Zaskakujący finał zdarzeń

polregion.pl 3 dni temu

30 października 2025

Nie wierzę, iż w czterdziestym czwartym roku życia muszę przewrócić wszystko do góry nogami. Pakuję rzeczy do walizki, myśląc o tym, co przede mną. Muszę powiedzieć synowi, iż dopiero po nowej pracy poinformuję go o zmianach. Dobrze, iż mama wciąż przy mnie, choć tata odszedł już dawno zmarł w młodym wieku, a jego pasją była stomatologia, więc i ja podążyłam jego śladem.

Mój rozwód z Arturem przebiegł spokojnie. On nie ukrywał, iż ma dość mojego wsparcia i iż gdy przestaniesz grać w hazard, nie zostanę przy tobie. Obiecał rzucić nałóg, ale nie potrafił zrobić tego sam. Razem spędziliśmy dwadzieścia dwa lata, z czego dziesięć to już jego własny świat pełen długów, które ja spłacałam przy pierwszej okazji. Moja teściowa błagała mnie: Zuzanko, nie rozwodź się, może kiedyś Artur zerwie z grą. Ja już nie miałam sił Zrobiłam wniosek o rozwód i chcę, żebyś wiedziała, iż to nie będzie niespodzianka, powiedziałam jej wbrew własnym nadziejom.

A dokąd zamierzasz się udać? Gdzie będziesz mieszkać, skoro mieszkanie Artura nie możesz zostawić? pytała. Nie wynajmę; wyprowadzam się na stałe do innego miasta i nie zamierzam zdradzać mu miejsca. Zwolniłam się z pracy, bo dentystów nigdzie nie brakuje. Marzyłam o własnym gabinecie, ale nie wiem, skąd wziąć pieniądze, skoro on wciąż przegrywa.

Wracam do domu matki w Krakowie, mieście w którym się urodziłam. Po studiach chciałam od razu wrócić tutaj, ale małżeństwo z Arturem zatrzymało mnie. Miał już dwupokojowe mieszkanie odziedziczone po babci, która przeprowadziła się do rodziców męża.

Cześć, mamo! wpadłam w jej ramiona, szczęśliwa. Jestem na stałe, jak obiecałam.
Brawo, kochanie! Mówiłam ci, iż przed tobą cały świat. Nikodem cię zrozumie, jest już na studiach, odparła, rozpromieniona, była pielęgniarką, która niedawno przeszła na emeryturę.

Następnego dnia zapytałam: Czy Irek Romanowski przez cały czas pracuje, czy już przeszedł na emeryturę?.
Wciąż prowadzi prywatną klinikę, tylko nie leczy już sam, a zarządza. Porozmawiałam z nim, kiedy powiedziałaś, iż przyjeżdżasz na stałe. Chętnie cię przyjmie.

Mamo, świetnie, iż się załatwiłaś. Tata zawsze wspierał nas, a ja kiedyś w wakacjach spotkałam go i on mówił, iż zawsze mogę na niego liczyć. Dziś go odwiedzę.

Minął drugi rok, odkąd pracuję dentystką w krakowskiej przychodni. Znam już miasto, mój gabinet, stałych pacjentów. choćby syn Nikodem przyjechał na wakacje dorósł i nie wyjechał jeszcze do taty.

Jednego popołudnia, po wypuszczeniu kolejnej pacjentki, zwróciłam się do pielęgniarki Kasi:
Zaprośmy kolejnego.
Proszę wejść odezwała się zza recepcji.

Zauważyłam mężczyznę w średnim wieku, którego wcześniej nie widziałam. Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie został skierowany przeze mnie, czy ktoś mu polecił. Skinęłam mu w kierunku fotela.

Usiadł, twarz miał spokojną i niewzruszoną.
Otwórz usta powiedziałam i po krótkim badaniu stwierdziłam: próchnica w trzonie prawego górnego zęba.
Leczyć, usuwać odezwał się krótko, patrząc mi w oczy.

Kasiu, przygotuj znieczulenie rzuciłam do asystentki, po czym zwróciłam się do pacjenta.
Zrobię zastrzyk, nie poczujesz nic.

Nie chcę zastrzyku odparł nagle.
Co? nie zrozumiałam.
No więc ale mnie bez igły

Zaskoczyło mnie to. Pomyślałam: Albo to robot, albo ktoś, kto czerpie przyjemność z bólu. Pobrałam wiertło i zaczęłam pracę, choć mężczyzna nie mrugał, gdy drążyłam ząb. Po wypełnieniu spytałam delikatnie:
Czy boli?
Nie odparł, choć wiedziałam, iż to nieprawdą.

Spotkamy się pojutrze na wypełnienie powiedział, wstając. Kasiu przyglądała się mu z zainteresowaniem.
Co za facet mruknęłam, gdy drzwi się zamknęły. Twardy i odważny bez igły.

Kasia, nie szczędząc słów, dodała:
Myślę, iż w niej się zakochał. Patrzył na ciebie nie jak na lekarza, a jako na kobietę. Może udawał twardziela, by się zaimponować.
Ojej, Kasiu, twoja wyobraźnia wzięła górę roześmiała się.
Nie żartuję. Zauważyłam go, bo zwykle nie masz czasu, by obserwować. Czuję, iż zaraz zaproponuje randkę.
Daj spokój. Jak ma na imię? Proszę, Prok… Proszę, Prokop? Nie ma szans, że…
Dlaczego? spytała lekko rozczarowana.
Bo wolę mężczyzn, którzy czują, nie twardych maszyn. Ten jest raczej jak terminator

Następnego dnia Prokop przybył punktualnie pod koniec zmiany. Kasię przywitała jak starego przyjaciela:
Proszę przejść, Prokop Antonowicz.
Zuzanna przywitała go suchym, ale uprzejmym tonem.
Dzień dobry, usiądź. Dziś zrobimy wypełnienie.

Pracowałam długo, a Prokop znosił to z godnością. Gdy skończyłam, spytałam:
Czy było bolesne?
Nie odrzekł krótko.
Pewnie kłamiesz pomyślałam, mieszając kompozyt.

Kiedy wstał, spojrzał mi prosto w oczy:
Dziękuję To chyba mój ostatni pacjent na dziś, mogę podwieźć do domu.
Nie, dziękuję, sama dojadę. Czy zapisać mnie na kolejną wizytę?
Tak, proszę.
Czy macie wolny termin w sobotę?
Kasia przeglądała terminarz:
O, mamy wolny o dziewiątej rano, reszta zajęta.
Pasuje? zapytała pacjent.
Będę zatem w sobotę o dziewiątej potwierdził.

W soboty lubię jeździć do pracy mniej korków, mniej pośpiechu. Po przyjeździe otwieram gabinet, zakładam biały fartuch, parzę kawę i siadam przy oknie. Minęło dwadzieścia minut do pierwszego pacjenta, a moje oczy wpadły na Prokopa, który nerwowo chodził po podwórzu przychodni, przysiadał na ławce, wstawał i znowu spacerował. Jego wyraz twarzy różnił się od tego z fotela.

Ciekawe, co się stało, iż dziś wydaje się taki niepewny pomyślałam.

Po wypiciu kawy odłożyłam kubek, otworzyłam okno i zawołałam:
Prokopie, wchodź! odwrócił głowę ze zdziwieniem.
Co? Jest już po dziewiątej?
Nie ma różnicy, już tu jesteśmy uśmiechnęłam się i zamknęłam okno.

Wszedł i przyznał:
Nie jestem jeszcze w pełni gotowy zarumienił się.
Czy mam go odłożyć na później? zapytałam.
Dlaczego później, kiedy mówiłeś, iż nie jesteś gotowy?

Patrzył na mnie i wyznał:
Nie jestem tchórzem, ale boję się dentystów. Zawsze się przygotowuję mentalnie przed wizytą.
Nie rozumiem, czemu odrzuciłeś igłę?
Boję się igieł bardziej niż bólu przyznał.
To nic niezwykłego, wszyscy się boją, ale postaram się, by było prawie bezbolesne odpowiedziałam, a po krótkim znieczuleniu uśmiechnąłem się do niego ciepło. Zabieg zakończył się gwałtownie i pomyślnie.

W poniedziałek rano Prokop przechadzał się przed przychodnią z bukietem kwiatów, patrząc na zegarek. Koledzy lekarze patrzyli z ciekawością, zastanawiając się, kto mu taką niespodziankę przyniósł.

Podszedłem do niego, a on podniósł bukiet i powiedział:
Dzień dobry, to dla pana. Teraz rozumiem, iż igła nie boli. Dziękuję i zapraszam na kolację, jeżeli nie ma pan nic przeciwko.
Serdecznie zapraszam uśmiechnął się, pokazując białe, lśniące zęby.
Dzwonię, mam wasz numer, już nie mogę się doczekać wieczoru.

Randka była cudowna. Myślałam, iż Kasię nieźle zmyliła Prokop naprawdę okazał się wrażliwym, uroczym człowiekiem, a nie twardym maszyną.

Zapisuję to w pamiętniku, bo zaskoczyło mnie, jak życie potrafi nagle zmienić kierunek, kiedy najmniej się tego spodziewasz.

Idź do oryginalnego materiału