27 marca 1987 roku zespół U2 zapisał się na stałe w historii muzyki. Tego dnia irlandzka formacja nakręciła teledysk do utworu „Where the Streets Have No Name” na dachu budynku w Los Angeles, inspirowany słynnym, ostatnim koncertem The Beatles. Efekt? Tłumy na ulicach, wstrzymany ruch i jeden z najbardziej kultowych wideoklipów wszech czasów.
Na początku marca 1987 roku światło dzienne ujrzał album „The Joshua Tree” – piąta studyjna płyta U2, która błyskawicznie podbiła listy przebojów w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. To właśnie na tym wydawnictwie znalazły się takie hity jak „With or Without You”, „I Still Haven’t Found What I’m Looking For” oraz otwierający całość „Where the Streets Have No Name”.
Pomysł na utwór wyszedł od gitarzysty The Edge’a, który stworzył jego szkic dosłownie na chwilę przed nagraniami. Choć kompozycja od początku miała ogromny potencjał koncertowy, praca nad nią w studiu okazała się sporym wyzwaniem. Złożona struktura, zmiany tempa i akordów sprawiły, iż dopracowanie finalnej wersji zajęło zespołowi sporo czasu. Jak przyznał perkusista Larry Mullen Jr., dopiero na żywo utwór pokazał swoją prawdziwą siłę.
Tekst napisał Bono, inspirując się historiami z Irlandii Północnej. Punktem wyjścia była refleksja nad podziałami społecznymi widocznymi choćby w nazwach ulic. Artysta stworzył więc wizję miejsca, w którym takie podziały nie istnieją.
Do jednego z najważniejszych singli z płyty powstał równie wyjątkowy teledysk. Zdjęcia odbyły się 27 marca 1987 roku na dachu Republic Liquor Store w Los Angeles. Występ U2 przyciągnął około tysiąca osób i gwałtownie przerodził się w spontaniczne wydarzenie, które sparaliżowało okoliczny ruch. Policja była zmuszona przerwać nagranie, co zresztą zostało uchwycone w końcowej części klipu.
Podczas realizacji materiału zespół kilkukrotnie wykonał „Where the Streets Have No Name”, a także inne utwory, jednak ostatecznie w teledysku wykorzystano studyjną wersję nagrania.
Wideoklip gwałtownie zyskał status kultowego i został nagrodzony statuetką Grammy. Do dziś uznawany jest za jeden z najbardziej ikonicznych momentów w historii muzyki rockowej, a sam utwór pozostaje jednym z największych przebojów w dorobku U2.














