Czy koncert może być zbyt spektakularny? Po występie The Weeknd na PGE Narodowym podczas warszawskiego koncertu w ramach trasy After Hours Til Dawn odpowiedź wcale nie jest taka oczywista.
Wieczór 4 sierpnia na stadionie otworzył Prince 85. Choć dla wielu był to pierwszy kontakt z jego twórczością, dobrze wywiązał się z roli supportu, stopniowo budując atmosferę przed głównym wydarzeniem. Później scenę przejął Playboi Carti z żywiołowym, pełnym energii setem i wtedy temperatura – dosłownie i w przenośni – zaczęła jeszcze rosnąć. Charyzmatyczny raper bez trudu porwał publikę, która na jego komendę natychmiast unosiła ręce w górę. Takiego morza telefonów nad głowami nie pamiętam z żadnego koncertu.
Potem długie oczekiwanie i kiedy minęła godzina wyznaczona na wejście The Weeknd każda zmiana świateł wywoływała falę pisków i okrzyków. Raz… fałszywy alarm. Drugi raz… znowu nic. Dopiero za trzecim razem wszystko się zaczęło. Na scenie, nad którą górowała monumentalna złota statua, pojawiły się zamaskowane postacie w długich czerwonych szatach. Zamigotały opaski LED rozdane publiczności, rozświetlając cały stadion. Emocje eksplodowały zanim jeszcze The Weeknd zdążył zaśpiewać pierwsze wersy. Kiedy zdjął swoją maskę, poziom hałasu osiągnął chyba swoje maksimum. A później wystarczyło zwykłe: „I love you so much” i kolejne tysiące gardeł odpowiadały głośnym wrzaskiem.
Już od otwierających „Baptized in Fear”, „Open Hearts”, „Wake Me Up” i „After Hours” było wiadomo, iż nie będzie to zwykły koncert. To było starannie wyreżyserowane widowisko. Licząca blisko 40 utworów setlista prowadziła przez niemal całą karierę artysty. Obok kawałków z najnowszego albumu Hurry Up Tomorrow nie zabrakło hitów, takich jak „Starboy”, „Heartless”, „The Hills”, „Take My Breath”, „Can’t Feel My Face”, wspólnie wykonanych z Playboi Cartim „Timeless” i „RATHER LIE”, czy „Creepin’” Metro Boomina. Na uwagę zasługują także płynne przejścia między utworami. Zamiast klasycznego podziału na kolejne piosenki, koncert przypominał spójną muzyczną opowieść, w której poszczególne kompozycje łączyły się w jedną całość. Dzięki temu tempo praktycznie nie spadało, a emocje rosły.
Jednym z największych atutów koncertu okazał się wybieg prowadzący niemal przez całą długość płyty stadionu. Dzięki niemu artysta mógł dotrzeć znacznie bliżej fanów zgromadzonych także daleko od sceny. A gdy z niej zszedł, wszyscy ruszyli do przodu, by być jeszcze bliżej swojego idola. Podczas „Out of Time” oddawał mikrofon fankom, pozwalając wyśpiewać kolejne wersy. Były przybijane piątki, uściski dłoni, a choćby spontaniczne przytulenia ze szczęśliwcami z pierwszego rzędu. Dla nich były to z pewnością chwile, których nie zapomną do końca życia.
Nie zabrakło również momentów, kiedy to publiczność przejmowała rolę wokalisty. „One of the Girls”, „Die For You”, „Call Out My Name” czy „Save Your Tears” wybrzmiały momentami niemal a cappella, śpiewane przez dziesiątki tysięcy osób. Nic dziwnego, iż w pewnym momencie The Weeknd zwrócił się do wszystkich słowami: Warsaw, you are so fuc*ing loud tonight! Kulminacją wieczoru było „Blinding Lights”, choć koncert zakończył dopiero „Moth to a Flame”. The Weeknd przeszedł wzdłuż całego wybiegu, żegnając się z fanami, na telebimie symbolicznie zamknęły się ogromne wrota, nad tłum poszybowały wielkie dmuchane piłki, a koncert zakończyły fajerwerki.
The Weeknd nie uznaje półśrodków. Futurystyczne wizualizacje, imponująca gra świateł, lasery, pirotechnika, zsynchronizowane opaski LED, które zamieniły widownię w kolejny element scenografii. I ogień, bardzo dużo ognia. W połączeniu z upałem, płyta stadionu przypominała tego wieczoru rozgrzany piec hutniczy, fundując widzom dodatkowy test wytrzymałości. Widowisko zachwycało rozmachem, choć chwilami trudno było oprzeć się wrażeniu, iż efektów specjalnych jest po prostu odrobinę za dużo. Paradoksalnie właśnie wtedy, gdy płomienie gasły i efekty schodziły na drugi plan, a stadion wypełniał śpiew kilkudziesięciu tysięcy osób, najpełniej wybrzmiewało to, co było największą siłą tego koncertu – muzyka, głos The Weeknd, jego swoboda sceniczna i wyjątkowa więź z publicznością.
Relacja : Ania
Organizator Koncertu : Live Nation Polska
Zdjęcia Organizator : Live nation Polska
Video : Live Nation Polska















