Napisałem 23 tomy sagi kresowej. Piszę dalej…
Prof. Stanisław Sławomir Nicieja – historyk biografista, autor monumentalnego, dotychczas 23-tomowego cyklu „Kresowa Atlantyda”.
Pisze pan kolejne tomy „Kresowej Atlantydy”?
– Tak, piszę rytmicznie. Przez ostatnie dwa letnie miesiące napisałem prawie połowę 24. tomu. Miastem wiodącym będzie Nowogródek i w tym rozdziale mierzę się z największym mitem i legendą polskiej literatury, a choćby historii Polski – fenomenem Adama Mickiewicza. To nie było proste. O Mickiewiczu napisano tysiące artykułów, jest sto różnych biografii. Jak powiedzieć coś oryginalnego na dziesięciu stronach? Sądzę, iż znalazłem klucz! I piszę dalej. Póki oczy dają radę.
Dlaczego oczy?
– Bo przy tym, co robię, trzeba dużo czytać. Trzeba ściągać rzadkie rzeczy. To jest główna siła moich książek, iż wyciągam opowieści z rodzinnych archiwów oraz rodzinnych samizdatów i wprowadzam je do kolejnych tomów. W swoim domu na wsi, gdzie głównie pracuję, mam w zbiorach, w bibliotece, ok. 7 tys. książek, które wydały rodziny. Czasem książka została wydana w 12 egzemplarzach, czasem w 50. Lekarz, adwokat, notariusz, inżynier na emeryturze czy rolnik pisze historię swojej rodziny, chce ją zostawić wnukom. Czasem jest tak perfekcyjny jak porządny historyk. Zawodowi historycy częstokroć lekceważą takie rodzinne wydawnictwa i archiwa. U zawodowych historyków przeważa kult archiwum państwowego oraz solidnej biblioteki naukowej. Bo można dać przypis: Archiwum Akt Nowych czy Zbiór Rękopisów z wrocławskiego Ossolineum – to ma być dowód, na jak solidnym warsztacie naukowym oparta jest monografia. A częstokroć w tych zasobach archiwalnych jest jakiś marny donos, uzłośliwiony list, plotka, faktograficzny bełt. Jest swoista sakralizacja zasobów archiwów państwowych. Ja mam do tego dystans. Często słyszę od kolegów z mojej profesji, iż książki rodzinne to bajkopisarstwo.
Czasami mają rację.
– Owszem, są bajkopisarze, którzy tworzą biografie swojej rodziny, ale są też ludzie bardzo rzetelni, którzy mają kult faktu. Docieram do takich, zyskałem ich zaufanie, oni mi wysyłają swoje prace, ja to później wykorzystuję. Podam przykład: miejscowość Baranowicze pod Nowogródkiem. Przed wojną była tam słynna radiostacja, która toczyła walkę propagandową z radziecką stacją w Mińsku białoruskim. W ochronie polskiej radiostacji pracował Szymon Środa – polski Białorusin. Jego siostrzeniec Antoni Godycki-Ćwirko, prowadzący na Dolnym Śląsku duże ogrodnictwo, napisał na 140 stronach opartą na dokumentach historię swojego rodu, żyjącego w Baranowiczach od czasów Chodkiewicza. Wykorzystałem to, zrobiłem z tego pięć stron esencji do czytania, wykorzystałem z niej kilka zdjęć, które cudem przetrwały wojnę.
Nie wziął pan wszystkiego.
– Wtedy może nikt nie wziąłby mojej książki do ręki, poza rodziną. To też jest kwestia pewnych modułów, które stosuję. Bo wiem, iż dziś ludzie czytają inaczej, zwłaszcza młodzież. Staram się więc do nich dotrzeć. Uznałem, iż czytelnik nie musi książki czytać od deski do deski. Może ją otworzyć na 154. stronie, znajdzie tam trzy-, czterostronicowy moduł, który go zainteresuje. Znajdzie dobrze opisane zdjęcie. Z anegdotą. Jak go to zainteresuje, cofnie się albo pójdzie dalej i tam znajdzie inny moduł czy zdjęcie, które również go zaciekawi.
Opowieść szkatułkowa.
– Tak, dotyka pan istoty sprawy i wzorca, po który sięgnąłem – słynnej szkatułkowej powieści Jana Potockiego „Rękopis znaleziony w Saragossie”, będącej moją ulubioną powieścią, i genialnego filmu Wojciecha Hasa o tym samym tytule. Ja stosuję moduły i muszę tu wyjaśnić, co rozumiem przez moduł. Jest to krótka opowieść o człowieku, grupie ludzi czy jakimś wydarzeniu, która sama w sobie stanowi swoistą całość. Norman Davies używa w książkach określenia kapsułka – w sposób encyklopedyczny próbuje zdefiniować jakieś zjawisko czy spuentować biografię.
Ma pan swoją metodę.
– I ja tą swoją metodą, myślę, zdobyłem publiczność, bo jednak jestem czytany. Oczywiście nie jestem Remigiuszem Mrozem, ale „Kresowa Atlantyda” wyszła już w nakładzie ok. 250 tys. egzemplarzy, a historia Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie w ponad 300 tys. (sześć wydań). Każdy tom
Robert Walenciak
[email protected]
Jerzy Domański
[email protected]
Paweł Dybicz
[email protected]
Za tydzień ostatnia część rozmowy z prof. Stanisławem Sławomirem Nicieją:
- Dlaczego we Lwowie czczą Szuchewycza, a nie pamiętają o tych, którzy współpracowali z Polakami?
- Dlaczego lwowscy profesorowie nie mają swojej tablicy?
- Jak Zełenski zapisze się w historii?
Post Kustosz kresowej pamięci pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.







