Najlepsze serie anime z sezonu jesień 2025/zima 2026: Tojima Wants to Be a Kamen Rider (Toujima Tanzaburou wa Kamen Rider ni Naritai, 2025, 24 odcinki)

zaslepieniobrazem.blogspot.com 15 godzin temu


To jednak prawda, iż natura nie znosi próżni. w okresie jesień 2025 - One-Punch Man sezon 3 (2025) - moje ulubione anime, bawiące się konwencją kina superbohaterskiego, wyraźnie złapało zadyszkę. Za ten stan w dużej mierze odpowiadała niedopracowana strona techniczna serialu - historia cały czas daje radę, podczas gdy grafika już nie. Nic więc dziwnego, iż gdy mistrz (One-Punch Man) niedomaga, na horyzoncie pojawia się łaknący zwycięstwa pretendent do tytułu (Kamen Rider).

Po seansie nowego anime Tojima Wants to Be a Kamen Rider poczułem się, jakby ktoś walnął mnie z zaskoczenia obuchem w głowę. Nigdy wcześniej z tym tytułem nie miałem styczności - seriali fabularnych nie widziałem, a mangi nie czytałem. Co więcej - nie miałem pojęcia o jego istnieniu. Trudno się jednak z porzekadłem - lepiej późno niż wcale - nie zgodzić, ponieważ Kamen Rider to prawdziwa perełka na firmamencie seriali parodiujących kino superbohaterskie.

Nie dla wszystkich będzie to jednak produkt lekkostrawny. O wiele wyżej postawiony próg wejścia w historię niż chociażby we wspomnianym wcześniej One-Punch Manie może odrzucać. Tutaj nie ma ludzi z supermocami, tylko osoby przebierające się za superbohaterów. Więcej nawet. Ci przebierańcy nie upodabniają się do jakichś istniejących herosów, tylko z nostalgią sięgają po postacie ze swojego ulubionego, kiczowatego serialu z dzieciństwa.

Dodatkowo, skoro mamy postacie, które chciałyby zostać pozytywnymi bohaterami, oczywiste jest, iż pojawią się i tacy, którzy oddaliby wszystko, żeby zostać superzłoczyńcami. I tak jedni przebierańcy polują na drugich. Po pewnym czasie okazuje się jednak, iż organizacja superprzestępców, to nie tylko przebierańcy i iż istnieje w rzeczywistym świecie. Mogą choćby obdarowywać zwykłych ludzi supermocami. Dochodzi do pomieszania idei i motywacji. Czy ten pozorny łotr jest naprawdę zły? Co tworzy bohatera, a co przestępcę? Czy granica nie jest tu niezwykle cienka?

Co by nie było za prosto, twórcy serialu dodatkowo pokazują nam punkt widzenia superłotrów (mutantów), dla których jesteśmy po prostu, gatunkiem z natury wrogim (jak przykładowo lwy dla hien) i niekoniecznie stoją za tym złe intencje. Cudownie porąbanymi odcinkami są te, w których widzimy mutanta (w ciele człowieka), z jakiegoś powodu wiążącego się z jedną z członkiń girlsbandu, która ma problem (bo tyje) z nieposkromioną miłością do ramenu.

Kamen Rider to przede wszystkim komedia, a jego humor tkwi w przerysowaniu. Śmiejemy się nie tyle z opowiadanych gagów, co z przekraczania nieprzekraczalnych dotąd w tym gatunku granic. Ostrzegam jednak, iż serial śmieje się również z siebie, co sprawia, iż nie oszczędza nikogo i bywa dla widzów bezwzględny. Jest nadspodziewanie brutalny (bezpośrednie ukazywanie śmierci i wszelkich uszkodzeń ciała) i bez żadnych oporów, bezwstydnie i świadomie seksualizuje bohaterów (stroje bohaterek oraz ich dwuznaczne "chwyty" podczas walk). Nie do wszystkich taki rodzaj humoru trafi.

Kamen Rider niszczy - lub, jak kto woli, poważnie nadszarpuje - wizerunek superbohatera funkcjonujący w kulturze Zachodu. Robi to bezkompromisowo, choćby jak na standardy produkcji, które wcześniej się tym zajmowały. Brak wiedzy dotyczącej oryginalnych przygód człowieka przebierającego się w kostium pasikonika (seriale fabularne) nie tylko nie popsuł seansu, ale wręcz spotęgował moje doznania filmowe. Osobowości bohaterów, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych, pokręcona historia i absolutnie niespodziewane zwroty akcji sprawiają, iż nie wyobrażam sobie, by serial nie dostał niedługo kontynuacji.

Idź do oryginalnego materiału