Superman kontra Lobo – recenzja komiksu

najlepszekomiksy.pl 1 miesiąc temu

Jeżeli istnieje komiks, który już samym tytułem krzyczy „będzie jazda bez trzymanki”, to jest nim właśnie „Superman kontra Lobo”. Po jednej stronie Człowiek ze Stali – ideał, symbol nadziei, harcerzyk w pelerynie, któremu choćby mucha nie podskoczy. Po drugiej – Lobo: międzygwiezdny brutal, troll internetowy, facet, który zamiast wartości moralnych woli dobre mięcho, broń masowego rażenia i… plażowe androidki. Konfrontacja tych dwóch światów nie mogła wyjść inaczej niż totalnie absurdalnie, głośno i w stylu, który albo pokochasz, albo z uznaniem pokręcisz głową nad poziomem czystej komiksowej dezynwoltury.

Lobo pragnie relaksu. Serio. To już samo w sobie brzmi podejrzanie, ale komiks gwałtownie udowadnia, iż wszechświat nigdy nie pozwala ostatniemu Czarnianinowi na spokój. Wystarczy kosmiczny niesporczak (najbardziej memogenny przeciwnik roku), by wakacyjny chillout zamienił się w katastrofę. A gdy tylko sprawy przybierają skalę medialną, wkracza Superman – symbol dobra i ulubieniec tłumów, co oczywiście doprowadza Lobo do furii.

I tu zaczyna się najlepsze: Lobo w roli hejtera na pełen etat, wyposażony w memy, hashtagi i całą współczesną kulturę internetowego trollingu, próbujący publicznie zniszczyć reputację Supermana. Brzmi jak komentarz społeczny? Bo trochę jest. Brzmi jak parodia? Jeszcze bardziej. A kiedy w połowie fabuły kosmiczny niesporczak wysyła bohaterów na ich rodzime planety, robi się już kompletnie odjazdowo.

Siłą komiksu jest balansowanie pomiędzy farsą a blockbusterową akcją. Tim Seeley i Sarah Beattie stawiają na humor nie tylko sytuacyjny, ale też meta – śmieją się z fandomów, ikon popkultury i samej koncepcji herosa doskonałego. Superman, skonfrontowany z chamstwem, memami i kultem kontrowersji, zyskuje ludzką twarz. Lobo natomiast to Lobo – bez filtrów, bez wstydu, bez hamulców.

Nie obyłoby się bez spektakularnej oprawy graficznej. Mirka Andolfo dostarcza ilustracje pełne ekspresji, przerysowania i energii – styl idealnie współgra z naturą historii. Każdy kadr aż tryska kolorami, groteską i absurdem, ale kiedy trzeba, potrafi też przycisnąć powagę i podnieść stawkę emocjonalną. To wizualnie smaczny komiks, który ani na moment nie zatrzymuje się w półkroku.

Jeśli szukasz mrocznego dramatu superbohaterskiego – to nie ta bajka. jeżeli lubisz, gdy komiks śmieje się z samego siebie i całego gatunku – bingo. „Superman kontra Lobo” jest jak rockowy koncert na sterydach: głośny, błyszczący, absurdalny i cudownie rozpasany. To połączenie dwóch skrajnych postaci, które razem tworzą mieszankę wybuchową – dosłownie i metaforycznie. Świetny wybór na odtrutkę od poważniejszych historii DC, ale też materiał, który pokazuje, iż superbohaterowie mogą być zabawni bez tracenia charakteru.

Komiks to trzy zeszyty pełne chaosu, memów, kosmicznych potworów i szalonej akcji, ale też refleksji o tym, jak łatwo dziś zniszczyć wizerunek choćby największego idola. Dla miłośników humoru, Lobo, a także tych, którzy chcą zobaczyć Supermana w nieco innym świetle – lektura obowiązkowa.

  • Data wydania: 12 lis 2025
  • Seria/Cykl: DC BLACK LABEL
  • Oprawa: twarda
  • Scenarzysta: Tim Seeley, Sarah Beattie
  • Ilustrator: Mirka Andolfo

Dziękujemy wydawnictwu Story House Egmont za udostepnienie egzemplarza do recenzji.

Idź do oryginalnego materiału