Dawno, dawno temu Flash był pierwszym serialem, który zaczęłam oglądać. Lata minęły, a ja dopiero teraz sięgnęłam po komiksy o ulubionym sprinterze. I żeby Flash był tylko jeden – ale wiadomo przecież, iż za wariantami postaci trudno nadążyć.
Flash. Póki czas się nie zatrzyma w centrum stawia zniknięcie Wally’ego Westa oraz wpływ jego nieobecności na stan wszechświata. Wypływa bowiem informacja, iż moce sprinterów zniekształcają warstwę rzeczywistości, a moc prędkości umiera. o ile więc sprinterzy dalej będą biegać…Ale Flashowie nie do końca wierzą w tę informację, a Wally West podobno ma jakieś odpowiedzi.
Fot. EgmontPoza typowym naukowym mambo jambo dzieje się tu całkiem sporo. Zniknięcie jednego z najważniejszych Flashy kładzie się cieniem na główny konflikt. Dzięki temu zabiegowi świetnie czuć niepokój i niepewność, a także poczucie zagrożenia, którego doświadczają zwykli ludzie. A także sama rodzina sprintera, co nadaje historii niezłe stawki.
Co więcej, czytelnik dość gwałtownie poznaje antagonistów, którzy pozstają ukryci przed bohaterami innymi niż Wally. Taki twist jest nieco ryzykowny, ale w tym komiksie trafia w punkt. Teoretycznie znamy powody i motywacje, których usilnie szukają bohaterowie, ale nie nudzimy się fabułą, ani wewnętrzną walką głównego sprintera.
Flash. Póki czas się nie zatrzyma to też tom bardzo dynamiczny. Jak przystało na sprinterów, kadry zmieniają się szybko, nieraz są rozmazane lub pokazują jedynie kontury Flashów. Do tego cały zeszyt jest przyjemnie kolorowy, a bogactwo kolorów i faktur świetnie oddają klimat scen rozgrywających się w innych wymiarach.
Połączenie walki o istnienie wszechświata i rodzinnej strefy życia Flasha tworzy idealny balans. Chociaż nigdy nie byłam fanką naukowych wywodów, które otaczają tę postać, tutaj nabierają one znaczenia. Czy sięgnę po kolejny tom? Szczerze mówiąc, ta historia wydaje się stać na własnych nogach. Ale kto wie? Znalazłam w tym tomie parę smaczków, o których chętnie dowiem się więcej – o ile starczy na to czasu…
Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z użyciem oficjalnej okładki.








