Po Guyu Ritchiem wiadomo, czego się spodziewać. Brytyjski reżyser od lat sprzedaje nam te same sztuczki ze swojego autorskiego rękawa, a my, widzowie, ciągle wracamy do kina po więcej. Pytanie tylko, czy najnowsi Zawodowcy odhaczają wszystkie znane z jego twórczości rubryki i czy warto odwiedzać multipleks po to samo kino akcji już po raz dziesiąty.
Na pierwszy rzut oka najnowsze dzieło reżysera zapowiada się trochę inaczej niż jego poprzednie twory. Nie tyle w stylistyce, bo od pierwszej minuty czuć, czyj to film, ile w otoczce. Rachel Wild (Eiza González) ma odzyskać miliard dolarów, który przywłaszczył sobie z kasy międzynarodowej korporacji gangster Salazar. Szkopuł w tym, iż winowajca dysponuje własną wyspą bronioną przez prywatną armię. Aby misja się powiodła, bohaterka zatrudnia dwóch wybitnych najemników granych przez Henry’ego Cavilla i Jake’a Gyllenhaala, którzy mają wyrwać przestępcy tę pokaźną sumę. Założenie jest proste, a dalszy tok akcji łatwo przewidzieć. To typowy „heist movie”, tyle iż zamiast napadu na kasyno czy bank dostajemy skok na egzotycznej wyspie. Poza zmianą dekoracji reżyser nie sili się tu na żadną oryginalność.
fot. „Zawodowcy” / materiały dystrybucyjne Monolith FilmsZawodowcy to w gruncie rzeczy Ocean’s Eleven: Ryzykowna gra przepuszczone przez pryzmat Guya Ritchiego. Otrzymujemy czyste, bezpretensjonalne kino akcji, które nie zatrzymuje się ani na sekundę, a w którym bohaterowie zachowują się tak, jakby zawczasu przeczytali scenariusz. Reżyser rzuca nam przed oczy przebitki i błyskawicznie zmontowane sceny, a postacie w tym samym tempie wypluwają z siebie suchary i riposty rodem z akcyjniaków z kaset VHS. W tym gatunku to żaden zarzut, ale cały jego myk. Sporą część seansu zajmują przygotowania, by w drugiej połowie film wreszcie eksplodował serią pościgów i strzelanin.
Fabuła nie jest najbardziej wciągającym elementem tego filmu – jest nim obsada i to głównie dla niej zostajemy w fotelu. Dialogi i chemia między aktorami to najmocniejsza broń tego filmu. Eiza González wyraźnie świetnie się bawi w swojej roli, a Cavill z Gyllenhaalem płynnie przeskakują pomiędzy luźnym docinaniem, a odgrywaniem bezwzględnych twardzieli. Z ich przekomarzań wyłania się dynamika, która nadaje całości smaku i sprawia, iż seans wydaje się ciekawszy, niż wynikałoby z samego scenariusza. Niezły drugoplanowy występ zalicza też Fisher Stevens jako oślizgły prawnik, któremu tytułowi zawodowcy uprzykrzają życie.
Szkoda tylko, iż poza aktorami gatunkowa sztampa i nieomylność bohaterów gwałtownie zaczynają nużyć. Protagoniści są w zasadzie nietykalni: kładą dziesiątki przeciwników bez jednego zadrapania i nigdy nie muszą choćby przeładować broni. choćby w starciu z całą armią nie czuć cienia realnego zagrożenia, bo z góry wiemy, iż i tak wyślizgną się z każdej, najbardziej choćby śmiertelnej sytuacji. Te nieustanne szachy 5D sprawiają, iż mimo wybuchów i pościgów napięcie po prostu nie istnieje, a stawka topnieje, zanim zdąży się na dobre podbudować. Po części jest to zrozumiałe, bo nie mamy tu do czynienia z ambitnym kinem, które chce studiować swoje postacie albo zaskakiwać nas nieoczywistymi elementami. Prędzej czy później bezkarność bohaterów zaczyna jednak pracować przeciwko samemu filmowi.
fot. „Zawodowcy” / materiały dystrybucyjne Monolith FilmsPod efektowną fasadą zostaje zaskakująco mało. Ritchie kręci ten film niesamowicie powierzchownie – liczy się jego estetyka, w której protagoniści są wspaniali, a łotrzy kręcą złowrogo wąsami, wylegując się nad basenem z modelkami. Bohaterowie bywają przez to nieludzko płascy, jakby wycięto ich z magazynu mody, a nie ulepiono z krwi i kości. Do tego w szwach prześwitują niedoróbki. Montaż bywa poszarpany, a w fabule nie brakuje dziur i bezsensów, których nie tłumaczy choćby konwencja durnego filmu akcji. Scenariusz pełen jest scen, w których bohaterowie tłumaczą nam co się dzieje, zamiast to pokazać – brakuje w tym jakiejkolwiek finezji. Co gorsza, reżyser tak długo eksploatuje motyw nieomylnych specjalistów „najlepszych w fachu”, iż formuła zaczyna już rzęzić. Przekręt i Sherlock Holmes pokazały, iż potrafi pisać znacznie zgrabniej. Tutaj sięga po dokładnie te same narzędzia, ale używa ich na pół gwizdka, jakby ufał, iż sam szyld i gwiazdorska obsada wystarczą, by film okazał się dobry.
I po części wystarczają, ale tylko do wzruszenia ramion. Zawodowcy to sprawny, przyjemny film akcji składający się z kilku celnych bezbeków i udanych scen bezmyślnej sieczki. Kłopot w tym, iż pod całym tym lśnieniem brakuje świeżych pomysłów, a w porównaniu do poprzednich filmów reżysera cała akcja wypada blado. Bo choć Ritchie pozostaje zawodowcem w swoim fachu, akurat ten tytuł zniknie z jego filmografii równie szybko, jak się w niej pojawił.

















