Wyobraźcie sobie, iż nareszcie macie w rękach książkę, której reklamy widzieliście na wszystkich swoich social mediach. Ma piękną okładkę, barwione brzegi, po prostu miód malina. Jednak kiedy ją otwieracie i wczytujecie się w jej treść, zaczynacie wątpić, czy autor aby nie napisał jej dla żartu. Zatem czy zła książka może być dobra?
Każdy czytelnik był kiedyś w podobnej sytuacji. Zawód spowodowany kiepską lekturą to żadna przyjemność. Czasem odczuwamy go podczas czytania, a bywa i tak, iż zdajemy sobie sprawę z defektów książki dopiero, gdy skończymy ją i chwilę poświęcimy na przemyślenie jej treści. Raz ciśnie nam się na usta „Aha… to tyle?”, a innym razem „Boże, co ja przeczytałam”. W każdym razie coś w książce nas nie satysfakcjonuje. Czujemy się zawiedzeni, zdenerwowani, mamy poczucie straconego czasu. Ale czy rzeczywiście lektura zła to lektura zmarnowana? A może da się wyciągnąć z tej przykrej sytuacji jakieś pozytywy?
kadr z filmu Piękna i Bestia (1991)Warto najpierw się przyjrzeć, czym spowodowany został nasz zawód. Często będzie to po prostu poczucie znudzenia książką, która wedle wszystkich oczekiwań miała okazać się ciekawa. Denerwuje nas też fakt, iż zmarnowaliśmy na kiepską pozycję nie tylko czas, ale i pieniądze. Książka to nie tylko dzieło sztuki, to też towar. Kupujemy go, wydajemy na niego dość sporo, a dostajemy coś, co nie spełnia podstawowej funkcji, którą jest dostarczenie nam przyjemności. Możemy poczuć się choćby oszukani. O ile jednak ma to sens w przypadku książek niedorobionych redakcyjnie, o tyle nasze subiektywne odczucia dotyczące treści nie zawsze stanowią idealny wyznacznik dla jakości książki. Czasem coś po prostu nie jest dla nas.
Sama doświadczyłam ostatnio czegoś podobnego. Dostałam na urodziny trzy tomy dość znanej serii z podgatunku fantastyki, jakim jest romantasy. Książki są przepięknie wydane, zdecydowanie cieszą oko. Tyle iż jak zaczynamy czytać, gwałtownie przekonujemy się, iż historia to kolaż booktokowych tropów i nic poza tym. Nie ma w tym głębi. Fabuła koncentruje się na mało pasjonującym romansie naszej głównej bohaterki z ciemnowłosym księciem bad boyem. Świat jest niedorobiony, pełen sprzeczności i sztampowy. Przeczytałam wszystkie trzy książki i niemiłosiernie mnie one zirytowały. Dostałam je od osoby bardzo mi bliskiej, dlatego było mi też przykro, iż autorka tak mnie nimi zawiodła.
Takie uczucia, poczucie niesprawiedliwości, nieprzyjemności, sprawiają, iż zaczynamy się zastanawiać. I właśnie to poruszenie nas do myślenia jest największą wartością, jaką możemy wynieść z nieudanej lektury. Dobra książka zwykle po prostu nam się podoba, co zresztą sprawia, iż znacznie trudniej się ją recenzuje. Jesteśmy nią usatysfakcjonowani i zwykle nie chcemy tego poczucia burzyć. Ze złymi książkami sprawa wygląda zgoła inaczej. To wkurzenie stanowi impuls, iskierkę, która nasuwa nam konkretne pytania. Co mnie w tej książce tak zdenerwowało? Czemu tak jest? Co to mówi o mnie i moich preferencjach? Moich wartościach? Wiem, to brzmi nieco górnolotnie. Jak przy czytaniu słabego romantasy mamy odkrywać naszą wewnętrzną aksjologię? A jednak jeżeli denerwuje nas powtarzalność tropów, możemy śmiało założyć, iż w literaturze cenimy sobie oryginalność. Że ważna jest dla nas praca włożona w kreacje bohaterów, w fabułę. Że może nie czytamy jedynie dla czystej przyjemności, ale chcemy czegoś więcej?
W naszym podejściu do literatury objawia się stosunek do świata. jeżeli lubimy czytać historie skupione na złoczyńcach, na przykład Balladę ptaków i węży Suzanne Collins, prawdopodobnie interesuje nas pytanie, skąd się bierze zło. Słabość do wątków, w których złoczyńcy odkupują swoje winy, świadczyć może to o wierze w to, iż rzeczywiście występki mogą zostać wybaczone i zrekompensowane. jeżeli zaś takie zabiegi fabularne się nam nie podobają, raczej uznajemy, iż trzeba czegoś więcej, by postaci można było przebaczyć dawne winy. Nasze preferencje mówią sporo o nas samych, choć wiadomo – nie można tego upraszczać. Ktoś, kto lubi Coriolanusa Snowa, nie musi być od razu zwolennikiem brutalnej dyktatury. A i często wielbiciele postaci moralnie nieskazitelnych w prawdziwym życiu okazują się skończonymi mendami. Są to więc kwestie subtelne i wymagające samodzielnego przemyślenia.
kadr z filmu Imię róży (1986)Nad wejściem do starożytnej wyroczni w Delfach wisiał napis głoszący: „Poznaj samego siebie”. Słaba lektura zdecydowanie może nam w tym pomóc. Oczywiście nie przesadzajmy ze złymi książkami, bo oszalejemy. Śledźmy jednak nasze odczucia, analizujmy je. W ten sposób zrewidujemy swoje oczekiwania wobec literatury, a przyszłe pozycje czytelnicze będziemy wybierać jeszcze bardziej świadomie.
Fot. główna: kadr z filmu Stowarzyszenie umarłych poetów (1989)






