Tiburce Oger demontuje westernowy mit u samych podstaw. Zamiast opowieści o bohaterach w białych kapeluszach, w „Stróżach prawa z Dzikiego Zachodu” dostajemy krótkie historie o ludziach narzucających porządek w XIX-wiecznej Ameryce – często za cenę przemocy i moralnych kompromisów. To europejski western bez nostalgii: o prawie jako narzędziu kolonizacji i nowoczesności rodzącej się w cieniu szubienic.