W niedzielę minie 40 lat od czasu katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Czy wspomnienie wybuchu i tego, co działo się po nim, jest wciąż żywe? Okazuje się, iż tak. Wiele osób pamięta, jaka była wtedy pogoda oraz jak smakował płyn Lugola. Wspomnieniami dzielili się z Radiem Lublin mieszkańcy Zamościa.
ZOBACZ ZDJĘCIA:

– To był piękny kwiecień, bardzo słoneczny i bardzo ciepły, nie było ani jednej chmurki na niebie. Mieszkałam na wsi, wówczas jeszcze razem z rodzicami. Tata mój wtedy usłyszał komunikat i powiedział: „Dziecko, ty nie idź do pracy, bo tu straszna tragedia się zrobiła”. Pamiętam, iż wyprowadzono nas ze szkoły na boisko w miejscowości Łabunie. Ustawialiśmy się w długiej kolejce i panie z ośrodka zdrowia częstowały nas tym niesamowitym płynem (Lugola – red.). Myślę, iż pamiętam ten smak. To było coś bardzo dziwnego, na pewno było jakieś gorzkie. Nikt nie mówił o co chodzi, postawiono nas w kolejce i każdego kolejno częstowano. Wtedy zupełnie nie wiedzieliśmy dlaczego. Na pastwiska zostały wypędzone nasze dwie krowy i tata powiedział do matki: „Wysłałaś krowy na pastwisko, a nie wiadomo jaką one trawę jedzą. Nie będziemy pić tego mleka”. Moje dziecko miało niecałe cztery lata. Nie informowano nas o wybuchu. Wtedy spacerowałam dużo ze swoim synem i po powrocie do domu zauważaliśmy: „Jest bardzo duszno. Jest jakoś tak dziwnie”. Fakt, iż było wtedy bardzo ciepło jak na kwiecień, ale jednocześnie nie było czym oddychać. Strach był ogromny. Informowano nas: „Zobaczycie, za kilkanaście lat pojawią się różne choroby, przede wszystkim będą problemy z tarczycą”. Myślę, iż teraz możemy to potwierdzić – wspominają Zamościanie.
Książnica Zamojska poświęciła dziś wspomnieniom o katastrofie cały dzień. Były wystawy, ale także rozmowy, między innymi z Michałem Gołkowskim, autorem książek science fiction i fantasy inspirowanych wydarzeniami z Czarnobyla: – Miałem 5 lat, kiedy to wszystko się stało. Mój tata, będąc dyplomatą na Białorusi, miał przyjemność być w składzie jednej z pierwszych zachodnich ekspedycji badawczych, które były na terenie czarnobylskiej zony. Oglądałem nagrania stamtąd jeszcze „za małego”. Powiedziałbym, iż ten temat jest bardziej żywy niż go pamiętam z lat mojej młodości, bo kiedy miałem lat 15-20, wszyscy uważali, iż to minęło, dawno się temu rozeszło i w ogóle nie istnieje. Natomiast potem, w miarę tego, jak temat przestawał być tylko wydarzeniem historycznym, naukowym, tragedią, a zaczął przesiąkać do popkultury – mediów, muzyki, komiksów, książek, gier wideo, jego nośność wyłącznie rosła. Minęło już 40 lat. Na dobrą sprawę nikt dzisiaj nie powinien pamiętać o jakiejś tam katastrofie. Ale pamiętają wszyscy. Jesteśmy na spotkaniu w Zamościu i jest pełno ludzi – zauważa Michał Gołkowski.
W Zamościu można było dziś choćby przenieść się do Prypeci, opuszczonego miasta w odległości kilku kilometrów od czarnobylskiej elektrowni. A to za sprawą wystawy fotografii, których autorem jest Oleksandr Syrota.
– Zobaczyłam w mediach społecznościowych wpis pana Syroty informujący o tym, iż z okazji 40. rocznicy katastrofy w czarnobylskiej elektrowni jądrowej można taką wystawę zorganizować w swoim mieście, w dowolnym kraju. Od razu poszłam na uczelnię do znajomych i powiedziałam, iż to jest idealna okazja, żeby przypomnieć ludziom o tym, jakie tam (w Prypeci – red.) dziedzictwo zostało zostawione – opowiada Maria Wojtyna, studentka drugiego roku rynku sztuki i zarządzania w kulturze Akademii Zamojskiej, jak sama mówi, „sprawczyni” tej wystawy. – Tam mieszkali ludzie, tam było życie. Każdy materiał wideo na tych zdjęciach, bo są one w rozszerzonej rzeczywistości, pokazuje nam sceny z życia tych ludzi, prawdziwe, autentyczne filmy, gdzie widzimy rodziny, rodziców bawiących się z dziećmi, dzieci na zakończeniu roku szkolnego. Poza tym Prypeć ma niezwykły układ urbanistyczny. W strefie wykluczenia mamy bardzo szeroki przekrój różnych elementów, architekturę, ale także sztukę, bo są tam też rzeźby, mozaiki, witraże, które naprawdę powinny zostać uratowane. Po tylu latach od katastrofy one niszczeją, rozpadają się. Natomiast da się tego uniknąć. Ta rocznica, kiedy oczy wszystkich są zwrócone na jeszcze raz na czarnobylską elektrownię jądrową, to jest idealny moment, taki „ostatni dzwonek”; aby pokazać ludziom, jak ważne jest , żeby o to dbać.
Wystawę zdjęć z Prypeci – ale też tę pod hasłem „Czarnobyl – palcem po mapie”, którą przygotowało Archiwum Państwowe w Zamościu – można oglądać w Mediatece w Akademii Zamojskiej.
Przypomnijmy, iż do katastrofy czarnobylskiej elektrowni doszło 26 kwietnia 1986 roku, ale Zachód dowiedział się o niej oficjalnie z opóźnieniem – dopiero pod koniec kwietnia. W Polsce pierwsze informacje pojawiły się 28 kwietnia wieczorem.
JN / opr. ToMa
Fot. Piotr Piela















