DC Horror: Koszmarne Komando. Tom 1 – recenzja komiksu

popkulturowcy.pl 3 tygodni temu

Uniwersum DC Comics pełne jest stojących po stronie dobra bohaterów i toczących z nimi nieustanny bój potworów. Ale czy każdy potwór faktycznie jest zły?

Potwory DC powracają! Koszmarne Komando zapuszcza się w najstraszniejsze zakątki uniwersum DC, gdzie odkrywa makabryczne tajemnice i szokujące prawdy. W tej mrożącej krew w żyłach opowieści powietrze jest gęste od strachu, pazury są gotowe do ataku, kły błyszczą, a krew leje się strumieniami. Czy potwory z Koszmarnego Komanda to tylko ohydne maszyny do zabijania, czy może ostatnia nadzieja ludzkości? Odpowiedź kryje się w cieniu. Scenariusz komiksu napisał David Dastmalchian („Count Crowley”, „The Suicide Squad”, „Late Night with the Devil”).

– opis wydawcy.

fot. strona z komiksu (Egmont)

Koszmarne Komando to komiks, który już samym szyldem „DC Horror” próbuje obiecać coś więcej niż standardową superbohaterską rozwałkę. Mamy potwory, mamy rządowe machinacje, mamy Brainiaca czającego się w cieniu… Brzmi jak przepis na coś naprawdę mrocznego. Pytanie tylko, czy faktycznie dostajemy horror, czy raczej sprawnie zrealizowany akcyjniak w przebraniu.

Fabuła rozpoczyna się dość klasycznie: rząd USA wysyła specjalny oddział złożony z potworów, by zneutralizować tajemniczą broń na małej wyspie Wybrzeża Szkieletowego, niedaleko Namibii. Już od początku czuć, iż coś tu nie gra – i słusznie. gwałtownie okazuje się, iż cała misja to jedynie przykrywka, a generał stojący za operacją działa na rzecz Brainiaca. Prawdziwym celem wyprawy nie jest żadna broń, ale zbadanie, jak działa „tryb szału” u potworów i jak można go kontrolować.

fot. strona z komiksu (Egmont)

Pierwsze rozdziały skupiają się głównie na przedstawieniu drużyny. Każdego bohatera poznajemy osobno, dostajemy jego krótką historię, motywacje oraz to, co czyni go unikalnym na tle reszty zespołu. I choć kadry aż kipią od ruchu, a layouty są bardzo dynamiczne, tempo narracji pozostaje raczej powolne. To sprawia, iż komiks mocno się wyróżnia – w pewnym momencie autorzy rzucają czytelnika w sam środek chaosu, by później, już w spokojniejszej atmosferze, rozstawiać kolejne pionki na planszy.

Dialogi wypadają naturalnie, ale jednocześnie… nie brzmią one realnie. Trudno je nazwać dialogami stricte „dla dorosłego odbiorcy”. Zresztą cały komiks sprawia wrażenie, jakby balansował na granicy. Historia chce być mroczna, ale nie do końca ma odwagę w tę mroczność wejść na serio.

Od strony artystycznej jest natomiast naprawdę solidnie. Kreska jest szczegółowa, kadry dynamiczne, a layouty świetnie wykorzystują potencjał scen akcji. Kolorystyka również robi swoje: podczas walk dominują żywe, intensywne barwy, wspomnienia toną w sepii, a sceny poważniejsze, smutniejsze – otrzymują stonowaną, spokojną paletę kolorów. To wszystko sprawia, iż komiks ogląda się z dużą przyjemnością.

Zobacz również: Asteriks. Osiedle bogów. Tom 17 – recenzja komiksu. Ponadczasowy

fot. strona z komiksu (Egmont)

Relacja słowa z obrazem jest poprawna i przemyślana. Dymki są dobrze wkomponowane w kadry, a liczne onomatopeje podkręcają dynamikę wydarzeń. Całość faktycznie potrafi trzymać w napięciu, zwłaszcza iż każdy rozdział wieńczy kadr z Brainiacem, który stopniowo odsłania elementy swojego planu. Szkoda tylko, iż sam Brainiac – jeden z potężniejszych antagonistów DC, zostaje tu sprowadzony do roli typowego „złola”. To chyba największa wada tego tomu – antagonista, którego znamy z pragnienia zdobycia wszelkiej możliwej wiedzy, tutaj sprowadzony jest do łotra tworzącego bomby ze starszych ludzi…

I właśnie tu pojawiają się największe problemy. Koszmarne Komando momentami aż za bardzo wpada w znane schematy. Doktor West pełni niemal identyczną funkcję jak Amanda Waller, a porucznik Shrieve to w zasadzie Bucky Barnes w wersji DC. Do tego dochodzą sceny, które wyglądają jak żywcem wyjęte z typowego kina akcji – żołnierze z supermocami walczący z robo-zwierzętami w dżungli. A to zaledwie szczyt góry lodowej. Cała historia wydaje się być niespójna, niektóre działania złoczyńców bez sensu, a sam czytelnik, po zakończeniu tomu, nie jest do końca pewien, o co tak naprawdę chodziło Brainiacowi.

DC Horror: Koszmarne Komando. Tom 1 to komiks niezły, ale bez większych fajerwerków. Na plus należy zaliczyć dużą dawkę dynamiki, atrakcyjną oprawę wizualną, rozbudowaną scenografię oraz dobrze napisanych bohaterów – każdy z nich ma własny charakter, temperament i własne cele, dzięki czemu każdy z nich wyróżnia się nie tylko wyglądem, ale i osobowością. Z drugiej strony fabuła nie zawsze wykorzystuje swój potencjał, a najważniejsze postacie, na czele z głównym złoczyńcą, wypadają zaskakująco płasko. To dobra, lekka przygoda dla osób szukających akcji i efektownych kadrów, ale raczej nie tytuł, który na długo zostanie w pamięci.


Scenarzysta: David Dastmalchian

Ilustrator: Jesús Hervás

Wydawca: Egmont

Premiera: 10 grudnia 2025 r.

Oprawa: twarda

Stron: 144

Cena katalogowa: 79,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału