Życie studenckie to temat stale pojawiający się w filmach. Historie takie opierają się głównie na kilku kwestiach, które dotyczą niemal wszystkich młodych ludzi, takich jak relacje z innymi oraz odnajdywanie swojego miejsca w społeczeństwie. Współlokatorki również pokazują, jakie problemy mogą pojawić się w tych obszarach życia.
W początkowych scenach poznajemy Devon – nie do końca stereotypowo „cichą i nieśmiałą”, ale jednak często przeoczaną, co utrudnia jej znalezienie bliskiej przyjaciółki. To właśnie przyjaźń stanowi główny temat filmu. Devon robi, co może, aby poznawać nowe osoby i nawiązać z kimś bliską więź – zwłaszcza iż zbliża się początek studiów i musi znaleźć współlokatorkę. Wygląda na to, iż w końcu jej się udaje… ale czy ta relacja będzie wyglądała tak, jak dziewczyna sobie ją wyobrażała?
Współlokatorki to opowieść o przyjaźni tak bliskiej, iż staje się to problematyczne. O przekraczaniu granic, pasywnej agresji i o tym, co się dzieje, kiedy emocje wymkną się spod kontroli.
Zobacz również: Drama – recenzja filmu. Ależ to niewygodne!
Film pozytywnie mnie zaskoczył, bo spodziewałam się historii pełnej utartych schematów. Pierwsze sceny nie rozwiały moich przeczuć, jednak nie przewidziałam, jak potoczy się reszta historii. Uniwersalne tematy, takie jak przyjaźń, przynależność do społeczności i szukanie swojego miejsca w świecie, zostały tu przedstawione w zadziwiająco nowej odsłonie.
Ciekawie obserwowało mi się relację między Devon, graną przez Sadie Sandler, a Celeste, w którą wcieliła się Chloe East. To właśnie ich znajomość stanowiła centralną część fabuły. Z uwagą patrzyłam na to, jak ich światy przenikają się ze sobą, chociaż od początku to o Devon wiemy więcej. Celeste ujawnia tylko niektóre informacje, z czego, jak dowiadujemy się z dalszej części filmu, nie wszystkie są prawdziwe.
Jednym z najbardziej wciągających wątków był dla mnie moment, kiedy Celeste odwiedziła Devon podczas przerwy świątecznej. To właśnie wtedy Celeste poznała jej rodzinę. Całkowicie podzielałam gniew i zażenowanie głównej bohaterki, kiedy obserwowała ona przyjaciółkę trochę zbyt otwarcie dzielącą się prywatnymi sprawami Devon z jej bliskimi.
Zobacz również: Projekt Hail Mary – recenzja filmu. Przepiękna opowieść o przyjaźni
Kadr z filmuMojego uznania nie zdobył natomiast sposób przedstawienia relacji międzypokoleniowych. Miałam wrażenie, iż zostały one mocno spłycone – interakcje młodzieży z rodzicami i nauczycielami wyglądały tak jak relacje między rówieśnikami. Było to widoczne nie tylko w przypadku rodziny Devon, ale przede wszystkim w postaci Dr. Schilling – dziekanki i zarazem narratorki filmu. Kobieta pozwalała sobie na niestosowny sposób wypowiedzi wobec uczennic. Używanie przez nią przekleństw i slangu zacierało granice między rolami. Być może w przedstawionych realiach jest to uzasadnione, jednak ja odebrałam to jako przerysowane.
Myślę, iż Współlokatorki to film warty zobaczenia. Lekkość miesza się w nim z realnymi dylematami dotyczącymi tego, jak blisko można dopuścić drugą osobę oraz jak sobie radzić, kiedy przekracza ona twoje granice. Bohaterki zdecydowanie nie robią tego w sposób, który można by znaleźć w poradniku o zdrowej komunikacji. Stanowi to niewątpliwie element rozrywkowy. Ich relacja pełna jest nieczystych zagrań i samodzielnego wymierzania sprawiedliwości w sposób, który znacznie bardziej przypomina zemstę niż próbę rozwiązania konfliktu.
Kadr z filmuTen tytuł to przyjemny film na sobotnie popołudnie, a może choćby szansa na powrót wspomnieniami do własnego studenckiego życia i problemów ze współlokatorami. jeżeli ktoś chce zobaczyć historię osadzoną w realiach życia na kampusie, a jednocześnie przypomnieć sobie, iż emocjonalne zawirowania nie są domeną jedynie relacji romantycznych i rodzinnych, ale również przyjacielskich, film Współlokatorki może być naprawdę dobrym wyborem.
Fot. gł.: materiały promocyjne z filmu Współlokatorki















