„Zachodów słońca malować nie wypada” Agaty Borowej w Galerii XX1

magazynszum.pl 14 godzin temu

Zachodów słońca malować nie wypada – tytuł najnowszej wystawy Agaty Borowej – brzmi jak ironiczna wskazówka, zasada albo artystyczne ostrzeżenie. Można odczytać go jako dialog z tradycją, pytanie o niepisane granice w sztuce współczesnej lub komentarz do sposobów przedstawiania natury w czasie kryzysu ekologicznego. Wystawa stawia jednak przede wszystkim pytania o tożsamość artystyczną malarki, w której pracach – otwartych na dyskurs – na pierwszy plan wysuwają się zagadnienia wrażeniowości i wrażliwości na formę.

W definicjach sztuki współczesnej często powraca teza, iż porzuciła ona tradycyjnie rozumiane piękno na rzecz idei, krytyczności i komentarza. Twórczość Borowej nie potwierdza tego podziału, choć z pewnością artystce nie chodzi ani o powrót do estetyzacji, ani o obronę dekoracyjności. Piękno, którego podtekst zawiera tytuł wystawy, w jej pracach nie jest osobnym tematem – pojawia się raczej jako efekt koncentracji na świetle, kolorze, powierzchni i na sposobach, w jakie rzeczy ukazują się oczom. Malarstwo Borowej nie aspiruje do reprezentowania świata, ale do uczestniczenia w jego odczuwaniu. Artystka konsekwentnie redukuje warstwy znaczeń i malarskich skojarzeń, by dojść do momentu, w którym obraz staje się wizualną deklaracją – polem otwartym na relację i współobecność.

Agata Borowa, „Zachodów słońca malować nie wypada”, widok wystawy w Galerii XX1, fot. Ignacy Skwarcan

Punktem wyjścia tej wystawy są: światło, kolor, oddech, powietrze, osobność, bycie ze sobą, wygląd rzeczy i ich materialna obecność. W malarstwie Borowej tworzą one pole doświadczenia. Artystka stosunkowo wcześnie podjęła próbę odejścia od figuracji na rzecz abstrakcji i uważnej obserwacji powierzchni; zainteresowała ją praca oka: organizowanie przestrzeni, nadawanie jej sensu poprzez rozpoznawanie podobieństw, zależności i relacji. Podobrazie nie było dla niej ani efektowną fasadą, ani malarskim fetyszem, ale zjawiskiem. Stopniowe odchodzenie od figuracji nie oznaczało zerwania z rzeczywistością, ale zmianę sposobu jej ujmowania. Coraz ważniejsza stawała się sama powierzchnia widzialnego − to, co przyciąga wzrok, a zarazem opóźnia rozpoznanie i wymaga dłuższego kontaktu.

W akwarelach i obrazach z lat 2013–2016 pojawiały się formy przypominające falujące morze, splątane gałęzie, strugi deszczu, tafle wody, skute lodem krajobrazy czy przeskalowane rysunki lodem na szybie, utrzymane często w odcieniach błękitu i granatu. Następnie zaczęły powstawać jednobarwne płótna, na których Borowa malowała pomięte powierzchnie papieru. Już te wczesne realizacje można odczytywać nie tylko jako abstrakcyjne krajobrazy, ale także jako prace prowadzące ku granicy, za którą obraz zaczyna mówić przede wszystkim o własnej materialności. To napięcie stanie się jednym z ważniejszych aspektów późniejszej twórczości artystki. Abstrakcyjne formy krajobrazowe w kolejnych latach przekształcą się w fałdy, zgięcia i zmarszczenia draperii na wielkoformatowych płótnach. Skały, burze, rozlewiska czy zlodowacenia przejdą w układy pofałdowanych tkanin, zasłon, prześcieradeł coraz bliższych ludzkiemu ciału. Z jednej strony będą to ślady czyjejś obecności, z drugiej zaś fizyczności samego płótna – formy oczekującej, gotowej tę obecność przyjąć.

Agata Borowa, „Zachodów słońca malować nie wypada”, widok wystawy w Galerii XX1, fot. Ignacy Skwarcan
Agata Borowa, „Ranne zorze”, 2026, instalacja, Galeria XX1, fot. Ignacy Skwarcan
Agata Borowa, „Postrzeleńcy”, 2012, tusz i ecolina na papierze, Galeria XX1, fot. Ignacy Skwarcan
Agata Borowa, bez tytułu, 2024, akryl na papierze, Galeria XX1, fot. Ignacy Skwarcan

Kolejne etapy w malarstwie Borowej układają się w spójną narrację, poszczególne motywy nawarstwiają się: wcześniejsze nie znikają, ale powracają w nowych układach i materialnych postaciach. Artystkę interesuje status obrazu oraz malarstwo jako nośnik emocji. Kluczową rolę odgrywa tu powierzchnia – hansenowskie chłonne tło, w obrębie którego głównym aktorem jest światło. U Borowej nie przestaje ono być źródłem malarskiego złudzenia, ale jego rola zostaje przesunięta: zamiast służyć przede wszystkim budowaniu przedstawienia, staje się narzędziem ujawniania relacji pomiędzy powierzchnią obrazu a pracą oka.

Wszystkie te zagadnienia ujawniają się na obecnej wystawie Borowej w Galerii XX1, ale pokaz przynosi też nowe wątki. Wprowadzają go prace przygotowane specjalnie na tę okazję, zestawione ze starszymi realizacjami i pozostające z nimi w wyraźnym dialogu. Poszczególne realizacje dopowiadają się nawzajem, ujawniając trwałość określonych tematów. Osią wystawy są serie akwarel w różnych formatach. Część z nich sprawia wrażenie zamkniętych całości, inne wydają się modułami większego układu. Taki sposób komponowania otwiera pole percepcji i organizuje warunki skupienia: pozwala porównywać, zatrzymywać się i samodzielnie budować relacje między pracami.

Kontekst nowej wystawy i zwrot artystki w kierunku akwareli eksponuje starszy, ale nieprezentowany wcześniej, cykl Postrzeleńcy z 2012 roku. Charakteryzują go malowane na papierze ciemne plamy w kształcie ludzkich głów widzianych pod słońce, którego blask wycina w ich obrysie groźny kształt, niemal jak ślad po kuli. Charakter tych prac pozostaje niejednoznaczny: z jednej strony wywołują niepokój, z drugiej ujawniają po prostu sytuację patrzenia w oślepiające światło i konfrontację z jego intensywnością. Choć cykl ten odbiega swoim wydźwiękiem od reszty prac, pozwala spojrzeć na twórczość Borowej z szerszej perspektywy. W serii Postrzeleńcy wyraźnie widać wrażliwość artystki na zewnętrzne bodźce, stany emocjonalne, zmysłowy wymiar malarstwa oraz traktowanie go jako nośnika napięć wewnętrznych. W nowszych pracach ambiwalencja piękna i grozy zanika, oddając pole kolorowi i światłu, artystka zachowuje większy dystans do wybranego tematu, który traktuje tyle poważnie, co ze swadą i przymrużeniem oka.

Agata Borowa, „Zachodów słońca malować nie wypada”, 2026, akwarele na papierze, Galeria XX1, fot. Ignacy Skwarcan
Agata Borowa, „Zachodów słońca malować nie wypada”, 2026, akwarele na papierze, Galerii XX1, fot. Ignacy Skwarcan

W nowej formalnie serii Mopowanie artystka eksperymentuje ze skalą prac i techniką. Maluje akwarele przy użyciu tytułowego narzędzia, pozostawiając na papierze (czy to będzie ciągnący się po ziemi rulon, czy kartka o bardziej standardowych wymiarach) charakterystyczny ślad, który tworzy formę jednocześnie płaską i sugerującą przestrzenność, banalną, a jednak wystudiowaną. W serii niewielkich „próbek” z kolei, artystka wyraźnie poszerza swoją dotychczasową paletę barw. W kontakcie z papierem − jego chłonnością, grubością i strukturą – kolor za każdym razem ulega zróżnicowaniu, przechodzi w odcienie, zyskuje własną skalę. To właśnie te różnice budują pejzaże, w których odnajdziemy ciepło i chłód wieczoru, cień na trawie, światło zanikające na wodzie i kolory zachodzącego słońca. Prace te można rozumieć jako zapis poszukiwania konkretnej barwy, ale równie istotny pozostaje sam proces.

Staje się on zresztą jednym z głównych tematów wystawy: proces jako doświadczenie materii, czas pracy, skupienie i powtarzalność gestu. Widz otrzymuje nie tylko efekt końcowy, ale także dostęp do etapów, które zwykle pozostają ukryte. Dowiaduje się, iż obraz nie pojawia się nagle jako gotowy rezultat, ale wyłania się z serii decyzji, sprawdzeń i przesunięć. Nie chodzi tu jednak o dydaktyczne objaśnienie warsztatu, ale o elementarną formę komunikacji: podzielenie się doświadczeniem patrzenia i pracy.

Ciekawym artystycznym gestem jest decyzja o powieszeniu w galerii gumowych rękawiczek pobrudzonych czerwoną farbą, która jest śladem, dowodem, tropem. Rękawiczki wskazują na pozycję malarki, rzemieślniczki, sprzątaczki, poprzez którą Borowa sytuuje się w polu sztuki. Mop, rękawiczki i banał zachodów słońca należą do porządku tego, co zwyczajne, dosłowne i mało wzniosłe, a zarazem dobrze wpisują się w przestrzeń sztuki współczesnej. To właśnie w tej zwyczajności ujawnia się istotny wymiar wystawy Borowej: przywiązanie do tego, co robocze, materialne i zmysłowo konkretne.

To wystawa o patrzeniu jako pracy i o malowaniu jako formie koncentracji. Chyba iż jednak wszyscy się mylimy i artystyczne rekwizyty oraz gesty Borowej są o wiele bardziej przewrotne, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje. Być może pod płaszczykiem „tego, co zwyczajne”, artystka sugeruje inne możliwości interpretacji swoich prac. Ostatecznie w kulturze przepełnionej przemocą ludzki umysł bez trudu może dopatrzeć się w poplamionych czerwoną substancją rękawicach i śladzie po mopowaniu mroczniejszego scenariusza. Może i przedmiot, i gest są rekwizytami zbrodni popełnionej w obronie sztuki lub przeciw sztuce, albo w imię którejś z jej zasad…

Magdalena Linkowska

Idź do oryginalnego materiału