Pierwszym zetknięciem Georgii Oakley z branżą był casting do "Pokuty" (2007) Joego Wrighta. W filmie zagrała ostatecznie tylko pielęgniarkę, ale pobyt na planie zszokował ją pieczołowitością scenograficznych detali – zwłaszcza tych, których oko kamery choćby nie miało szansy uchwycić. Ostatecznie zamiast aktorką została reżyserką, a podczas realizacji debiutanckiego "Blue Jean" (2022) zadbała, aby scenografia nie sprowadzała się do roli dekoracji, ale była realną przestrzenią rezonującą ze splątanymi emocjami postaci. Nic dziwnego, iż kiedy zabrała się za adaptację Jane Austen, od razu wiedziała, iż nie będzie to film salonowy. Bo jak opowiedzieć burzliwą historię dojrzewania, jeżeli młode bohaterki tylko okupują bawialnię ściśnięte gregoriańskim gorsetem?
Opowieść o wdowie Dashoowd i jej niezamężnych córkach, które z powodu obowiązującego prawa o dziedziczeniu muszą opuścić rodzinny majątek, była pierwszą książką Austen i zaledwie jedną z czterech wydanych za życia autorki. "Rozważna i romantyczna" doczekała się wielu serialowych adaptacji, ale tylko jednej filmowej w reżyserii Anga Lee – a od premiery kultowego dzieła, którego scenarzystką była przechodząca przez rozwód Emma Thompson minęły już trzy dekady. Podjęcie się tej ekranizacji współcześnie było więc z jednej strony obciążone sporym bagażem oczekiwań widzów, wychowanych na ekranowej chemii Emmy Thompson, Hugh Granta, Kate Winslet i Alana Rickmana, a z drugiej – dało możliwość zaadresowania tytułu do zupełnie nowej grupy widzów. Może właśnie dlatego nowy film Oakley jest reklamowany jako Austen dla Gen Z, a w głównej roli obsadzono aktorkę, która parę lat temu wybiła się właśnie dzięki serialowi o tęsknej, niespełnionej miłości: Daisy Edgar-Jones z "Normalnych ludzi" (2020). Jej Elinor ma w sobie łagodność wygładzającą ostre krawędzie pragmatycznego charakteru, a z powierzchowności bliżej jej do innej bohaterki Austenowskiej adaptacji – portretowanej przez Keirę Knightley Elizabth Bennet z rozwianym włosem i podobnym sarnim spojrzeniem.
Jednak u Oakley Elinor łatwo zginąć w tłumie barwniejszych i bardziej ekspresyjnych postaci. Powściągliwość protagonistki, zresztą zgodna z literackim pierwowzorem, blednie zwłaszcza w zestawieniu z emocjonalnością młodszej Marianne. W tej roli Esme Creed-Miles jest żywym wybuchem emocji, ekstatycznym i nieujarzmionym, jasną obecnością na ekranie. Nie jest słodką sentymentalistką, jej naturze bliżej do gwałtownych bohaterek z powieści Emily Bronte, a z miłości cierpi jak werterzy romantycznych dramatów. Choć córka Samanthy Morton zadebiutowała już jako siedmiolatka, dopiero ta rola okazała się dla niej przełomowa. Dalej mamy przejaskrawioną Fionę Shaw w roli Pani Jennings, nieortodoksyjnej szlachcianki z wielkim sercem i rubasznym poczuciem humoru, które łagodzi tragizm, jakim przesycone jest życie Dashwoodek. Komediowy potencjał swojej postaci wykorzystuje też Stacy Martin, w roli Fanny skupiona na liczeniu sreber i jak najszybszym wypędzeniu ubogich krewnych z odziedziczonej rezydencji.
To właśnie Norland jest kluczem wejścia w historię Oakley: dom równie piękny i okazały, co niepamiętający już czasów własnej świetności. Jego wizerunek wraca wielokrotnie – a to w formie domku do zabawy w dziecięcym pokoju, a to jako durnostojka na komodzie w ciasnej chatce, do jakiej kobiety muszą się przeprowadzić z powodu braku funduszy. Panujący w Norland półmrok zapewnia bohaterom schronienie, ale też nie pozwala na pełną szczerość emocji. W dusznych czterech ścianach reguły etykiety uwierają bardziej niż na zielonych równinach i jasnych plażach.
Film Oakley jest zdecydowanie bardziej mroczny od adaptacji Lee – i to zarówno przez naturalne źródła oświetlenia, jak i gęsty nastrój. Humor jest tu obecny, ale nie aż w takim stopniu: płynie głównie z rozdźwięku między postacią a rolą narzuconą jej przez konwenanse, którą niektórzy próbują odgrywać, a inni ochoczo odrzucają. O wiele chętniej reżyserka operuje językiem naturalizmu, zainteresowanym nie podkreślaniem umowności społecznych zasad, ale powiązaniem życie bohaterek z otaczającą je przyrodą i przeniknięciem przez zasłonę gregoriańskiej pruderii. Wystarczy przypomnieć sobie obraz otwierający film: bezwładna postać wrzucona w kłębowisko traw, włosy rozsypane w nieładzie. Albo inne: dziewczynka przytulona do gałęzi drzewa jak leśne zwierzę, ujęcie twarzy fioletowej od wpychanych do ust dzikich jagód, włosy nieupięte w żaden misterny lok.
Najładniejsze w tej adaptacji jest to, jak siostry przeżywają emocje w zestrojeniu z pogodą, krajobrazem i sobą nawzajem. I tak, ulewa staje się katalizatorem rozpaczy, a zarośnięty staw przy podupadającej posiadłości chroni sekret dwojga ludzi, dla których pragnienie i poczucie straty są ze sobą tożsame. Kiedy Marianne cierpi, w środku Elinor też coś gaśnie. Najważniejszą historią miłosną, jaką chcieli opowiedzieć twórcy, jest właśnie ta siostrzana.
Opowieść o wdowie Dashoowd i jej niezamężnych córkach, które z powodu obowiązującego prawa o dziedziczeniu muszą opuścić rodzinny majątek, była pierwszą książką Austen i zaledwie jedną z czterech wydanych za życia autorki. "Rozważna i romantyczna" doczekała się wielu serialowych adaptacji, ale tylko jednej filmowej w reżyserii Anga Lee – a od premiery kultowego dzieła, którego scenarzystką była przechodząca przez rozwód Emma Thompson minęły już trzy dekady. Podjęcie się tej ekranizacji współcześnie było więc z jednej strony obciążone sporym bagażem oczekiwań widzów, wychowanych na ekranowej chemii Emmy Thompson, Hugh Granta, Kate Winslet i Alana Rickmana, a z drugiej – dało możliwość zaadresowania tytułu do zupełnie nowej grupy widzów. Może właśnie dlatego nowy film Oakley jest reklamowany jako Austen dla Gen Z, a w głównej roli obsadzono aktorkę, która parę lat temu wybiła się właśnie dzięki serialowi o tęsknej, niespełnionej miłości: Daisy Edgar-Jones z "Normalnych ludzi" (2020). Jej Elinor ma w sobie łagodność wygładzającą ostre krawędzie pragmatycznego charakteru, a z powierzchowności bliżej jej do innej bohaterki Austenowskiej adaptacji – portretowanej przez Keirę Knightley Elizabth Bennet z rozwianym włosem i podobnym sarnim spojrzeniem.
Jednak u Oakley Elinor łatwo zginąć w tłumie barwniejszych i bardziej ekspresyjnych postaci. Powściągliwość protagonistki, zresztą zgodna z literackim pierwowzorem, blednie zwłaszcza w zestawieniu z emocjonalnością młodszej Marianne. W tej roli Esme Creed-Miles jest żywym wybuchem emocji, ekstatycznym i nieujarzmionym, jasną obecnością na ekranie. Nie jest słodką sentymentalistką, jej naturze bliżej do gwałtownych bohaterek z powieści Emily Bronte, a z miłości cierpi jak werterzy romantycznych dramatów. Choć córka Samanthy Morton zadebiutowała już jako siedmiolatka, dopiero ta rola okazała się dla niej przełomowa. Dalej mamy przejaskrawioną Fionę Shaw w roli Pani Jennings, nieortodoksyjnej szlachcianki z wielkim sercem i rubasznym poczuciem humoru, które łagodzi tragizm, jakim przesycone jest życie Dashwoodek. Komediowy potencjał swojej postaci wykorzystuje też Stacy Martin, w roli Fanny skupiona na liczeniu sreber i jak najszybszym wypędzeniu ubogich krewnych z odziedziczonej rezydencji.
To właśnie Norland jest kluczem wejścia w historię Oakley: dom równie piękny i okazały, co niepamiętający już czasów własnej świetności. Jego wizerunek wraca wielokrotnie – a to w formie domku do zabawy w dziecięcym pokoju, a to jako durnostojka na komodzie w ciasnej chatce, do jakiej kobiety muszą się przeprowadzić z powodu braku funduszy. Panujący w Norland półmrok zapewnia bohaterom schronienie, ale też nie pozwala na pełną szczerość emocji. W dusznych czterech ścianach reguły etykiety uwierają bardziej niż na zielonych równinach i jasnych plażach.
Film Oakley jest zdecydowanie bardziej mroczny od adaptacji Lee – i to zarówno przez naturalne źródła oświetlenia, jak i gęsty nastrój. Humor jest tu obecny, ale nie aż w takim stopniu: płynie głównie z rozdźwięku między postacią a rolą narzuconą jej przez konwenanse, którą niektórzy próbują odgrywać, a inni ochoczo odrzucają. O wiele chętniej reżyserka operuje językiem naturalizmu, zainteresowanym nie podkreślaniem umowności społecznych zasad, ale powiązaniem życie bohaterek z otaczającą je przyrodą i przeniknięciem przez zasłonę gregoriańskiej pruderii. Wystarczy przypomnieć sobie obraz otwierający film: bezwładna postać wrzucona w kłębowisko traw, włosy rozsypane w nieładzie. Albo inne: dziewczynka przytulona do gałęzi drzewa jak leśne zwierzę, ujęcie twarzy fioletowej od wpychanych do ust dzikich jagód, włosy nieupięte w żaden misterny lok.
Najładniejsze w tej adaptacji jest to, jak siostry przeżywają emocje w zestrojeniu z pogodą, krajobrazem i sobą nawzajem. I tak, ulewa staje się katalizatorem rozpaczy, a zarośnięty staw przy podupadającej posiadłości chroni sekret dwojga ludzi, dla których pragnienie i poczucie straty są ze sobą tożsame. Kiedy Marianne cierpi, w środku Elinor też coś gaśnie. Najważniejszą historią miłosną, jaką chcieli opowiedzieć twórcy, jest właśnie ta siostrzana.
















