Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć coś o moim młodszym bracie, bo dalej nie mogę tego zrozumieć Wyobraź sobie, iż zdecydował się zamieszkać z teściową! Nie ogarniamy tego choćby wspólnie z rodziną.
Mój brat pobrał się bardzo wcześnie, miał wtedy ledwie osiemnaście lat. Wydawało się, iż za wszelką cenę chce pokazać wszystkim, iż jest dorosły i samodzielny.
Odkąd przyszedł na świat, to ja się nim zajmowałam moja własna beztroska skończyła się, gdy tata przywiózł go ze szpitala. Potem dorastał, ożenił się, wyprowadził Życie mu się totalnie zmieniło, niestety nie na lepsze.
Jego żona Jagoda, bo tak się nazywa też była młodziutka, ale miała charakter naprawdę niełatwy do zniesienia. Już przy pierwszym spotkaniu jakoś nam się nie spodobała. Brakowało jej ogłady, często była bezpośrednia aż do przesady, a poza tym no cóż, nie wyróżniała się niczym szczególnym. Mama pytała mnie potem, co on takiego w niej widzi No i zamieszkali razem, adekwatnie u Jagody w bloku, dosłownie po sąsiedzku z jej rodzicami.
Teść pan Wacław praktycznie się nie odzywał. Całe dnie siedział cicho, czasem tylko kiwał głową, jakby go już nic nie obchodziło. A teściowa, pani Halina ona musiała rządzić wszystkim, rozstawiać ludzi po kątach i wydawać polecenia, które każdy miał obowiązek wykonać. Brata mojego wiecznie krytykowała i miała do niego wieczne pretensje. Z kolei Jagoda też była wiecznie z czegoś niezadowolona, narzekała na niego za wszystko.
Serca mi pękało, jak to widziałam. Próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale uparcie twierdził, iż wszystko jest w porządku, iż Jagoda go kocha i iż jest szczęśliwy w tym swoim nowym życiu. Ale z czasem widziałam, iż zmienia się nie do poznania. Coraz częściej przypominał tego swojego teścia nie miał własnego zdania, odpowiadał tylko krótkimi tak albo nie i w zasadzie tylko kiwał głową.
W końcu jednak nie wytrzymał. Cierpliwość skończyła mu się chyba zupełnie z dnia na dzień. Zebrał swoje rzeczy i bez słowa uciekł. Takiego rozbitego brata jeszcze nigdy nie widziałam. Strasznie żałował, iż ożenił się tak młodo, iż dał się wciągnąć w to wszystko.
Każdy z nas ma gdzieś swoją granicę wytrzymałości, a kiedy życie staje się nie do zniesienia, lepiej jest czasem po prostu odejść po cichu, zanim sam przestaniesz być sobą.












