Mam 54 lata i zaliczyłem trzy randki z kobietami w wieku 37, 45 i 58 lat. Oto do czego wtedy doszedłem
Mój znajomy, Marek Wojciechowski, ma 54 lata. Dwa razy był żonaty, dzieci już dorosłe. Po rozwodzie mieszka w Warszawie, pracuje, dba o siebie i nie boi się próbować szczęścia w nowych związkach. Ostatnio podzielił się ze mną trzema randkami, które sporo mu rozjaśniły.
Randka pierwsza 45 lat: A gdzie twój samochód?
Zadbana, pewna siebie, rozmowa szła miło do czasu. Gdy tylko wyszło na jaw, iż Marek nie ma auta, jej ton nagle stężał.
Jak to? Jak odpoczywasz bez samochodu?
Co robisz, gdy pada deszcz?
A jak jeździsz do galerii handlowej?
Te same pytania powtarzały się jak zacięta płyta, aż stało się jasne: interesuje ją raczej marka auta niż marka człowieka. Marek tylko się uśmiechnął:
Jeśli na pierwszym miejscu liczy się blacha, a nie serce to nie dla mnie.
Wniosek: zewnętrzna pewność siebie nie zawsze idzie w parze z dojrzałością wewnętrzną.
Randka druga 37 lat: Lubię starszych facetów
Ona młoda, energiczna, dwójka dzieci i kredyt hipoteczny na karku. Bez ogródek przyznała, iż szuka odpowiedzialnego mężczyzny. Marek gwałtownie się połapał: chodzi tu bardziej o stabilność niż o płomienne uczucie. Mimo wszystko rozmowa była swobodna i przyjemna.
Miło się z nią gadało, ale nie zamierzałem się oszukiwać. Czasem fajnie po prostu poczuć, iż ktoś cię lubi bez planów na życie.
Wniosek: młodość daje energię, ale nie zawsze głębię.
Randka trzecia 58 lat: To teraz mi już wisisz
Na początku spotkania wszystko tip-top: energiczna, zadbana kobieta, błyskotliwa rozmowa, wspólne żarty, wzajemny szacunek. Ale już następnego dnia dzwoni:
Jedziemy na działkę, pomożesz mi zrzucić śnieg z dachu! Już czekam pod blokiem.
Marek był zaskoczony.
Pomóc spoko. Ale jak to brzmi bardziej jak rozkaz niż propozycja, to cały czar pryska.
Wniosek: niezależność jest super, ale ton generała zabija choćby sympatię.
Marek wyciągnął jeden główny wniosek
Wszystkie trzy panie były na swój sposób interesujące, każda ze swoim bagażem doświadczeń. Ale dla Marka najważniejsze było jedno:
Ja już nie szukam burzy. Chcę kogoś, przy kim jest po prostu spokojnie i uczciwie. Gdzie nikt nikomu nie ciśnie ani nie gra na uczuciach.
Po pięćdziesiątce romantyzm nie znika po prostu dojrzewa. I wtedy dopiero jest szansa na prawdziwą miłość: bez złudzeń, ale z dużą dawką ciepła.












