenia, skoki w tonie opowieści oraz wielobarwne postacie. Oczywiście specyfika teatralna, która polega na ograniczonych lokacjach i opowiadaniu słowem zmusiła Atmana i Jakimiak do dostosowania historii do tego medium. Niestety przez ponad połowę czasu trwania sztuki akcja jest bardzo monotonna. Twórcy prawie całkowicie porzucili warstwę humorystyczną na rzecz delikatnej psychodelii. W ten sposób trwamy w sztucznie wykreowanej żałobnej i dramatycznej atmosferze, która próbuje na siłę snuć refleksje o życiu Wajdy. Dopiero od momentu informacji o śmierci twórcy ta atmosfera znajduje drobne uzasadnienie. Zabieg ten bez sensu odbiera kontrast emocjonalny z oryginału, który uwypuklał tragedię śmierci Cybulskiego.
fot. kadr ze spektakluCo więcej, bezpośrednie kopie tekstowe przez większość czasu zwyczajnie nie działają. Brak tu kreatywnej zabawy słowem, a jedyne, co się zmienia, to właśnie kontekst. Twórcy kompletnie nie poradzili sobie z przeniesieniem charakteru filmu na specyfikę teatru. Dialogowo najlepiej wypada tylko finał historii z Danielem Olbrychskim. Rozmowa z Magdaleną Cielecką brzmi znakomicie, urokliwie i prawdziwie hołduje legendzie polskiej kinematografii.
Aktorsko Olbrychski w roli epizodycznej i Cielecka jako postać drugoplanowa noszą cały spektakl na swoich barkach. Są to bohaterowie najbardziej wyraziści, wielowymiarowi i ratują dość przeciętne dialogi. Nie chcę tu pomijać wspaniałego Bartosza Bielenia, który także dodaje uroku całej produkcji. Świetny występ zalicza również Magdalena Koleśnik. Razem z Bieleniem tworzą reżyserski duet, który przeżywa rozterki dotyczące „wejścia w buty” zmarłego reżysera i dokończenia jego filmu. Widać, iż próbowali wykrzesać w swoich postaciach jak najwięcej wrażliwości i rzeczywisty wewnętrzny konflikt.
Po drugiej stronie medalu jest jednak Daria Polunina. Wątek jej postaci nie dość, iż jest kompletnie nietrafiony, to również Polunina nie ratuje go swoim aktorstwem. Rozumiem zabieg uwspółcześniania dzieła Wajdy, ale powiązanie historii Czyżewskiej z krytyką wobec ukraińskich artystek jest całkowicie na wyrost. Pogróżki wobec Czyżewskiej wynikały z antykomunistycznej działalności jej męża. W spektaklu natomiast krytyka postaci granej przez Poluninę przypisywana jest pobudkom ksenofobicznym, rzeczywiście obecnym w Polsce. To jednak niepotrzebny i odbiegający od głównej fabuły komentarz do współczesności.
fot. kadr ze spektakluTwórcy postanowili do scenariusza spektaklu Wszystko na sprzedaż dodać także wątek czarnych protestów z 2016 roku. Ten pomysł, w przeciwieństwie do roli Poluniny, rzeczywiście odzwierciedla twórczość Wajdy. Atman z Jakimiak, dodając kontekst strajku kobiet, odnoszą się do rzekomego pierwotnego tytułu dzieła, czyli Dzień kobiet. Reżyserski duet w sprytny sposób odnosi się nie tylko do protestów z 2016 roku, ale także do wydarzeń z marca 1968 r. W całym spektaklu to jedyny pomysł, który sensownie urozmaica fabułę. Jest to jednak wątek dość kontrowersyjny, zwłaszcza iż twórcy stają w nim po jednej stronie barykady.
Z racji, iż obracamy się w formie Teatru Telewizji, nie należy zapomnieć o zdjęciach i montażu. Przemysława Brynkiewicza, autora zdjęć do Wszystko na sprzedaż, forma teatralna prawdopodobnie nieco ogranicza. Choć mamy tu kilka nawiązań operatorskich do oryginalnej produkcji, to zdjęciom brakuje charakteru. W założeniu słowo powinno królować, a zdjęcia tylko je uwydatniać. W tym spektaklu nie ma tego pierwszego, przez co to drugie wydaje się równie mało przejmujące. Z kolei montaż jest bardzo pocięty i często nie pozwala emocjom satysfakcjonująco wybrzmieć. Tym bardziej pogłębia panującą przez znaczny czas próżnię emocjonalną i brak napięcia.
Przyjemnym elementem jest natomiast muzyka, która wprowadza wspomniany psychodeliczny klimat. Dźwięki saksofonu, wysokie tonacje i rytmika spójnie kreują wizję reżyserskiego duetu. Mimo iż sama wizja nie ma wiele do powiedzenia.
fot. kadr ze spektakluSztuka Wszystko na sprzedaż to spore rozczarowanie. Nowatorski pomysł Mateusza Atmana i Agnieszki Jakimiak legnie w gruzach, gdy chodzi o jego przeniesienie na standardy Teatru Telewizji. Fabuła jest monotonna, a historia kończy się na niuansach z filmowego i prywatnego życia Andrzeja Wajdy. Nie pomaga również poszatkowany montaż i mało pomysłowe dialogi. Spektakl nieco ratuje aktorstwo, a wiele postaci ma swoje dobre, wrażliwe momenty. interesujące jest również wzbogacenie historii o kontekst polityczny dotyczący strajku kobiet. Ostatecznie zakończenie sztuki Wszystko na sprzedaż to piękne pożegnanie legendy polskiego kina. Sam spektakl jest niestety słabym hołdem dla reżysera i zdecydowanie bardziej polecam obejrzeć film z 1968 roku.
fot. główna: kadr ze spektaklu















