Tradycyjny Przepis Rodzinny: Sekrety Smaku Przekazywane z Pokolenia na Pokolenie

polregion.pl 5 dni temu

**Rodzinny przepis**

Naprawdę chcesz wyjść za mąż za kogoś, kogo poznałaś w internecie? Ludwika Piotrowska przyglądała się przyszłej synowej z niedowierzaniem, jakby ta mogła przemycić do domu fałszywe banknoty. Jej wzrok, ciężki i oceniający, prześlizgnął się po skromnej fryzurze Aliny, jej prostych sukienkach. Przecie nie znacie się na dobre!

Alina poczuła, jak ciarki przebiegają jej po plecach. Siedziały w kuchni w bloku z wielkiej płyty, w którym dorastał Marek. Kuchnia była mała, ale przytulna i lśniąca czystością. Pachniało wanilią i starym parkietem.

Mamo, daj spokój wtrącił syn, Marek, obejmując narzeczoną za ramiona. Nie poznaliśmy się w internecie, tylko w klubie książki. Najpierw rozmawialiśmy online. Pół roku! A Alina jest wspaniała!

Historia ich znajomości była prosta: Alina prowadziła małego bloga o zapomnianych książkach. Marek, programista z cichą pasją do klasyki, trafił na jej wpis o Braciach Karamazow. Ich dyskusja przeniosła się na prywatne wiadomości, potem na długie rozmowy telefoniczne. Odkryli, iż śmieją się z tych samych żartów, cenią te same rzeczy ciszę, szczerość, zapach książkowego kurzu. Pierwsze spotkanie pod pomnikiem Mickiewicza nie było randką, ale przedłużeniem rozmowy. Z Aliną czuł się dziwnie swojsko. Ona dostrzegła w nim nieśmiałego mężczyznę z głębokim wnętrzem.

Wspaniała prychnęła Ludwika Piotrowska, celowo głośno brzękając łyżką o porcelanową filiżankę. A to, iż z innego miasta, bez pracy tutaj, i w ogóle kto ją tam zna, co ma w głowie Syna wychowałam, wykształciłam, a tu przychodzi jakaś

Alina zaciśnęła zęby, ale milczała.

Zrozumiała już jedno: teściowa widzi w niej nie człowieka, ale zagrożenie obcą dziewczynę, która chce odebrać syna spod matczynej opieki. Ludwika Piotrowska była kobietą żyjącą według ściśle określonych zasad, nieznoszącą słabości. Po śmierci męża pięć lat temu jeszcze mocniej otoczyła się troską o jedynego syna.

Pierwsze próby zbliżenia się do teściowej spełzły na niczym.

Gdy Alina, starając się jak mogła, upiekła szarlotkę z cynamonem i anyżkiem, tak jak u jej babci, Ludwika Piotrowska, odłamawszy malutki kawałek, mruknęła:

Za słodko. U nas w rodzinie tak się nie robi.

Gdy Alina zaproponowała pomoc w generalnych porządkach, usłyszała suche:

Nie trzeba, ja sama wiem, gdzie co leży. Potem pół roku szukałabym.

Pozostawszy sam na sam z Aliną w swoim pokoju, wypełnionym modelami statków i książkami o fizyce, Marek tylko rozłożył ręce:

Nie bierz tego do siebie. Mama jest po prostu taka. Bliska, ale kolczasta jak jeż.

Staram się cicho odpowiedział

Idź do oryginalnego materiału