"Półbrat" to nowy serial twórcy "Reniferka". Fascynuje i odpycha jednocześnie

natemat.pl 18 godzin temu
"Półbrat", nowy miniserial twórcy "Reniferka", przyciąga z tą samą siłą, co odpycha. Richard Gadd kreśli trudną historię mężczyzn, których za młodu związała silna, surowa więź – miks miłości i przemocy, wyjęty żywcem z prozy Douglasa Stuarta. Dramat HBO, w przeciwieństwie do hitu Netflixa, nie ma w sobie ani krzty humoru, ale – pomimo konfliktowych uczuć podczas seansu – jawi się jako odważna telewizja perła w morzu pełnym bezpiecznych produkcji.


W "Reniferku" Richard Gadd pokazywał kulisy własnego życia z czającą się na każdym kroku stalkerką, wobec której znalazł odrobinę empatii. Liczący sześć odcinków "Półbrat" – premiery co tydzień w piątki – nie kroczy tą samą ścieżką.

Tym razem portrety dwóch mężczyzn, za którymi podążamy przez szare, sypiące się blokowiska Glasgow, nie dają nam pola do sympatyzowania z nimi, a przynajmniej droga ta jest wyboista, brutalna i pełna niuansów, które częściej zniechęcają nas, niż zachęcają do stanięcia po ich stronie. Dynamika między głównymi bohaterami zmienia się, gdy jeden z nich stwierdza za młodu, iż są "braćmi z innej kochanki" (zamiast "z innej matki").

Recenzja miniserialu "Półbrat" Richarda Gadda. To twórca "Reniferka"


W dniu ślubu Niall musi zmierzyć się z własną przeszłością i trapiącymi go sekretami. Gdy na horyzoncie pojawia się Ruben, prześladujący go cień z młodości, pan młody cofa się wspomnieniami do czasów, gdy obaj – w obliczu rodzinnych perturbacji – zostali zmuszeni do zamieszkania razem. Niall był gnębiony w szkole, a niepanujący nad agresją i kipiący męską energią Ruben, któremu groził poprawczak, stał się jego stróżem i przewodnikiem w odkrywaniu własnej seksualności.

Przyglądanie się z boku spotkaniu "półbraci" po latach jest jak obserwowanie gołym okiem komety znajdującej się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Z każdym odcinkiem, po nabraniu szerszej perspektywy, ciało niebieskie staje się jaśniejsze, większe, a co za tym idzie bardziej niebezpieczne.

Skomplikowana narracja prowadzona przez Gadda, która miejscami przywodzi na myśl teatr telewizji i powieść "Shuggie Bain" Douglasa Stuarta, może wystawić widownię na próbę i skłonić do zadania sobie pytania, czy włączenie kolejnego odcinka jest warte zachodu. Twórca nie ucieka w scenariuszu przed brzydotą i naturalizmem – piękna w tej opowieści o toksycznej męskości raczej nie uświadczymy.

Dalsza część recenzji poniżej.

"Półbrat" dzięki swojej brawurze stawia siebie na pozycji telewizyjnego objawienia. Ideą przyświecającą Gaddowi przy snuciu tej moralnie szarej historii – zakrawającej niekiedy o tematykę tabu – jest czysty storytelling i chęć przekraczania jego granic. Współczesny telewizja odzwyczaiła nas od ryzyka i szukania nowych form wyrazu. Choć miniserialowi nie brakuje skaz, nie można mu odmówić odwagi.

Richard Gadd i Jamie Bell, który niegdyś jako Billy Elliot marzył o "Jeziorze Łabędzim", odsłaniają przed nami zupełnie nowe twarze. W każdej scenie z ich udziałem w powietrzu robi się aż gęsto od niewysłowionego napięcia.

Niestety czasem zachowanie ich bohaterów wyrywa się z objęcia rozumu, ale winę za to ponosi raczej scenariusz, który gwałtowną naturę Rubena i ciche usposobienie Nialla odbiera w sensie dosłownym lub przez zniekształconą soczewkę kamery. Aktorsko "Półbrat" wypada obłędnie – tyczy się to również Stuarta Campbella ("Outlander") i Mitchella Robertsona ("Curfew").

"Półbrat" nie jest drugim "Reniferkiem", a kolejnym krokiem Richarda Gadda w poszukiwaniu własnego miejsca na małym ekranie i artystycznej tożsamości.

Idź do oryginalnego materiału