Cross Blitz – recenzja (PC). O piątce bohaterów, co grali w karty

pograne.eu 3 dni temu

Karcianych roguelitów jest w tej chwili za trzęsienie. Mam wrażenie, iż od czasu sukcesu Slay the Spire rosną jak grzyby po deszczu. Nie jest to może mój ulubiony gatunek gier, ale w kilka takich produkcji grałem i bawiłem się całkiem nieźle. Cross Blitz od Tako Boy Studios również zalicza się do tego grona, a ja postaram się Wam powiedzieć, czy warto po tę pozycję sięgnąć, czy raczej omijać ją szerokim łukiem.

Spis Treści

  • Pięć krótkich historii
  • Czas na pojedynek
  • Wybierz, pokonaj i idź dalej
  • Dużo tego wszystkiego
  • Oprawa na 102
  • Czy warto sięgnąć po Cross Blitz?

Pięć krótkich historii

Zacznę od trybu fabularnego, który składa się z pięciu opowieści dodatkowo podzielonych na trzy rozdziały. W każdej z nich wcielamy się w inną postać, a na ukończenie wszystkich potrzeba około dziesięciu godzin. Niestety, brak im czegoś odkrywczego. Przez cały czas przechodzimy z planszy na planszę, bierzemy udział w krótkich rozmowach oraz walczymy z przeciwnikami. Co prawda, raz na jakiś czas znajdźmy jakąś skrzynię lub wykonamy zadanie poboczne, ale koniec końców sprowadza się to do tego samego. Zdarzały mi się jednak natknąć na kilka ciekawych wyzwać. Szkoda tylko, iż było ich tak mało.

Jeżeli chodzi o same scenariusze, to w pewnym momencie odechciało mi się choćby czytać wypowiedzi postaci, ponieważ nie wnosiły one zupełnie nic do samej rozgrywki. Cross Blitz pozwala choćby na dokonywanie wyborów dialogowych tu i ówdzie, ale nie ma to zupełnie wpływu na zakończenie historii. Przyznam się także, iż dwóch ostatnich opowieści nie dokończyłem, bo zwyczajnie nie miałem już ochoty na kolejne przeskakiwanie sztampowych tekstów.

Fabułę należy tu niestety traktować jako samouczek przygotowujący do trybu roguelite. Oczywiście można ją pominąć, ale mechanik jest sporo, więc dobrze jest się z tym wszystkim zapoznać, zanim wskoczy się na głęboką wodę. Oprócz tego miałem też wrażenie, iż niektóre talie są zdecydowanie słabsze. Dwie pierwsze opowieści ukończyłem bez żadnego problemu, ale w trzeciej miałem już kłopot z pokonaniem niektórych przeciwników.

Czas na pojedynek

Pomimo niezbyt porywającego trybu fabularnego bawiłem się w nim świetnie dzięki bardzo fajnie zaprojektowanemu systemowi walki. Każda potyczka to starcie dwóch postaci i ich talii. Zaczyna pierwszy gracz, który wykłada swoje karty na stół, po czym odpala fazę ataku. Gdy akcja się zakończy, tura przechodzi na drugą stronę, dopóki jeden z dowódców nie straci wszystkich punktów życia.

Podstawowe zasady są naprawdę proste, ale dzięki zdolnościom kart, czarom i reliktom, które w znaczny sposób wpływają na obraną strategię, pojedynki mocno się od siebie różnią. choćby bójka z tym samym adwersarzem może obrać zupełnie inny kierunek, jeżeli podejdziemy do niej w inny sposób. Do gustu bardzo mi również przypadły malutkie wyzwania, które stawiane są przed nami w praktycznie każdej walce. Czasami, aby je wykonać trzeba mieć konkretny typ wojownika, co zachęca do zdobywania nowych karty i zmiany podejścia do danej sytuacji. Powiem szczerze, iż to właśni ten aspekt całej rozgrywki najbardziej zachęcał mnie do kontynuowania linii fabularnych.

Wybierz, pokonaj i idź dalej

Oprócz trybu opowieści w Cross Blitz dostępna jest także opcja bazująca na systemie roguelite. Rozpoczynamy od wyboru bohatera lub bohaterki z listy dwudziestu postaci. Następnie decydujemy się na obszar oraz przeciwnika, którego chcemy pokonać w danej próbie. Gdy już wszytko jest gotowe, gra wrzuca nas na losową drabinkę z mnóstwem odnóg, na końcu której staniemy do walki z bossem. Po ukończeniu próby odblokowujemy kolejne plansze oraz otrzymujemy walutę służącą do rozbudowy i ulepszania naszego zastępu herosów.

Trochę szkoda, iż rozpoczynając zabawę w tym trybie, nie mamy od razu dostępu do wszystkiego. Z drugiej strony dzięki temu mamy zachętę do kontynuowania rozgrywki w tym trybie. Podoba mi się również fakt, iż tutaj nie musimy przedzierać się przez stertę dialogów. Jesteśmy tylko my, nasza postać oraz wydarzenia i przeciwnicy napotykani po drodze. Sama walka nie różni się za bardzo od trybu fabularnego. Największą zmianą jest natomiast sposób, w jaki tworzy się talię. Za niektóre z wydarzeń, jak i wygrane potyczki możemy do swojego zestawu dodać kilka nowych kart. System ten jest bardzo przyjemny i miło spędzało się przy nim czas.

Dużo tego wszystkiego

Kolejnym dużym plusem tego tytuł jest ogromna różnorodność. Jednostki posiadają mnóstwo umiejętności takich jak tarcza, szybki atak czy zdolność odpalenia jakiegoś efektu po śmierci. Każdy heros ma też kilka super kart specjalnych, które w połączeniu z dobrze dobranymi reliktami potrafią stworzyć przepotężne kombinacje. Lubię, gdy gra pozwala kombinować tak, iż pewnym monecie jesteśmy po prostu nie do powstrzymania, a w jednej turze potrafimy zadać gigantyczną liczbę obrażeń. Niestety po kilkunastu godzinach widać, iż część z przygotowanych talii jest dużo słabsza niż inne. Nie jest to na szczęście jakiś ogromny problem, ponieważ opcji PvP tu nie uświadczymy.

Oprawa na 102

O samej kwestii graficzno-muzycznej pisałem już trochę w moich pierwszych wrażeniach z tej produkcji. Nikogo nie zdziwię, jeżeli napiszę, iż wiele w tej kwestii się nie zmieniło. Cross Blitz wygląda naprawdę przepięknie. Zarówno plansze, jak i ilustracje na kartach pełne są pikselartowych szczegółów. Każdy nowy biom dopieszczony jest do granic możliwości, a kolorystyka cieszy oko. Oprawa audio także stoi na wysokim poziomie. Odgłosy ataków i czarów brzmią, z braku lepszego słowa, mięsiście. Przygrywająca w tle muzyka idealnie komponuje się z rozgrywką, a w trybie fabularnym zmienia się, w zależności od tego, co nasz bohater w danym momencie przeżywa.

Czy warto sięgnąć po Cross Blitz?

Według mnie tak. Pomimo średniej fabuły, która niczym nie zaskakuje liczba kombinacji oraz przyjemny system roguelite potrafią dostarczyć wiele godzin przyjemnej zabawy. Czy warto natomiast wydać na ten tytuł prawie sto złotych? Użytkownicy platformy Steam oraz recenzenci ze stron takich jak OpenCritic czy Metacritic mówią, iż tak. Ja natomiast uważam, iż spokojnie można poczekać na jakąś promocję. Pozycja ta nigdzie nie ucieknie, a Wy możecie zaoszczędzić trochę grosza. Polecam więc dodać projekt Tako Boy Studios do swojej wishlisty i monitorować cenę. o ile natomiast jesteście fanami karcianych rogalików i w tej chwili nie macie za bardzo, w co grać, to spokojnie możecie się na zakup zdecydować już teraz. Jestem prawie pewny, iż żałować nie będziecie.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Cosmocover.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższej recenzji.
Idź do oryginalnego materiału