Zbigniew Preisner: Jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia

beskidzka24.pl 4 godzin temu

Konkurs daje możliwość skonfrontowania tego, co napisali młodzi kompozytorzy z żywą orkiestrą. To będzie bardzo istotny krok w ich karierze. o ile podołają, to będzie znaczyło, iż są gotowi do pisania muzyki do filmów – mówi Zbigniew Preisner o stworzonym z jego inicjatywy przedsięwzięciu.

Jak duży potencjał artystyczny dostrzega Pan w mieście swojej młodości?

Zbigniew Preisner: – Władze Bielska-Białej są otwarte na kulturę, znają jej siłę i wartość, wiedzą jaki wpływ ma kultura na promocję miasta. W Bielsku-Białej odbywa się wiele wspaniałych imprez kulturalnych, warto wspomnieć o Bielskiej Zadymce Jazzowej, Fermentach oraz Festiwalu Kompozytorów Polskich. Mam nadzieję, iż Preisner Scoring Competition znajdzie stałe miejsce w kalendarzu wydarzeń nie tylko bielskich, ale ogólnopolskich czy światowych. Ze zgłoszeń, które napływają, widzę, iż zainteresowanie tym konkursem jest globalne, co mnie bardzo cieszy. To będzie piękny konkurs. Nie mogę się doczekać.

Tymczasem 13 marca w zabytkowym kościele św. Stanisława w Starym Bielsku zadziała się magia – w murach zabytkowej świątyni wybrzmiało „Requiem dla mojego przyjaciela” z okazji 30. rocznicy śmierci Krzysztofa Kieślowskiego. Zgromadzeni mówili potem o niezwykłym przeżyciu metafizycznym.

Jaki jest Pana aktualny stosunek do dzieła, które napisał Pan zaledwie w trzy dni po śmierci przyjaciela? Jak bardzo mijający czas zmienia sposób, w jaki wraca Pan do wspomnień o reżyserze?

Dla mnie był to wzruszający wieczór. Odżyły wspomnienia z tragicznego 13 marca 1996 roku. Atmosfera w tym małym kościele była metafizyczna. Chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy doprowadzili do powstania tego koncertu. To było piękne uczczenie smutnej rocznicy odejścia wielkiego Polaka. „Requiem dla mojego Przyjaciela” nie jest muzyką, z którą mógłbym ruszyć w trasę koncertową. Uczuć się nie sprzedaje. Myślę, iż Krzysztof byłby zadowolony, iż właśnie w kościele św. Stanisława w Starym Bielsku zagraliśmy to Requiem. On uwielbiał odkrywać takie właśnie miejsca i pokazywać je potem w swoich filmach. Krzysztof był wielkim artystą i bardzo skromnym człowiekiem.

Mam wrażenie, iż to bardzo osobiste i pełne emocji, a jednocześnie niezwykle uniwersalne dzieło, w ostatnich latach było nieosiągalne dla miłośników Pana muzyki. Po jakiej przerwie powrócił Pan do wspomnianego repertuaru?

Tuż po ukazaniu się płyty „Requiem dla mojego Przyjaciela” zagrałem kilka koncertów w Polsce, za które nie brałem honorarium. Natomiast w ostatnich latach prezentowałem Requiem na festiwalu w Leon w Meksyku i na Festiwalu Muzyki Sakralnej w Bogocie. Widziałem też Requiem w Filharmonii w Szczecinie, ale byłem tam tylko gościem. To była piękna inicjatywa Szczecina.

Szczególnie wyczekiwana przez zgromadzonych „Lacrimosa” z sopranem Edyty Krzemień, w zabytkowych wnętrzach świątyni z podświetlanymi witrażami, spotęgowała doznania i nadała jeszcze większej głębi wydarzeniu. Wnętrze kościoła św. Stanisława w Starym Bielsku stworzyło wyjątkową przestrzeń dla Pana kompozycji.

Edyta Krzemień jest wspaniałą, wrażliwą artystką o pięknym głosie. Na koncertach muzyki filmowej też wykonujemy Lacrimosę w symfonicznej wersji. A kościół św. Stanisława jest pięknym miejscem na takie kameralne koncerty. Z tego co widziałem, proboszcz tej parafii jest bardzo otwarty na takie wydarzenia. Grajcie tam częściej.

Wróćmy jeszcze do Krzysztofa Kieślowskiego. Jak zapamiętał Pan czas współpracy z reżyserem i do którego wspomnienia szczególnie wraca Pan po latach?

Z największym sentymentem wracam do naszego pierwszego spotkania. Było zabawnie, śmiesznie, a na końcu poważnie. Cały czas mam też w pamięci moment, kiedy wychodziliśmy na czerwony dywan na Festiwalu Filmowym w Cannes, a z głośników na całej promenadzie grana była muzyka z „Podwójnego życia Weroniki”. To były piękne czasy. Inspirowaliśmy się wzajemnie. Krzysztof miał wspaniałą cechę: wierzył w poważną rolę muzyki filmowej w swoich filmach. Nie bał się muzyki narracyjnej, wierzył w jej metafizyczną siłę. Niewielu jest takich reżyserów.

Która z wykonanych kompozycji muzycznych do filmów Krzysztofa Kieślowskiego jest dla Pana najważniejsza?

Są dwie takie kompozycje. Pierwszą jest muzyka do filmu „Bez końca”. Nie ma jej na płytach, to nie były te czasy, czego bardzo żałuję. Drugą jest muzyka z filmu „Trzy Kolory Czerwony” – myślę, iż jest jedną z najlepszych, jakie w życiu napisałem. To był nasz ostatni film.

W czerwcu w Bielsku-Białej odbędzie się finał pierwszej edycji międzynarodowego konkursu kompozytorskiego Preisner Scoring Competition pod Pana artystycznym kierownictwem. Jakie ma Pan oczekiwania w stosunku do młodych twórców?

Konkurs jest skierowany do twórców w wieku od 18 do 35 lat, do kompozytorów, którzy są przygotowani do wykonywania tego zawodu, to znaczy, iż umieją skomponować nie tylko melodię, ale umieją ją zaaranżować, zapisać w nutach, a przede wszystkim umieją odczytać dramaturgię obrazu, który mają muzycznie opisać. Mam nadzieję, iż odkryjemy kompozytorów z wyobraźnią.

Jak bardzo skomplikowanym procesem jest organizacja tak dużego przedsięwzięcia o randze międzynarodowej przy współpracy z władzami miasta i instytucjami kultury pod kierownictwem Miejskiego Domu Kultury w Bielsku-Białej?

Tak duży konkurs wymaga perfekcyjnej organizacji. Od tej podstawowej, jak koordynacja przyjazdów, opieka nad uczestnikami, aż do tego, co najważniejsze, czyli koncerty. To przygotowanie orkiestry, sceny, nagłośnienia, świateł. Z tego, co widzę, pracuję w Bielsku ze świetnymi ludźmi, ja tylko służę doświadczeniem. To pierwsza edycja i ona będzie najtrudniejsza.

Finałowy koncert w ramach konkursu odbędzie się w rocznicę urodzin Krzysztofa Kieślowskiego. W jednym z wywiadów wspominał Pan, iż wiele lat temu reżyser powiedział, iż do obrazu „Wieża Babel” Pietera Bruegela warto by było napisać operę. I właśnie„Wieża Babel” będzie tematem pierwszej edycji prestiżowego konkursu w Bielsku-Białej.

Sądzi Pan, iż młodzi twórcy muzyki filmowej podołają tak trudnemu zadaniu?

Wszystko to sprawa wyobraźni. Konkurs daje możliwość skonfrontowania tego, co napisali młodzi kompozytorzy z żywą orkiestrą. To będzie bardzo istotny krok w ich karierze. o ile podołają temu zadaniu, to będzie znaczyło, iż są gotowi do pisania muzyki do filmów. To bardzo dobra szkoła dla nich. Jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia muzyczna.

A oprócz tej wyobraźni? Jakie elementy będą najważniejsze przy ocenie twórczości młodych kompozytorów – warsztat, emocje, a może umiejętność opowiadania historii muzyką?

Wszystkie elementy, o których Pani mówi, są bardzo ważne. Jury, które będzie oceniało kompozycje dopuszczone do koncertów konkursowych na pewno wszystkie te elementy będzie brało pod uwagę. Bardzo jestem interesujący tych kompozycji.

Po koncercie zwycięzców wśród kompozytorów w ramach Preisner Scoring Competition, w drugiej części będzie można posłuchać Pana kompozycji w towarzystwie znaczących nazwisk światowej sceny muzycznej. Jakie usłyszymy utwory pod Pana batutą w tym szczególnym dniu?

To będą utwory z filmów, do których pisałem muzykę, ale nie tylko. Będzie też muzyka z moich płyt niezwiązanych z muzyką filmową. Będzie to muzyczna podróż przez moje artystyczne życie.

Jak bardzo skomplikowanym procesem jest tworzenie oryginalnej muzyki w dzisiejszych czasach? I czy dostrzega Pan zagrożenia dla młodych kompozytorów w dobie sztucznej inteligencji?

Sztuczna inteligencja to algorytmy, one nie mają duszy. Można by ją porównać do ucznia, który ściąga od kolegi na egzaminie, uznając w dodatku, iż sam to rozwiązał. Ona korzysta ze wszystkiego, co się znajduje w sieci. Nic sama nie wymyśli. Do tego jest potrzebny człowiek z jego wrażliwością, wyobraźnią i kreatywnością. Epigonizm nie pozostawia żadnych wspomnień.

Nadchodzą trudne czasy dla kompozytorów. Mam nadzieję, iż powstaną gwałtownie jakieś regulacje światowe, które uniemożliwią sztucznej inteligencji bezkarnie korzystać z naszej pracy. To, co robi sztuczna inteligencja, to pospolite złodziejstwo. To będzie niestety ogromny problem na najbliższe lata. Mam nadzieję, iż jako twórcy wyjdziemy z tego zwycięsko, chociaż nie jestem optymistą. Nikt dzisiaj nie jest w stanie przewidzieć, co się jutro wydarzy i to jest straszne.

Rozmawiała:
MAŁGORZATA IRENA SKÓRSKA

Idź do oryginalnego materiału