Bosacka podzieliła się przemyśleniami na temat rodziny. "My jesteśmy bardzo ważni, ale..."

gazeta.pl 2 godzin temu
Katarzyna Bosacka wchodząc w drugie małżeństwo, zaczęła tworzyć rodzinę patchworkową. Jak jej się to udaje? Dziennikarka powiedziała, o czym nie można zapominać.
Katarzyna Bosacka poślubiła Tomasza Makulskiego w 2025 roku, będąc kobietą po rozwodzie i z czwórką dzieci. Wiedziała, iż przedstawiając dzieciom nowego partnera, wchodzi tym samym w patchwork, który jest bardzo powszechny szczególnie w show-biznesie. Odnalezienie się w tej sytuacji nie jest proste, ale gwiazda TVP ma już doświadczenie, którym podzieliła się z nami podczas wiosennej ramówki.

REKLAMA







Zobacz wideo Bosacka wprost o patchworku. Ma radę



Katarzyna Bosacka nie ukrywa, co jest ważne w patchworku. "Trudne wyzwanie"
Zapytaliśmy dziennikarkę, czy tworzenie rodziny patchworkowej jest trudnym wyzwaniem. - Bardzo - odpowiedziała stanowczo. - My jesteśmy teraz z Tomaszem rodziną patchworkową, ale mamy takie priorytety, iż my jesteśmy bardzo ważni, ale też nasze dzieci są ważne - uzupełniła Bosacka. - To często jest tak, iż w patchworkowych rodzinach nowi partnerzy wchodzą do rodziny i myślą, iż będą mieć tego partnera na wyłączność... - podzieliła się obserwacją. - To tak nie działa - dodała, wspominając, iż poznajemy partnera z jego całą historią, dziećmi, rodzicami oraz zwierzętami.
- Jakoś trzeba te puzzle poukładać, ustalić sobie priorytety. My jesteśmy ważni, nasze dzieci są ważne, nasi przyjaciele są ważni, relacje są ważne, a czyszczenie chaty mniej. Wtedy po jakimś czasie zaczyna to działać - opisała dziennikarka. Jest chodzącym dowodem na to, iż warto dać szansę miłości po zakończonym małżeństwie i ponadto można tworzyć zgrany patchwork.


Katarzyna Bosacka szczerze podsumowała stan po rozstaniu. Dzięki bliskim zaczęła funkcjonować normalnie
Rozstanie po 26 latach to nic przyjemnego - historia dziennikarki pokazuje, jak bolesne może być zakończenie związku. Bosacka opowiadając o swoim stanie, dodała z pewnością otuchy innym. - Na początku nie ma gniewu, jest tylko szok i niedowierzanie. To jak spadanie w dół, w nicość. Nie możesz jeść, spać, myśleć. Wszystko, co budowałaś przez lata w jednej chwili rozsypuje się w pył - zdradziła w "Kobiecym gadaniu". Wtedy z pomocą nadeszli bliscy. - Podawali mi wodę, pilnowali, żebym zjadła dwie łyżki zupy, zabierali na spacery. To oni mnie uratowali - opowiadała.
Idź do oryginalnego materiału