Z miłości do „Ranczo” myślą Dygresanta Witebskiego…

wschodni24.pl 2 godzin temu

„Ranczo” to jeden z najpopularniejszych seriali w Polsce, choć od edycji ostatniej serii minęło niemal 10 lat, „Wilkowyjskie” lokalizacje są wciąż tłumnie odwiedzane przez fanów serialu. To oni właśnie są przyczyną powstania kolejnych sezonów „Rancza”, choć produkcja serialu kilkukrotnie miała się zakończyć. Dziś nieco inaczej, bo o miłości do „Rancza”, o euforii i obawach w związku z rozpoczęciem zdjęć do kolejnej sześcioodcinkowej serii, ale dygresjami, jak to zwykle i przemyśleniami w specyfice swojej tradycyjnymi…

Kocham „Ranczo” … Dzięki technologii streamingowej, przy „Ranczu” budzę się, spędzam dzień i zasypiam także. Nie była to miłość od wejrzenia pierwszego, gdy serial lat temu 20 gościł na ekranach telewizyjnych, ale gdzieś ok. 12-13 lat temu zwrócił uwagę moją skutecznie, do dziś dnia… Przypadkiem obejrzane dwa odcinki kończące chyba 6 sezon, a dzień później, już od pierwszego odcinka powtarzane na serialowym kanale telewizji publicznej, wciągnęły mnie przed ów ekran bez reszty. Ale dwa odcinki dziennie, to za mało się stało, więc to w czeluściach Internetu dokopałem się do wszystkich pozostałych, na owy czas wyemitowanych już publicznie. Tydzień niecały – 6 serii obejrzane, miesiąc później wszystkie serialowe obiekty odwiedziłem i smak „Mamrota” poczułem, kiedym na Wilkowyjskiej ławeczce przycupnął na chwilę… Z tej miłości to i co dzień kawę w kubku pijam, co to na nim i sklep, i kościół, i ławeczka widnieć raczą.

Pseudonim, co to się nim posługuję, tez z miłości do „Rancza” pochodzi, ot jak tu dygresja taka, to Dygresant mi pasuje, a Witebski to hołd mój taki, dla serialu, z miłości…

A iż miłość to też troska, to i obaw jakoś tak ostatnio przybyło o to „Ranczo” właśnie, takie moje, takie codzienne, takie ukochane. Bo to z utęsknieniem czekając na odcinki nowe i informacją o wznowieniu zdjęć ucieszony, martwić się począłem czy to co zobaczę, nie rozczaruje mnie niejako. Bo to zwykle tak bywało, iż co dobre było, powrotów, reaktywacji i nowego czego nie potrzebowało, zwłaszcza po latach wielu…, bo kiedy te zaś się pojawiały jednak – jęk zawodu często powodowały. Obawy jakby uzasadnione zatem mam, bo to ciekaw choćby co w Królowym Moście słychać, rękę na pulsie w tym temacie trzymając, puls ten obniżony znacznie został, z racji odsłony ostatniej filmu tego…

Ale z serialami jest jakby inaczej, bo to wątków więcej i tematów, i wydarzeń przecież. I spokój mój jakby tu powrócił lekko, bo to w każdej serii, dziś już dobrze znanej mi, nowa postać przecież pojawiała się wnosząc świeżość do tego co już znane. Szkoda zaś mi tych postaci co już nigdy więcej nie pojawią się na ekranie, za to ślad na serialowych kartach wyryty wyraźnie zostawili.

I tak obawy swoje wyrażając, tęsknotą przeplatane, walka jakaś wewnętrzna we mnie trwa, bo ze strony jednej słowa Japycza Stacha brzmią mi wciąż:

„Najważniejsza rzecz to w życiu miarę wszystkiego mieć. Za mało niedobrze, ale i za dużo niezdrowo. Tak to już jest. O to chodzi, iż jak się zaczęło, to i wiedzieć trzeba, kiedy skończyć wypada.”

Z drugiej strony zaś ciekawość o to, co tam w Wilkowyjach słychać, Czerepach zdaje się potwierdził słowami tymi: „Społeczeństwo jest ciekawe, a my tę ciekawość zaspokajamy.” Wszakże może dlatego, że: „Świat całkiem zwariował i wszystko się zdarzyć może, co dawniej nie mogło”. (S. Japycz) ….

Idź do oryginalnego materiału